Kilka butelek popękało, ale większość jest nienaruszona. Według odkrywców w ciągle zamkniętych karafkach coś chlupocze.
Wydobycie spod lodu bursztynowego skarbu zleciła firma Whyte & Mackay, do której należy dziś gorzelnia McKinlay and Co. zaopatrująca wyprawę Shackletona w alkohol. Władze firmy mają nadzieję, że dzięki znalezisku uda się odtworzyć zaginioną recepturę szkockiej whisky. Marka nazwana imieniem Ernesta Shackletona mogłaby liczyć na dobrą sprzedaż.
W 1909 r. słynny polarnik umykał z Antarktydy po nieudanej próbie zdobycia bieguna południowego. Choć z drugiej strony patrząc - nie była ona aż tak nieudana. Po latach Shackletona ocenia się jako świetnego przywódcę dwóch wypraw antarktycznych, który mimo potężnych kłopotów potrafił wydostać swoich ludzi z tarapatów. W 1909 r. ekipa Brytyjczyka zawróciła z drogi, będąc 160 km od celu. Zabrakło jedzenia i Shackleton trzeźwo ocenił, że nie zdoła zdobyć bieguna i bezpiecznie wrócić na brzeg Morza Rossa.
W 1914 r. Shackleton próbował przemierzyć Antarktydę z jednego wybrzeża na drugie. Nie udało się, bo zanim wylądował na lądzie, jego statek "Endurance" został zgnieciony przez lód na Morzu Weddella. Rozbitkowie błąkali się po zamarzniętym morzu przez półtora roku.
Rodak Shackletona porucznik Robert Scott co prawda w styczniu 1912 r. doszedł do bieguna południowego, ale razem ze swoimi ludźmi zamarzł w drodze powrotnej. Na biegunie znalazł pamiątki pozostawione w grudniu 1911 r. przez wyprawę Roalda Amundsena - pierwszego człowieka, który dotarł na "dół świata" i powrócił żywy.
Źródło: Gazeta Wyborcza