http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Marna pociecha, czyli casting na noblistę

Krzysztof Varga
2011-12-01, ostatnia aktualizacja 2011-12-04 18:19

Marcin Świetlicki
Marcin Świetlicki
Fot. Tomasz Wiech / Agencja Gazeta

Sorry, piękni pięćdziesięcioletni, Witkowskiemu nie podskoczycie

Krzysztof Varga
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
Krzysztof Varga
SERWISY
Śledzę dość uważnie casting na polskiego noblistę literackiego w roku 2040 (finał w sobotę - wygrała Dorota Masłowska), napięcie mi rosło z dnia na dzień za każdym razem, gdy sięgałem po "Gazetę", by zobaczyć, kto następny się łapie do finałowej dziesiątki owego specyficznego "Mam talent", kto załapie się na medalową trójkę, kto wreszcie zwycięży, a więc dostatnie już nawet nie nominację, ale jako żywo Nobla. Za 30 co prawda lat, ale zawsze coś, warto czekać, choć osobiście uważam, że Nobel często jest już po nic, jest nagrodą pocieszenia u progu nieskończonego, jakoś wydaje mi się, iż sprawiedliwiej by było, gdyby Noble dostawali ludzie na progu kariery, a nie na jej zwieńczeniu. Wszystko jednak, niestety, co sensowne, otrzymuje się na starość: mądrość, nagrody i chęć do życia, choć przecież wszystkie te rzeczy są już wtedy bardziej zbędne niż w czasach młodości.

Obserwowanie owego castingu jest to dla mnie zajęcie dość wdzięczne, dla paru osób osobiście zainteresowanych, jak mniemam, jednak nieco frustrujące, pomijając już napięcia, jakie może wywołać wśród nominowanych i nominacji wyczekujących, oraz niejaką niepewność, czy aby Kuczok naprawdę jest słabszy od Łozińskiego, jak wynika z rankingu, czy aby z pewnością Bargielska jest mocniejsza literacko od Sieniewicza, jak wreszcie przekonująco udowodnić wyższość Witkowskiego nad Dukajem.

Redakcja "Gazety" umyśliła sobie bowiem, że jeśli ktoś z naszych ma w najbliższym czasie dostać Nobla, to pójdzie ta szwedzka nagroda do jednego z trójki: Różewicz, Mrożek, Zagajewski. Jeśli zatem Akademia Szwedzka w jakimś niedługim czasie dostąpi honoru nagrodzenia jednego z tych trzech mężczyzn, to następny nasz literacki Nobel bez pudła wypaść musi w roku 2040, a więc otrzyma go ktoś, kto dziś jeszcze nie minął tej przereklamowanej granicy zwanej 40. urodzinami. Ergo jeśli ktoś z naszych ma w owym roku 2040 założyć frak i uścisnąć rękę króla szwedzkiego, nie może mieć więcej dziś niż czterdziestkę, ponieważ jeśli ma więcej, z rachunku matematyczno-biologicznego bezdyskusyjnie wynika, że nie będzie już żył. Tak oto łatwo dość udało się wygumkować - że użyję tego znaczącego i robiącego karierę słowa - całe pokolenie obecnych pięćdziesięciolatków, z Tokarczuk, Stasiukiem i Świetlickim na czele, by wymienić jeno trzy najbardziej reprezentatywne nazwiska, o starszych od Stasiuka, a młodszych od Mrożka już nawet nie wspominam. Otóż owa brawurowa logika jako ciekawy dogmat przyjmuje, że osoby dziś mniej więcej pięćdziesięcioletnie za 30 niespełna lat, a więc mające koło osiemdziesiątki, nie mają już prawa żyć, a zatem ubiegać się o Nobla, a zatem ubiegać się o cokolwiek. Sorry, takie są nieubłagane prawa życia, piękni pięćdziesięcioletni, w pewnym sensie już jesteście jakoś martwi, cokolwiek byście namotali literacko, z powodów demograficznych Dehnelowi i Witkowskiemu nie podskoczycie, radzę się zacząć z tym powoli godzić i zbierać swoje zabawki.

Ja oczywiście wiem, że wszyscy wiedzą, z autorami owej zabawy na czele, że przyszłości, tym bardziej przyszłych wyroków Akademii Szwedzkiej, nijak przewidzieć się nie da, zdarzało się, że sama Akademia nie bardzo chyba wiedziała, dlaczego akurat temu autorowi Nobla daje, skoro w zasięgu ręki jest legion wybitniejszych, ale by trzymać się owej logiki prezentowanej w akcji "Nobel 2040", pragnę pośpieszyć z informacją, że polski Nobel będzie o dekadę wcześniej, dokładnie w roku 2030. Skąd ja to wiem? Żadna tajemnica, są na to niepodważalne dowody, rzecz była już ujawniana. Otóż wiadomo tu i ówdzie, a teraz wiadomo będzie powszechnie, że jakiś czas temu profesjonalna wróżbitka postawiła Marcinowi Świetlickiemu horoskop, z którego klarownie wynikało, że to on właśnie zgarnie Nobla, wcale się tu nie silę na słabe dowcipy, tak właśnie było, ów nieco zawstydzający epizod rzeczywiście miał miejsce. Interpretacja bowiem owej wróżbitki - powołuję się tu na słowa samego poety - była taka, że Świetlicki w roku 2030 "dzięki wytworom swojego umysłu i talentu otrzyma ogromną sumę pieniędzy". Cytuję z pamięci, pewnie niedokładnie, lecz sens tej wróżby oddaję wiernie. Za jakie swoje talenty Świetlicki ma dostać ową wielką wygraną jak nie za poezję? A jaką to wielką, a wręcz ogromną wygraną może dostać poeta jak nie Nobla? Można naturalnie spekulować, że za 20 lat Świetlicki wiedziony jakimś starczym amokiem kupi losy totalizatora i zgarnie całą kumulację, czy jednak wybranie paru cyferek można uznać za zwycięstwo czyjegoś talentu i umysłu? Nie można. Poezję zaś za wytwór talentu i umysłu raczej na pewno, rzecz jest więc jasna.

Oczywiste jest też, że wróżby fachowca nie można uznać za mniej wiarygodną niż ankiety wśród krytyków literackich. Jeśli nawet wróżki się mylą, to krytycy literaccy, obawiam się, mylą się częściej i intensywniej, historia literatury to jest w ogóle wręcz fantastyczne pasmo pomyłek krytyków literackich. Przyjmując więc prawie za pewnik, że jednak Świetlicki dostanie w 2030 roku Nobla, ani chybi kolejny Nobel przypadnie nam nie wcześniej niż w roku 2050, może raczej w 2060, wybaczcie dzisiejsi niespełna czterdziestoletni, szanse wasze maleją zastraszająco na rzecz obecnych nastolatków. Jeśli naturalnie przyjąć za prawdopodobne, iż w roku 2060 istnieć będzie jeszcze Nagroda Nobla, jeśli istnieć będzie w ogóle jakaś literatura. Obawiam się raczej, że jeśli istnieć będzie, to nie ludzie ją będą pisać, ale niebywale wręcz sprawne edytory tekstów. W roku 2060 nagroda powędruje raczej do Microsoftu za edytor tekstów, który noblowską powieść machnie w kwadrans co najwyżej, a Google Translate przełoży ją na wszystkie istniejące języki nie dłużej niż w godzinę, po góra dwóch godzinach od jej napisania każdy będzie ją już miał na swoim tablecie.

Pocieszać mi pozostaje finalistów akcji "Nobel 2040", że niepoliczona jest armia pisarzy, którzy Nobla nie dostali, ale zostali w naszej pamięci, i których wciąż z mniejszą lub większą zaciekłością czytamy, jakby się przyjrzeć, to mam mocne podejrzenie, że więcej czytamy nienagrodzonych niż noblistów. Któż spamięta zaś wszystkich, którzy owe honory otrzymali, a świat cały o nich zapomniał, która to nagroda ostała im się może jedynie w postaci zdania "laureat Nagrody Nobla" na nieodwiedzanym od lat nagrobku, można tu zrobić tragikomiczną wyliczankę, począwszy od Prudhomme'a, pierwszego noblisty z 1901 roku, obchodzimy akurat 110-lecie tego lauru. Przeczytajcie sobie państwo listę literackich noblistów, zabawa przednia, zaręczam. To są rzeczy oczywiste, to są rzeczy znane każdemu, to jest nieustanna oczywiście pociecha dla tych wszystkich, którzy na żadną znaczącą nagrodę w życiu się nie załapią. Choć naturalnie w ostatecznym rozliczeniu żadnego pocieszenia, także dla pisarza, nie ma.

Źródło: Duży Format
  • 1
  • 1
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    38 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':