http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Witamy w nowym świecie. Wydawniczym

Małgorzata I. Niemczyńska
2011-09-06, ostatnia aktualizacja 2011-09-06 13:16

Salon Empiku
Salon Empiku
Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta

Wydawnictwo W.A.B. kupione przez Empik - choć ta wiadomość była tylko ukoronowaniem zmian na polskim rynku książki, zmroziła pozostałe oficyny. Czy czeka nas dyktat dystrybucyjno-wydawniczych molochów?

"Nie do sprzedaży w Empiku" - naklejki z takim hasłem miały się znaleźć już dwa lata temu na okładkach nowości jednej z mniejszych, acz szanowanych polskich oficyn. Choć wydawca ostatecznie z nich zrezygnował, pomysł nikogo w branży raczej by nie zdziwił. Empik ma w niej fatalną reputację (zalega z opłatami, lubi zwracać całe zamówione nakłady, bez specjalnej umowy nie eksponuje książek na półkach), wszyscy jednak muszą się z nim liczyć. To do prowadzonych przez spółkę wielopoziomowych domów handlowych czytelnicy najczęściej kierują swe kroki, gdy czegoś im potrzeba. Wszystkich salonów w 2009 roku Empik miał w Polsce już 134.

Pod koniec sierpnia grupa NFI Empik Media & Fashion zakupiła wydawnictwa W.A.B. oraz Wilga, kontynuując trwający od ponad roku okres fuzji. Grupa ma już - w całości lub większościowo - kontrolę nad m.in. specjalizującym się w poradnikach i albumach wydawnictwem Buchmann, spółką dystrybuującą e-booki i audiobooki Virtualo, księgarnią internetową Gandalf sprzedającą podręczniki, a także spółką Gry-OnLine. W lutym Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów po konsultacji z wydawcami zablokował przejęcie przez Empik największej księgarni internetowej w Polsce Merlin.pl. Argument był prosty: zbyt drastyczne ograniczenie konkurencji na rynku.

- Empik był potężny, jest jeszcze potężniejszy, na polskim rynku księgarskim nie ma równego sobie, teraz chce odgrywać rolę także na rynku wydawniczym - komentuje Łukasz Gołębiewski, pisarz i analityk rynku książki. - Ta strategia mnie nie dziwi, w podobny sposób rozwijało się wiele firm dystrybucyjno-wydawniczych, jak choćby Hachette z własną siecią HDS we Francji, Bertelsmann ze swoimi księgarniami i klubami książki w Niemczech, Weltbild działający na podobnych do Bertelsmanna zasadach, też w Niemczech... Chęć gromadzenia praw autorskich do książek wokół własnej dystrybucji widoczna jest też w działaniach takich potęg e-biznesu jak Amazon.

To jednak nie znaczy, że nie ma się czego obawiać. - Sytuacja, w której Empik tworzy zamknięty i niejako samowystarczalny obwód, a jednocześnie nie wywiązuje się z płatności wobec wielu wydawców, grozi oczywiście nieuczciwą konkurencją. W Polsce na rynku dystrybucji nie ma drugiego równie silnego gracza, który mógłby powstrzymać jego monopolistyczne poczynania - twierdzi Małgorzata Szczurek z niewielkiego wydawnictwa Karakter o artystycznych ambicjach. Prosząc o anonimowość, wydawcy wypowiadają się znacznie mniej dyplomatycznie. - Cisną mi się na usta tak zwane wyrazy - denerwuje się jeden z nich. - Empik od grudnia nie płaci wydawcom, a teraz - sam będąc wydawcą, a więc bezpośrednim konkurentem - już kompletnie straci jakąkolwiek do tego motywację!

- Na pewno własne produkty będą uprzywilejowane na własnych półkach sklepowych - nie ma wątpliwości Gołębiewski. - Widzimy to na przykładzie dużych sieci handlowych: Tesco zapełnia półki produktami marki Tesco, Carrefour marki Carrefour itd. Po przejęciu tak znaczących w swoich sektorach wydawnictw jak W.A.B. czy Wilga Empik będzie mógł niezwykle skutecznie promować ich tytuły - czy to poprzez lepszą ekspozycję, czy to poprzez politykę rabatową, przeceny, promocje. Dla innych wydawców to zła wiadomość, już teraz wielu trudno było się przebić na empikowe półki. Będzie jeszcze trudniej.

Na pozwanie Empiku mogą sobie jednak pozwolić tylko najwięksi, jak zrobił to Świat Książki - notabene, główny bohater innego głośnego zakupu ostatnich miesięcy. W kwietniu niemiecka grupa Weltbild przejęła wydawnictwo od Bertelsmanna. Powstał gigant dysponujący 45 księgarniami, a także katalogiem wysyłkowym. Obok książek pojawiły się w nim... sprzęt gospodarstwa domowego, zabawki i zestawy do manikiuru. Ta strategia wbrew pozorom nie jest też obca Empikowi, w którego sprzedaży książki stanowią zaledwie 40 proc. W jego salonach znajdziemy również czasopisma, filmy, muzykę, a nawet materiały piśmiennicze czy maskotki, breloczki i słodycze. Spółka prowadzi ponadto 40 szkół językowych i świadczy usługi fotograficzne.

Ostatnie zakupy Empiku wskazują na to, że grupa kompletuje także ofertę internetową. - A skoro e-booki i sprzedaż internetowa znajdują się w Polsce w fazie rozwojowej, więc ten, kto zajmie dobrą pozycję dziś, będzie później dysponentem tej sfery - wyjaśnia literaturoznawca i analityk prof. Przemysław Czapliński. - Przykład? Wystarczy jedna decyzja ministerialna - przekształcenia papierowych podręczników szkolnych w e-podręczniki - by raczkujący w tej chwili polski rynek e-booków zamienił się w eldorado; nawet gdyby zmiana miała objąć tylko jeden segment edukacyjny, np. klasy 4-6 w szkołach podstawowych, to w przeciągu kilku lat rynek obejmie kilkaset tysięcy osób. I będzie rynkiem gwarantowanego odbioru. Pójdźmy nieco dalej: ci sami uczniowie, którzy otrzymają e-podręczniki, będą kilka lat później potencjalnymi nabywcami innych produktów - książek pozaszkolnych, gier, filmów... Idźmy jeszcze dalej: oswojeni z domeną internetową i starannie sprofilowani będą przez to medium kupować coraz więcej produktów.

A co to wszystko oznaczać będzie dla kultury? - W łagodnej antyutopii, jaka mi się jawi, megastory będą oferowały kulturę pod jedną z dwóch postaci: inwestycji w przyszłość lub inwestycji w nastrój - mówi prof. Czapliński. - Pierwsze wiąże się z edukacją, drugie z rozrywką. Wszystko - książki, kosmetyki, gry, muzyka - upodobni się do siebie jako element lifestyle'owy. Nadzieja wiąże się z polskim społeczeństwem - kłótliwym i przywiązanym do sfery symbolicznej. Kultura służy nam do prowadzenia wojen tożsamościowych, a wojny takie - choć mają charakter mocno rytualny - zakładają śmiertelnie poważne podejście do kultury.

Zarówno analitycy, jak i wydawcy podkreślają, że najwięcej zależeć będzie właśnie od odbiorców. Niskonakładowa, ambitna literatura nie zniknie z salonów sprzedaży tylko wtedy, gdy klienci będą się jej domagać. Podobnie sprawa ma się z małymi księgarniami, które przetrwać mogą wyłącznie dzięki kupującym w nich miłośnikom książek. Prawdopodobnie możemy się jednak spodziewać kolejnych fuzji, choć głośno nikt na razie o nich nie mówi.

Małe oficyny starają się być dobrej myśli. - Na całym świecie istnieje silna tendencja do konsolidacji i komercjalizacji, której towarzyszy równocześnie powstawanie małych, niezależnych wydawnictw zaspokajających potrzeby bardziej wyrafinowanej publiczności, poszukującej czegoś autentycznego, świeżego, wywrotowego - podkreśla Szczurek. - W tym widzimy szansę dla takich jak my. Poza tym nie działamy sami - wraz z wydawnictwem Czarne tworzymy małą grupę wydawniczą. Czarne jest niezwykle lojalnym i uczciwym partnerem, mamy podobny styl i cenimy te same wartości. Na dłuższą metę to się w biznesie sprawdza, więc mamy nadzieję, że sprawdzi się nawet w warunkach polskiego dzikiego kapitalizmu.

- Tworzenie się molochów wydawniczych odbywa się na całym świecie, nie zatrzymamy tego procesu - dodaje Monika Sznajderman, szefowa wydawnictwa Czarne. - Będziemy robić swoje i mieć nadzieję, że nawet na półkach Empiku znajdzie się miejsce dla literackich książek Czarnego.

Prezes Empiku Maciej Dyjas z powodu napiętego kalendarza nie znalazł czasu na rozmowę z nami.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':