Tomasz Bagiński robi film o Powstaniu Warszawskim pod iście punkowym tytułem "Hardkor 1944". Tytuł wydaje się bardzo dobry do filmu o Powstaniu, bo przez te pamiętne 63 dni w Warszawie miał miejsce rzeczywiście prawdziwy hardkor, czyli inaczej mówiąc - masakra i rozwałka
Ale zdaje się nie ma tam być mowy o rzezi Woli, o zniszczeniu całego miasta, o dwustu tysiącach ofiar, film twórcy "Katedry" ma być swego rodzaju propagandą naszego piękna. Jesteśmy piękni w swoich uniesieniach, to wiadomo od dawna, teraz reżyser chce powiadomić o tym cały świat, bo film ma być skierowany głównie do widza zagranicznego; może wreszcie Bagiński dostanie Oscara.
Ma "Hardkor", z tego, co wnoszę z wypowiedzi reżysera, opowiadać o walce odważnych i szlachetnych powstańców z nazistowskimi cyborgami, uosobieniem zabójczego zła. Nie z ludźmi właśnie, lecz z maszynami. Padły nawet sformułowania, że będzie to dzieło w warstwie plastycznej czymś na kształt "Sin City". Rozumiem, że też z elementami "Terminatora", a może nawet "Predatora".
Ten kierunek mnie już nie dziwi, bo legenda Powstania przesunęła się ostatnio wyraźnie w stronę popkultury. Zamieniamy powoli krwawą pamięć tragicznego zrywu w coolerskie wydarzenie z dziedziny kultury masowej. To mnie nie dziwi, ale nie muszę się tym pomysłem zachwycać. Wiem, wiem, że to dopiero koncepcja, że dzieło będzie gotowe za jakieś trzy lata, ale coś mnie tu uwiera.
Kilka lat temu byłem na dziedzińcu Muzeum Powstania Warszawskiego na rocznicowym koncercie 1 sierpnia i byłem zachwycony, że grają Armia i Lao Che, które wydało wtedy kapitalny koncept album "Powstanie Warszawskie" właśnie. Mój zachwyt co do płyty Lao Che nie minął, to jest bez wątpienia pierwsza piątka polskich płyt rockowych ostatniego dwudziestolecia, może nawet pierwsza piątka, jeśli liczyć od czasów płyty numer jeden w historii polskiego rocka, a więc "czarnego" albumu Brygady Kryzys. Tym facetom udało się stworzyć genialną eklektyczną płytę mieszającą punk rocka z powstańczą pieśnią, bawiącą i przejmującą zarazem, pełną emocji, ale niepozbawioną humoru.
Ale ostatnio wyraźny trend do tego przesuwania Powstania w stronę popkultury zaczyna mnie niepokoić. Niepokoi mnie to symboliczne przesunięcie od "Kanału" Wajdy do "Hardkoru" Bagińskiego. Nie dlatego, że jestem strażnikiem pamięci Powstania, nie dlatego nawet, że cała moja dzielnica jest umajona tablicami pamiątkowymi o rozstrzelanych i pomniczkami powstańczych oddziałów. Mogę powiedzieć tak: mój hardkor to są ślady powstańczej tragedii na każdym rogu w mojej dzielnicy. Mój hardkor to częste na murach kamienic szablony z napisem "1944 Pamiętamy" i kotwicami. Widuję młodych chłopców w koszulkach z takimi napisami. W parku Dreszera pod powstańczym pomnikiem 1 sierp-nia wieniec składają kibice Legii Warszawa. W telewizji na trybunach Legii w czasie meczu widziałem transparenty sławiące pamięć Powstania. Wzrusza mnie to, przejmuje, ale też jakoś niepokoi.
Jak widzę antologię komiksu o Powstaniu wydaną pod patronatem Muzeum Powstania, to mam tak zwane ambiwalentne uczucia. Nie tylko z powodów artystycznych, nie tylko dlatego, że niektóre z tych komiksów były marne. Ambiwalencja znika, gdy widzę najnowszy komiks o Tytusie, Romku i A'Tomku, tym razem walczących w Powstaniu. Papcio Chmiel już kiedyś rysował swoich bohaterów w Ludowym Wojsku Polskim, na Dzikim Zachodzie, w obozie pionierskim Artek, teraz narysował ich w Powstaniu i jest to - proszę mi wybaczyć, wszyscy dorośli obecnie mężczyźni, którzy zbieraliście komiksy o Tytusie i do dziś to z nostalgią wspominacie - najbardziej infantylne i żałosne, co można zrobić nie tyle z historią słynnej małpy, ile z historią najnowszą Polski. Oglądałem te plansze z zawstydzeniem. Nie będę ich streszczał, nie ma tu miejsca na enumerację wszystkich zawartych tam idiotyzmów, jeśli chcą się państwo sami przekonać, zapraszam do księgarń. Znajdziecie tam też powieść Marcina Ciszewskiego "www.1944.waw.pl". Nie przeczytałem, przyznaję, wystarczyło streszczenie: w czasy Powstania przenosi się w czasie grupa współczesnych polskich żołnierzy, w tym komandosów z GROM wspieranych przez czołgi Twardy i rosomaki. Staną oni do walki z Wehrmachtem i SS. Czy zwyciężą?
Nasza refleksja o Powstaniu rozpięła się ostatnio między skrajnymi wizjami - hardkorem Jarosława Marka Rymkiewicza, który sławi sierpniowo-wrześniową masakrę, a "Hardkorem" Bagińskiego, który z masakry chce zrobić science fiction. Wizja Wajdy spłynęła do Wisły kanałami i zaczynamy o niej zapominać.