Gdy w styczniu Anna i Piotr jechali z 8-letnią córką do lekarza, nie przyszło im do głowy, że ich Kasia zostanie zamknięta w szpitalu psychiatrycznym.
Że będzie odizolowana od rodziców.
Że sąd każe umieścić ich dziecko w ośrodku opiekuńczo-wychowawczym.
Że będzie chciał ograniczyć ich prawa rodzicielskie.
Dziś sąd postanowi, czy 8-letnia Kasia może wrócić do domu.
Dobra rodzina
Anna Kwiatkowska jest urzędniczką, Piotr - kasjerem walutowym. Znają się niemal od dzieciństwa, małżeństwem są od 11 lat. W zeszłym tygodniu obchodzili rocznicę ślubu. Z tego wszystkiego prawie ją przegapili.
Mieszkają w Warszawie, na Woli, w jednopokojowym mieszkanku z wygospodarowanym kącikiem dla córki. Sąsiedzi, znajomi mówią o nich: dobra, ciepła rodzina, praktykujący katolicy.
Kasia urodziła się w Nowy Rok 2003. Była wcześniakiem. Ale szybko nadrobiła wszelkie zaległości. Świetnie radziła sobie w przedszkolu. W podstawówce jest wzorową uczennicą.
- Z okresu niemowlęctwa została jej jedna "pamiątka" - astygmatyzm. Nigdy nie chorowała. Nie była w szpitalu - opowiadają rodzice. - Aż do 17 stycznia tego roku.
Usta
- Około dziesiątej zadzwoniła do mnie szkolna pielęgniarka. Powiedziała, że nie ma się co denerwować, ale kącik ust Kasi jakoś się dziwnie uniósł, a usta trochę wykrzywiły. Może to problem neurologiczny, może padaczkowy. Potrzebny lekarz. Wypadłam z pracy. Po kilkunastu minutach byłam w szkole - opowiada Anna.
Kasia usta "leciały" na prawą stronę. Miała ślinotok i niewyraźnie mówiła.
- Pojechałyśmy na Kasprzaka, do Instytutu Matki i Dziecka.
Trafiły na neurologię.
- Zrobili Kasi od razu rezonans głowy, EEG - nic nie wykazał - opowiada dalej matka. Inne badania też niczego nie wniosły. Byłyśmy tam trzy dni, ja cały czas z małą. Nocowałam. Każdego wieczora Kasia miała odruchy wymiotne. Zgłaszałam swoje obserwacje lekarzowi. Pilnie się wszystkiemu przyglądałam. Myślałam, że może coś zauważę, co im pomoże w diagnozie. Kasia chodziła na zajęcia do szpitalnej szkoły. W pewnym momencie zauważyłam, że bardzo brzydko pisze, i jeszcze skarżyła się, że boli ją prawa rączka. Lekarze oglądali zeszyty, ale w końcu uznali, że w szpitalu po prostu nie ma warunków do odrabiania lekcji. Nikt nie potrafił powiedzieć, co dolega dziecku.
Dziewczynkę wypisano bez rozpoznania. Za niecałe trzy miesiące miała zgłosić się na kolejne badania.
- Usłyszałam, że gdyby w międzyczasie coś się działo, mam od razu dzwonić do lekarza prowadzącego. Nagrywać na komórkę objawy. Nagle, tuż przed naszym wyjściem ze szpitala, Kasia zaczęła się skarżyć, że usta ją bolą. Wezwałam lekarza. Obejrzał. Nic się nie dzieje, do domu. Wieczorem usta były już bardzo wykrzywione. Rano córka wstała z temperaturą. Z ręką też był problem - w ogóle nie mogła łyżki utrzymać, długopisu. Mówiła niezrozumiale.
Padaczka
Rodzice próbowali skontaktować się z lekarzem z Instytutu. Nie odbierał telefonu. Wtedy zdecydowali - tak jak podpowiedziała im znajoma - jadą do Centrum Zdrowia Dziecka w Międzylesiu. Przyjęto ich na oddział pediatrii. Dziecko zbadała neurolog.
Źródło: Duży Format