Nie był cudownym dzieckiem. Rodzice nalegali, by uczył się
gry na fortepianie, ale on wolał podwórkowe szaleństwa z kolegami i... astronomię. Taki też kierunek wybrał na późniejsze
studia. Do czasu, gdy za sprawą przyjaciół odkrył
jazz. Niosąca ze sobą powiew wolności
muzyka pochłonęła go bez reszty. Miał szczęście, bo na stypendium w New England Conservatory w Bostonie trafił do klasy mistrza pianistyki jazzowej Danilo Pereza. I szybko zaistniał w jazzowym światku. "Wyjątkowa kreatywność, jego indywidualny styl i potencjał twórczy mogą doprowadzić do odświeżających zmian w świecie jazzu" - pisał o wschodzącej gwieździe amerykański "Boston Live". I nie było w tym cienia przesady. Debiutancki album Dana Tepfera znalazł się w pierwszej dziesiątce najważniejszych nagrań 2005 roku wg "Cadence Magazine".
Tym razem Tepfer sięga po klasykę. Na szczęście w bardzo nietypowej odsłonie. Tematem wyjściowym są dla niego słynne "Wariacje Goldbergowskie" Johanna Sebastiana Bacha. Nie ogranicza się jednak do traktowania ich niczym wstępu do improwizacji. Najpierw przypomina oryginał każdej z cyklu 30 wariacji. I dowodzi wspaniałej pianistycznej wirtuozerii, a także wielkiej wyobraźni i wyczucia muzyki XVIII wieku. Tuż za oryginałem daje nam posłuchać autorskiej reinterpretacji. To wariacje na temat wariacji albo improwizacje na temat improwizacji. Wszak lipski kantor był jednym z najwspanialszych improwizatorów swoich czasów. Tepfer o tym wie, zna konwencje, pozostaje wierny brzmieniom sprzed lat, a jednocześnie jest nowoczesny. Majstersztyk.