http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

"Reverie"

Jacek Świąder
2011-10-14, ostatnia aktualizacja 2011-10-13 16:55

Joe Henry; Anti-

Ani się obejrzałem, a Joe Henry pochłonął mnie na parę dni. Facet po pięćdziesiątce, 12 płyt na koncie, szwagier Madonny - to nie wróżyło fajerwerków. Tymczasem gdy Henry gra, przed oczami staje Tom Waits, razem z pianinem, gitarą i kontrabasem. Blada twarz, czarny głos. Henry grał już i sam, i z jazzmanami (formatu Ornette'a Colemana), a to, co teraz go zaprząta, brzmi jak oczyszczone z ględzenia alt country. On i jego trzech ludzi grają zupełnie akustycznie, ale nie rzewnie - surowo i stylowo. Częściej pauzują, niż brylują. Jasne, że każdy może nagrywać z otwartym oknem i wprowadzić jako tło piosenek dźwięki przejeżdżających samochodów, ujadających psów, jest to jakaś droga dla nudziarzy. Ten nudziarzem jednak nie jest, a muzyka, którą nagrał, jest młoda i intrygująca.

Na dzisiejsze standardy to bardzo obszerna płyta. Henry, "zakochany w całym stworzeniu", tak rozsmakował się w tworzeniu, że aż wyszła mu ponad godzina muzyki. Na długi jesienny wieczór?

Źródło: Duży Format
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':