To już inna Julia Marcell niż na debiucie - tamta płyta została nagrana, ta jest wyprodukowana. Debiut "It Might Like You" ukazał się dzięki zbiórce pieniędzy w serwisie SellaBand. Wtedy artystka nagrywała coś, co nazwała classical punkiem - proste, gitarowe
piosenki przearanżowane na fortepian i smyczki. Dziś twierdzi, że na "June" więcej jest Berlina (gdzie mieszka) - zwiększył się udział elektroniki, słychać robotę producenta Mosesa Schneidera. No i smyczki i fortepian nie są już głównym punktem programu - ciężar całości przesunął się w stronę rytmu i basu.
Julia wciąż lubi
Kate Bush, nie broni się też przed pomysłami budzącymi skojarzenia z
Tori Amos i
Björk. Jednak mimo prób ucieczki z piosenkowości w "dziwność" rzeczy z "June" pozwalają się słuchać wciąż od nowa i odkrywać schowane wątki. Ostatecznym argumentem za są bardzo dobre koncerty Marcell.