Już na zeszłorocznym debiucie nie wymyślili prochu, ale zaserwowali solidną wiązankę piosenek zabawowo-tanecznych. I teraz, w sensie dosłownym, wykonali sequel. Znowu indie pop, prostota lat 80. - klawisze, gitary, bębny, "gdybyśmy mieli uczucia, bylibyśmy nowym Joy Division", równy bas, szesnastki, ósemki. I te niezbyt ujmujące, chłopięce teksty: "I want to buy you something, but I don't have any money" (singlowe "Money"). Litości. Drażni płaczliwy głos Jonathana Pierce'a, chłopca podobnego trochę do Neila Tennanta z
Pet Shop Boys, a trochę do Damona Albarna z
Blur. Wszystko tu jest do czegoś podobne, zespół gubi się w odwołaniach. Ech, na Brooklynie bycie nieoryginalnym musi być bardzo oryginalne!