To ponoć prawdziwa historia. Kurd z irackiej armii, porucznik Latif Yahia (Anglik Dominic Cooper) zostaje zmuszony do bycia sobowtórem najstarszego syna Saddama Husajna - Udaja (także Cooper), do którego jest łudząco podobny. Zastępuje go w niebezpiecznych sytuacjach albo wówczas, gdy znudzony Udaj chce się wykręcić od obowiązków. Latif nie może odmówić, bo wtedy ucierpią jego najbliżsi.
Udaj to psychopata - zabija dla kaprysu, torturuje, gwałci pannę młodą na jej weselu, pije i ćpa na potęgę, a przy tym pławi się w bogactwie. Latif jest świadkiem tych szaleństw, podobnie ulubiona nałożnica Udaja - Sabbar (Francuzka Ludivine Sagnier), która jednak zaczyna gustować w Latifie. No i nadchodzi czas amerykańskiej interwencji w obronie Kuwejtu zaanektowanego przez
Irak. Czy Latif się zbuntuje?
Kręcone to było głównie na Malcie. Największą zaletą filmu jest możność oglądania stosunków w rodzinie dyktatora niejako od wewnątrz. Lubię zwłaszcza scenę, w której Saddam (Philip Quast)
gra w tenisa z własnym sobowtórem, bo on też miał takich kilku.