http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

"Capitain America. Pierwsze starcie" reż. Joe Johnston

Jakub Socha
2012-01-05, ostatnia aktualizacja 2012-01-05 13:34

USA, 2011; dystr. Imperial - Cinepix


Jest rok 1941, w Ameryce wszyscy żyją wojną, Steve Rogers (Chris Evans) też. Marzy o jednym - chce walczyć przeciw faszystom, tylko nikt mu nie daje szansy. Komisje poborowe odrzucają jego kandydaturę, bo jest zbyt chorowity. Dopiero niepozorny naukowiec pracujący dla rządu dostrzega w nim potencjał i proponuje mu udział w eksperymentalnym programie. Już po chwili Steve zamienia się w siłacza, zostaje kolejnym amerykańskim superbohaterem.

"CA. Pierwsze starcie" jest filmem klasycznym, prościutkim, miejscami wydawać się może - szlachetnym. Reżyser nie kombinuje, ufa konwencji. Są tu praktycznie wszystkie elementy znane z kina opartego na komiksach. Fabuła rozwija się według sprawdzonego schematu: bohater jest naprawdę dobrym człowiekiem, czarny charakter jest naprawdę demoniczny. Jest nawet prawdziwy spór o wartości, tylko trochę wieje nudą.  

Źródło: Duży Format
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':