W czasie gdy po kinach krąży piąta część, nakręcona już w technologii 3D, chyba warto wrócić do początku. Film zaczyna scena katastrofy samolotu. Okazuje się jednak, że to sen. Ten, który przed chwilą go śnił, wybiega ze stojącego na pasie startowym samolotu, podąża za nim grupka znajomych. Chwilę później
maszyna rzeczywiście wybucha. Dla ocalałych to dopiero początek kłopotów. Muszą uważać - poirytowana kostucha, której właśnie pokrzyżowali plany, rozpoczyna za nimi pościg. Napięcie rośnie, pętla coraz bardziej się zaciska, ale tak naprawdę nie to się liczy. W filmie Wonga najważniejsze są spektakularne i zarazem kuriozalne spektakle śmierci, która dopada kolejnych bohaterów. We wszystkich częściach serii w zasadzie chodzi o to samo - o to, jak najbardziej zmyślnie pokazać zabijanie. Kino dla koneserów.