http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Villas się porywa

Iza Michalewicz, Jerzy Danilewicz
2011-11-13, ostatnia aktualizacja 2011-11-23 15:45

Violetta Villas podczas koncertu w Opolu w 2003 r.
Violetta Villas podczas koncertu w Opolu w 2003 r.
Fot. Rafa3 Mielnik / AG

"Myśmy nigdy nie wiedzieli, czy ona przyjedzie na rewię. Jeśli Viola była punktualnie, graliśmy wersję A. Jeśli się spóźniała - wersję B, gdy nie przyjeżdżała dłużej - mieliśmy wersję C". Fragment książki "Villas. Nic przecież nie mam do ukrycia..."

Violetta Villas
Fot. Fotek/REPORTER REPORTER
Violetta Villas
Violetta Villas podczas koncertu z okazji 50-lecia działalności artystycznej, Kielce, 2011 r.
Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta
Violetta Villas podczas koncertu z okazji 50-lecia działalności artystycznej...
Violetta Villas podczas koncertu w 2001 r.
Fot. Radoslaw Bugajski/AG
Violetta Villas podczas koncertu w 2001 r.
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Do hotelu Polonez w Poznaniu przyjechał kierowca, żeby zabrać Violettę Villas na koncert do Leszna - ona nie schodzi. Pokojówka puka - cisza. Zarządzono, żeby otworzyć drzwi kluczem zapasowym. Szef hotelu z pokojówką wchodzą - nikogo nie ma. A pokój jest całkowicie zdemolowany. Porwane poduszki, fruwa pierze. Gdzie jest Violetta?!

Wezwano milicję. Rozpoczęło się regularne dochodzenie. Ale zanim się skończyło, artystka odnalazła się sama. Wpadła do hotelu, kompletnie przerażona.

- Zostałam porwana! Wywieziona! Chcieli mnie zgwałcić! - spazmowała.

W porwanym ubraniu, z potarganymi włosami, utytłana w piachu.

- Porwano mnie z hotelu, wywieziono do lasu!

Wyrwała się oprawcom, uciekała, aż dotarła do drogi. Zatrzymała jakiś samochód. Milicjanci jeszcze nie skończyli spisywać zeznań, gdy zgłosił się taksówkarz:

- Pani Villas zamówiła kurs spod hotelu za miasto. Tam zapłaciła i kazała mi odjechać.

- Okazało się, że ona sama porwała na sobie ubrania i wytarzała się w ziemi. Upozorowała to wszystko! Albo chciała roztaczać wokół siebie taką aurę sensacji, albo coś jej się stało z głową - podejrzewa Bogusław Kaczyński.

***

Krzysztof Gospodarek nigdy publicznie nie przyzna, z jakim problemem jego matka wróciła z Las Vegas. Alkohol? Narkotyki? Początek choroby, z której nawrotami będzie zmagała się przez całe życie? A może wszystko naraz? Właśnie jego najbardziej dotkną skutki zachowań matki.

- Co jakiś czas byłem wyrzucany z domu po strasznych awanturach, nieważne, czy to była noc, czy dzień - opowie po latach dziennikarce Krystynie Pytlakowskiej.

- Nienawidziła pana, bo był pan dla niej ciężarem?

- Nie, ona już wtedy była chora. Myślę, że nienawidziła samej siebie, ponieważ okazała się za słaba wobec uzależnienia.

- Od alkoholu?

- Od różnych używek. Alkohol zaczął się dopiero później. Nie mogę opowiedzieć ze szczegółami, co się z nią działo. Lekarze to wiedzą. W każdym razie walczyła, bardzo cierpiała, chciała się wyleczyć, w samotności, bez niczyjej pomocy z zewnątrz. Co jakiś czas jej się to udawało. Niestety, potem znowu wracała do swoich używek. Wtedy zaczął się jej ostry zjazd w dół. Zrywane koncerty, niedotrzymywanie umów i terminów. Uciekałem do Lewina, do babci, potem wracałem do Magdalenki i znowu uciekałem. Dumny jestem z tego, że udało mi się nie zejść na złą drogę i nie zwariować.

***

Proszę państwa, za 15 minut zaczynamy! - głos inspicjenta zatrzeszczał w głośnikach i rozniósł się echem po garderobach i korytarzach teatru Syrena. Ostatni papieros, rzut oka w stronę lustra, ostatnie podkręcenie rzęs, ciut brylantyny i pudru.

Tego wieczoru w teatrze wszystko wydawało się pod kontrolą. Kierowca przywiózł Violettę Villas z Magdalenki na długo przed spektaklem. Na widowni jak zwykle komplet. Dyrektor Witold Filler wyjrzał zza kulis. Ciekawe, kto z oficjeli i partyjnego towarzystwa tym razem przyszedł do Syreny. Na swoim miejscu siedział już zaprzyjaźniony z teatrem (i jedną z tancerek) ambasador Węgier.

Inspicjent (ponaglająco): - Jeszcze pięć minut!

Już czas. Garderobiana delikatnie zapuka więc do drzwi oznaczonych gwiazdą. Tylko Villas tak wyróżniono. Ku skrywanemu niezadowoleniu reszty (zasłużonego przecież teatralnie) zespołu. Ale gwiazda w tym wypadku mogła być tylko jedna.

Źródło: Duży Format
  • 53 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    92 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':