http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Agnieszka Holland: Kto zabił Rosie Larsen?

Magdalena Żakowska
2011-09-04, ostatnia aktualizacja 2011-09-01 15:37

The Killing
The Killing
The Killing /SpoilerTV

"To już standard w serialach amerykańskich: nawet scenarzyści nie wiedzą, co się wydarzy w kolejnych odcinkach. Fabuła rodzi się w trakcie zdjęć". Z reżyserką rozmawia Magdalena Żakowska

The Killing
The Killing /SpoilerTV
The Killing
Ogląda pani dużo seriali?

- Sporo. Moja córka Kasia ogląda namiętnie właściwie wszystko, co powstaje w Ameryce. I jest moim źródłem wiedzy.

Pięć najlepszych seriali pani zdaniem to...

- ...najpierw zachwyciły mnie pierwsze sezony "Ostrego dyżuru". Jak na ówczesne warunki to był rewolucyjny serial, jeszcze z George'em Clooneyem i nadzorowany przez Spielberga. Potem wciągnęły mnie "The West Wing" ["Prezydencki poker" - w Polsce cztery pierwsze sezony pokazało TVN] i "Rodzina Soprano". Dziś z przyjemnością oglądam "Mad Men". A najlepszy serial to moim zdaniem "The Wire" ["Prawo ulicy"] - najoryginalniejszy, najgłębszy, najpoważniejszy, prawdziwy i bezkompromisowy. To znacznie więcej niż dobra rozrywka, to panorama Ameryki, jakiej nie daje dziś nawet powieść.

Czy seriale dotknął kryzys?

- Bardzo. Jeszcze kilka lat temu stacje robiły po kilkadziesiąt pilotów rocznie. Dziś kilka.

A strajk scenarzystów...

- ...okazał się fatalny w skutkach. Po strajku, na który nałożył się zresztą kryzys, ilość pracy dla scenarzystów drastycznie się zmniejszyła. Stacje zorientowały się, że mogą mniej produkować. I że niekoniecznie gwarancją sukcesu są najdrożsi i najlepsi. Rynek się załamał, co odcisnęło się na całej tamtejszej ekonomii, wliczając w to nawet ceny nieruchomości w L.A.

Czy są jeszcze jakieś tabu, których w amerykańskich serialach nie pokazano?

- Myślę, że niedługo najbardziej rewolucyjne będzie pokazanie sympatycznego, pozytywnego bohatera. Nie wiem, jak daleko można jeszcze zajść, jeśli już dziś głównymi bohaterami są seryjni mordercy, obrzydliwi dilerzy narkotyków i mafiosi. Pewnie są jeszcze jakieś tabu politycznej poprawności, ale te przełamują z kolei seriale animowane typu "South Park". Tam znaleźć można nawet odcinki według normalnych standardów rasistowskie. Z wszystkiego robią sobie jaja, z religią włącznie.

A seriale mają wpływ na mainstreamowe kino hollywoodzkie?

- Tak, ale Hollywood nie nadąża. Widać tam ociężałość. Seriale są tańsze - "The Killing" kosztowało około 2,5 mln dol., podczas gdy przeciętny budżet hollywoodzkiej produkcji to 60 mln. Seriale są lżejsze, bardziej dynamiczne, nie potrzebują gwiazd klasy A, więc mają świetnych świeżych aktorów. Jak niebywała jest tam liczba wspaniałych aktorów, których nazwisk nawet nie znamy! Jak zobaczyłam "Mad Men", nie mogłam uwierzyć, że ktoś taki jak Jon Hamm nie został wcześniej odkryty przez Hollywood. W kinie znany aktor ciągle daje gwarancję wysokiej oglądalności. Ale to musi się zmienić, już dzisiaj widać, że to nie działa. Najlepszym przykładem jest sukces "The Social Network" z antygwiazdorskim castingiem. To film, który moim zdaniem wyszedł z pomysłu na dobry serial HBO - nie boi się aktualności, afabularności, zbudowany jest wokół wyjątkowego zjawiska i kontrowersyjnego bohatera.

Pani od kilku lat pracuje dla seriali, Martin Scorsese zrobił niedawno dla HBO pilota "Zakazanego imperium". Wielcy reżyserzy uciekają do telewizji?

- To zaczął Quentin Tarantino, który powiedział kiedyś w wywiadzie, że marzy o tym, aby zrobić jeden odcinek "Ostrego dyżuru". I zrobił. Dziś to już nie jest degradacja czy chałtura. Świat filmowy i telewizyjny się przenika. Więcej - praca przy dobrym serialu stała się ekskluzywnym zajęciem.

Bo seriale są dziś w Ameryce bardziej ambitne i ciekawsze od filmów fabularnych. Jak to się zaczęło?

- Przyszła grupa młodych, zdolnych, dynamicznych, odważnych scenarzystów i producentów, którzy doszli do wniosku, że komercyjna telewizja traci młodego widza, że stała się medium dla dzieci i gospodyń domowych. Zaryzykowali i pokazali coś dla dorosłych. W tej grupie seriali mieści się także "Seks w wielkim mieście", który pokazał współczesną kobietę z całą jej seksualnością, ale też poza wszystkim pokazał seks na małym ekranie - tego wcześniej w Stanach nie było, nawet na dużym ekranie trudno to było przeprowadzić. Rewolucja zaczęła się właśnie w HBO. Oni - produkując "Rodzinę Soprano" i "Seks..." - zmienili sposób opowiadania. Wcześniej "Ostry dyżur" udowodnił, że w na pozór konwencjonalnym serialu można pokazać rozmaite komplikacje życia społecznego, że bohaterowie mogą popełniać błędy, że nie wszystko kończy się dobrze, że system opieki zdrowotnej jest niesprawiedliwy i kryje wiele ludzkich tragedii. "The West Wing" pokazał z kolei po raz pierwszy w poważny sposób politykę amerykańską i mechanizmy, jakie się za nią kryją. Aaron Sorkin, autor scenariusza "Ludzi honoru" i "The Social Network", który stworzył "The West Wing", to moim zdaniem najzdolniejszy amerykański scenarzysta. Zresztą zdobył już Oscara i Złoty Glob.

Czy my mamy w Polsce odpowiednika Sorkina?

- Nie. Po pierwsze, dlatego że nie ma dla nich rynku. Scenarzyści w Polsce są opłacani słabo, a żeby napisać naprawdę dobry serial, trzeba dużo czasu i zaangażowania. Po drugie, u nas traktuje się widzów jak gamoni i ciąży się w dół, a nie w górę. Efektem jest samospełniająca się przepowiednia. Im więcej widzowie dostają telenowel, tym trudniej jest im przeczytać bardziej złożone treści. Teoretycznie telewizja publiczna powinna tworzyć wysokie standardy, ale przez ostatnie lata robiła coś wręcz odwrotnego. Liczę, że teraz, kiedy nastała tam nowa ekipa z Jerzym Kapuścińskim, będącym chyba jedynym znanym mi w Polsce ambitnym producentem, który jednocześnie zna się na telewizji, coś się zmieni. Ale to długi proces.

Amerykańskie seriale cieszą się u nas wielką popularnością. Oglądamy je, tyle że nie w telewizji.

- Polski młody ambitny widz w ogóle nie ogląda telewizji. Odzwyczaił się, bo telewizja stała się medium dla słabo wykształconej klasy średniej. Zna i ogląda amerykańskie seriale, na ogół je, niestety, piratując.

Źródło: Duży Format
  • 1
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':