Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Mają średnio po 15 lat, w grudniu zdawali próbne egzaminy gimnazjalne. Jest ich 420 tysięcy i są w ostatniej klasie
gimnazjum. Za kilka miesięcy pierwszy raz będą decydować o swojej przyszłości.
Kilkudziesięciu z nich wypełniło ankiety i w podpisie użyło ksywki; kilkoro zgodziło się na rozmowę.
Uczą się w publicznych szkołach w województwie lubelskim: na wsi, w Puławach i w
Lublinie. Tam również w publicznym i prywatnym gimnazjum.
Większość uczniów ze szkół publicznych nigdy nie była za granicą. Rodzice jednej trzeciej z nich nie głosowali w ostatnich wyborach.
Na pytanie
"co masz najbardziej wartościowego?" 15-latki z Lubelskiego - oprócz skutera, telefonu, aparatu fotograficznego, komputera i samochodu - prawie zawsze wymieniają rodzinę.
Po rodzinie ważni są przyjaciele. Dla Fiolki wartością są jej zwierzęta, dla Kazia jego własny łeb i pomysły.
Muszka mówi: - Talent, dzięki któremu mogę odmienić swój los.
Petrula napisał, że najbardziej wartościowe są dla niego maszyny rolnicze w gospodarstwie rodzinnym, bo dzięki nim są w domu pieniądze na utrzymanie. Wartością jest dla niego też własny umysł, bo może sprawi, że uda mu się dostać na
studia, a w jego rodzinie nikt jeszcze nie studiował. I wolny czas, bo ma go mało - musi pomagać w gospodarstwie. A jak już go ma, to siedzi w warsztacie wujka i spawa różne rzeczy.
W Lublinie i w szkole państwowej, i w prywatnej znów najczęściej słyszałam o rodzinie, potem o przyjaciołach.
UngaBunga, 15-latek z prywatnej szkoły w Lublinie, napisał najpierw o dwóch sztabkach złota i ich rynkowej wartości, ale później je skreślił i dopisał: ŻYCIE.
Dla uczniów ze szkoły prywatnej obok rodziny wartościowe były też iPhony. Cztery osoby z prywatnego gimnazjum wpisały też MacBooki, dokładnie podając model.
Jedni chcą po gimnazjum do liceum, inni do technikum.
Dlaczego do liceum? "Bo po gimnazjum, jeśli się jest ambitnym, trzeba iść do liceum. Inaczej czekają na człowieka tylko prace fizyczne. I mało się zarabia" (Fiolka).
Peja mówi, że technikum to wstyd, on wybierze liceum. Jest z wielodzietnych i mówi, że musi mieć głowę na karku. Matka pracuje w sklepie, ojciec jest bezrobotny chwilowo.
Klaudzia chce iść do technikum gastronomicznego. "Pewnie zostanę w przyszłości kucharką, chociaż wolałabym projektować wnętrza lub ubrania". Mimo że w wolnym czasie pisze wiersze, już wie, że w życiu - tak mówią rodzice (krawcowa i wuefista) - nie można być zbyt mocno oderwanym od rzeczywistości.
Do technikum pójdzie też Cezary. Chce być w przyszłości mechanikiem samochodowym z pensją 2,5 tysiąca. Rodzice są rolnikami, on chciałby inaczej.
Kazik na gimnazjum kończy. Uważa, że na szkołę szkoda czasu. "Bo życie generalnie pełne jest syfu, więc po co się łudzić". Syf to polityka, chamstwo w ludziach i przymus nauki. A brak syfu to spokój, a spokój to najważniejsza rzecz, do której warto dążyć.