Wielki plik banknotów z banderolą państwowego banku syberyjskiego - sto sztuk po 1000 rubli, czyli 100 tysięcy.
Po naszemu 10 tysięcy złotych. Wiele tygodni podróżuje przez Kołymę w mojej prawej, wewnętrznej kieszeni na piersi i mnie parzy. I nie da o sobie zapomnieć, bo mam zwyczaj chodzić z rękoma w kieszeniach, więc cały czas czuję tę cholerną paczkę w zakamarkach kurtki.
Skąd się tam wzięła?
INTRO
Aleksander
Próbuję złamać kostkę cukru, bo nawet do podwójnego espresso za wielka. Nie daję rady. To proszę, żeby mnie wyręczył, bo potężny i pewnie silny jest jak koń. Kruszy ją z łatwością.
- To kolejna próba, jaką mnie poddajecie - mówi. - Naprawdę widać, że skończyliście akademię wywiadu. Ciągle mnie sprawdzacie.
- Co wy?! - bronię się. - Zwyczajnie nie mogę złamać.
- Też coś. Kto słodzi tak mało. Nawet zauważyliście, że popielniczka jest z moim znakiem zodiaku.
- Jestem reporterem. Zwracam uwagę na szczegóły. Urodziłem się z tym.
- Z tym nie można się urodzić. Tego uczą w szkołach dla agentów. My jeszcze jedną butelkę wódki wypijemy i ja się dowiem, jaki wy macie stopień.
Jan
- Wygląda na to, panie Janie - mówię - że zostało was w Polsce dwoje kołymian.
- A kto jest ten drugi?
- Pani Durlik z Radomia.
- Janeczkaaa? Janeczka nie żyje od dwóch lat. Nie była na ostatnim zjeździe i mówili, że umarła.
Janina
- Bo ja, pani Janino, mam kłopot z forsą, którą przywiozłem z Rosji. Dostałem od największego oligarchy, bogacza, co na Kołymie poszukuje złota, i chciałbym pani dać.
- A na co mi ona?! - pani Janina była oficerem Armii Krajowej i nawet zdania ze znakiem zapytania brzmią w jej ustach jak rozkaz. - Nie ma pan komu dać?!
- Chcę pani. I panu Janowi Stańskiemu z Zabrza. Zostało was tylko dwoje. Takie mikroskopijne zadośćuczynienie za katorgę. To wasze pieniądze.
Źródło: Duży Format