http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Samorodek

Jacek Hugo-Bader  
2011-12-11, ostatnia aktualizacja 2011-12-08 16:30

Król złota Aleksander Basanski (po prawej) i Igor Dancew z pucharem samorodków
Król złota Aleksander Basanski (po prawej) i Igor Dancew z pucharem samorodków
Fot. Jacek Hugo-Bader

Zabieram plecak, który zostawiłem w biurze Basanskiego, i oligarcha odwozi mnie do hotelu. Ukradkiem zostawiam na siedzeniu 100 tysięcy rubli, które rano wepchnął mi do kieszeni, i wychodzę z samochodu. On też wychodzi. Żegnamy się, a Basanski wciska mi złoty samorodek, który wyjął z gabloty w swoim salonie jubilerskim w Magadanie. To prawie czysty metal. Kamyk z ruczaju Berelje o próbie 883,5 i wadze 8,81 grama. - Nie mogę! - krzyczę na niego. - Nie chcę, nie wolno mi...

Kopalnia złota na Kołymie
Fot. Jacek Hugo-Bader
Kopalnia złota na Kołymie
Kopalnie złota na Kołymie
Fot. Jacek Hugo-Bader
Kopalnie złota na Kołymie
- Przecież w tej sprawie wszystko już postanowione - mówi z obrażoną miną Aleksander Basanski i znowu wciska mi pieniądze do kieszeni
Fot. Jacek Hugo-Bader
- Przecież w tej sprawie wszystko już postanowione - mówi z obrażoną miną...
Pni Janina Durlik z Radomia
Fot. Jacek Hugo-Bader
Pni Janina Durlik z Radomia
''Dzienniki kołymskie'', Jacek Hugo-Bader, wyd. Czarne
''Dzienniki kołymskie'', Jacek Hugo-Bader, wyd. Czarne
ZOBACZ TAKŻE
Wielki plik banknotów z banderolą państwowego banku syberyjskiego - sto sztuk po 1000 rubli, czyli 100 tysięcy.

Po naszemu 10 tysięcy złotych. Wiele tygodni podróżuje przez Kołymę w mojej prawej, wewnętrznej kieszeni na piersi i mnie parzy. I nie da o sobie zapomnieć, bo mam zwyczaj chodzić z rękoma w kieszeniach, więc cały czas czuję tę cholerną paczkę w zakamarkach kurtki.

Skąd się tam wzięła?

INTRO

Aleksander

Próbuję złamać kostkę cukru, bo nawet do podwójnego espresso za wielka. Nie daję rady. To proszę, żeby mnie wyręczył, bo potężny i pewnie silny jest jak koń. Kruszy ją z łatwością.

- To kolejna próba, jaką mnie poddajecie - mówi. - Naprawdę widać, że skończyliście akademię wywiadu. Ciągle mnie sprawdzacie.

- Co wy?! - bronię się. - Zwyczajnie nie mogę złamać.

- Też coś. Kto słodzi tak mało. Nawet zauważyliście, że popielniczka jest z moim znakiem zodiaku.

- Jestem reporterem. Zwracam uwagę na szczegóły. Urodziłem się z tym.

- Z tym nie można się urodzić. Tego uczą w szkołach dla agentów. My jeszcze jedną butelkę wódki wypijemy i ja się dowiem, jaki wy macie stopień.

Jan

- Wygląda na to, panie Janie - mówię - że zostało was w Polsce dwoje kołymian.

- A kto jest ten drugi?

- Pani Durlik z Radomia.

- Janeczkaaa? Janeczka nie żyje od dwóch lat. Nie była na ostatnim zjeździe i mówili, że umarła.

Janina

- Bo ja, pani Janino, mam kłopot z forsą, którą przywiozłem z Rosji. Dostałem od największego oligarchy, bogacza, co na Kołymie poszukuje złota, i chciałbym pani dać.

- A na co mi ona?! - pani Janina była oficerem Armii Krajowej i nawet zdania ze znakiem zapytania brzmią w jej ustach jak rozkaz. - Nie ma pan komu dać?!

- Chcę pani. I panu Janowi Stańskiemu z Zabrza. Zostało was tylko dwoje. Takie mikroskopijne zadośćuczynienie za katorgę. To wasze pieniądze.

Źródło: Duży Format
  • 7 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    56 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':