Zakopane. Ciężkie chmury za Giewontem zwane ''wałem'', zwiastują nadciągający wiatr halny
Fot. Marek Podmok3y / Agencja Gazeta???????
Czasem obrazy syna wracają mi w pamięć. - Moment, gdy znalazłem go, był najgorszy w moim życiu - starosta tatrzański Andrzej Gąsienica-Makowski ścisza głos. - Miał wtedy 25 lat i był trzy miesiące przed ślubem - fragment poruszającego reportażu o Podhalu, gdzie samobójstwa zdarzają się dwa razy częściej niż w pozostałej części kraju
- Nie chcę wnikać, czy były u niego jakieś elementy depresyjne, czy przeważyło coś innego, ale ta śmierć miała znaczenie, gdy godziłem się na program "Aby halny nikogo nie zabrał" - mówi dalej starosta. - Doktor Iwona Koszewska [psychiatra z Fundacji Cumulus - red.] powiedziała, że depresja to choroba współczesności i że coraz więcej ludzi będzie na nią zapadało. Jeszcze jak dodała, że statystyki samobójstw na Podhalu wyglądają tak źle, pomyślałem, że trzeba coś z tym zrobić.
Zacząłem szukać w pamięci tych, którzy w ostatnich latach porwali się na swoje życie. Było ich wielu, w większości mieli po 20 - 30 lat. Zastanawiałem się: może nie wytrzymali pędu do sukcesu, czy weszli w nieudane biznesy, a może mieli problemy w miłości. To byli samodzielni, odważni i honorowi ludzie, ale widocznie nosili w sobie jakąś kruchość, której nikt nie zauważył. Przed halnym taka kruchość z człowieka wyłazi.
Czasem obrazy syna wracają mi w pamięć. W takich momentach ratuje mnie góralska muzyka. Jak kapela zagra, czuję taką głębię Tatr, a w niej spokój. Ale najważniejsza jest wiara. Gdybym jej nie miał, mógłbym nie wytrzymać i w tym wszystkim się zatracić. Wiara to nie tylko zdrowaśki, ale też umiejętność bycia samemu. Nie chodzi o to, żeby uciekać od ludzi, tylko żeby pogadać z Bogiem i odzyskać spokój. Trzeba dużo spacerować po górach, bo tam jest bliżej nieba.
Jak słyszę, że halny kolejnego zabrał, to myślę, że to jakoś jest w nas wpisane. Ale to nie przez wiatr jest tyle samobójstw, ale dlatego że nie umiemy rozmawiać. My na Podhalu mamy honor, który każe samemu radzić sobie z każdym problemem, nikomu o nim nie mówić i nie prosić o pomoc. Górale o tym nie godojom. Jak ktoś się łamie, mówimy twardo, żeby wziął się w garść. Nie zauważamy tej strasznej choroby, jaką jest depresja. A gdy dojdzie do nieszczęścia, pozostają tylko pytania: co mogłem zrobić, czego nie zauważyłem. U mnie i syna chyba też brakło rozmowy.
Wpływ halnego obserwowaliśmy przez lata. Wiedzieliśmy, że jak zaduje, ludzie rwą się do bitki, a w urzędach pojawia się więcej nerwowych petentów. Mówiło się też, że halny zbiera stare smreki, bo jak ktoś ciśnienia nie mierzy, to czasem przy tym skoku umiera. Ale dopiero gdy powstał ten program, zaczęliśmy mówić o depresji.
Na spotkaniach zorganizowanych przez doktor Koszewską zauważyłem, że to jest ludziom potrzebne. Przyszło sporo takich, którzy mają podobne problemy, ale wstydzili się komukolwiek powiedzieć. Bo depresja to wstyd. W dużym mieście człowiek pójdzie do psychoterapeuty i nikt o tym nie wie, a w tutejszej przychodni od razu cię zobaczą i przypną łatkę "wariat". Brakuje intymności.
Czy ja byłem u psychologa? Nie potrzebowałem. Z księdzem miałem rozmowę. Tutaj ksiądz jest lepszy od doktora, bo ma szacunek górali, zna rodziny, ich problemy i łatwiej mu trafić z pomocą. Zresztą psychologów mamy chyba tylko dwóch, dlatego dobrze, że księża włączyli się do programu.
"Aby halny nikogo nie zabrał" Pierwszy w kraju program przeciwdziałania depresji prowadzony jest pod Tatrami. Zaangażowali się w niego lekarze, psychologowie, terapeuci, pielęgniarki, kuratorzy, księża oraz władze samorządowe.
Jak wynika ze statystyk, na Podhalu ludzie częściej zapadają na depresję niż w innych regionach kraju. Przez to częściej podejmują próby samobójcze. Na podstawie danych z lat 1999-2007 - uzyskanych w szpitalach i od policji - w powiecie tatrzańskim było 130 prób samobójczych, z czego 117 zakończyło się śmiercią. Samobójcami byli w większości mężczyźni. 11 ofiar nie miało jeszcze 18 lat. Wskaźnik samobójstw był w powiecie tatrzańskim 1,7 razy wyższy niż średnia dla Polski. Najgorszy był w 2003 r., gdy pod Tatrami popełniono 2,7 razy więcej samobójstw niż średnio w całym kraju. (...) Na terenie powiatu tatrzańskiego na około 13 tys. dzieci i młodzieży zaburzenia psychiczne ma 1,5 tys.
Według autorów programu mieszkańcy Podhala charakteryzują się skrytością, zwłaszcza dotyczącą emocji, postawą "ja sobie poradzę", społeczno-kulturowym wzorem picia i nadużywaniem alkoholu. Powszechne jest poczucie niekorzystnego wpływu wiatru halnego, przede wszystkim na psychikę. Z drugiej strony mieszkańcy regionu zachowują wysoką świadomość kulturową i przywiązanie do tradycji, religijność, trwałość więzi rodzinnych, a także przedsiębiorczość.
Jak na Krupówkach poznać po ludziach, że idzie halny? Czy wiatr już od małego wyzwala agresję? Gdzie mieszkańcy Zakopanego się wieszają, a skąd skaczą w przepaść? Cały reportaż Konrada Oprzędka i Bartłomieja Kurasia TYLKO W PAPIEROWYM WYDANIU ''Dużego Formatu'' w czwartek z ''Gazetą Wyborczą''
W Dużym Formacie również m. in.:
- Interesująca rozmowa z rosyjskim fotografem Sergeyem Maximishinem;
- Reportaż o młodych, bardzo zdolnych, którym nie spieszy się do pracy i studiują na drugim, trzecim kierunku czy studiach doktoranckich. Jak przeżyć za nieco ponad tysiąc zł stypendium?