http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dumne śledzie

Magdalena Grzebałkowska Dorota Karaś
2011-11-06, ostatnia aktualizacja 2011-11-16 12:44

Skwer Kościuszki w Gdyni
Skwer Kościuszki w Gdyni
Fot. BE&W

Przyklejają do swoich samochodów nalepki z napisem "Gdynia. Moje miasto"

- My, ludzie z Gdyni, ciągle stanowimy wzorzec elegancji dla reszty kraju - mówią mieszkańcy miasta. Na zdj. ulica 10 lutego w Gdyni
Fot. Kamil Gozdan / AG
- My, ludzie z Gdyni, ciągle stanowimy wzorzec elegancji dla reszty kraju ...
Magdalena Biegańska: W Gdyni nie ma już prawie barier dla niepełnosprawnych
Fot. Kamil Gozdan / Agencja Gaze
Magdalena Biegańska: W Gdyni nie ma już prawie barier dla niepełnosprawnych
Adam Dawczak-Dębicki: Wychodzę przez okno na dach i mam widok jak w Gotham City, mieście Batmana
Fot. Kamil Gozdan / Agencja Gaze
Adam Dawczak-Dębicki: Wychodzę przez okno na dach i mam widok jak w Gotham...
Janusz Wiśniewski: - My, ludzie z Gdyni, ciągle stanowimy wzorzec elegancji dla reszty kraju
Fot. Kamil Gozdan / Agencja Gaze
Janusz Wiśniewski: - My, ludzie z Gdyni, ciągle stanowimy wzorzec elegancji dla...
SONDAŻ
Czy odważyłbyś się rzucić wszystko i wyjechać do zupełnie obcego miasta?

Tak, nie widzę w tym żadnego problemu
Tak, ale tylko wówczas, gdy miałbym tam zagwarantowaną dobrą pracę
Nie, a po co? Dobrze żyje mi się w moim mieście
Tak, ale tylko, gdyby zmusiła mnie do tego sytuacja życiowa

Najszczęśliwsi Polacy mieszkają w Gdyni. To ponad 102 tysiące ludzi (41 procent gdynian), którzy lubią swoje miasto i życie w nim. Tak przynajmniej wynika z badań ekspertów "Diagnoza społeczna 2011" pod kierownictwem profesora Janusza Czapińskiego.

Zapytałyśmy mieszkańców Gdyni, skąd w nich tyle szczęścia.

Bo sami to miasto zbudowaliśmy

Kazimierz Małkowski, przewodnik, lat 78: - Prawie wszyscy czują się stąd, bo to miasto wchłania ludzi. Przyjeżdżasz tu i od razu stajesz się gdynianinem. Od ludzi z Gdańska często słyszę: to nie moje, gdzie indziej zostawiłem groby bliskich.

Jeżdżę z wycieczkami autokarem przez Trójmiasto. W Gdańsku boczne ulice to bardak, bałagan. Wjeżdżamy do Gdyni, na chodniku ani papierka, ani peta, ramy okien czyste.

Jestem gdynianinem od początku do końca. Moi rodzice przyjechali tu w 1927 roku, rok po tym, gdy Gdynia otrzymała prawa miejskie. Ja urodziłem się sześć lat później. Mama pracowała u wujka, który miał największą rzeźnię w mieście - Teodor Ruszkowski i spółka. Tata budował Gdynię. Jeśli wiesz, że jakiś kawałek chodnika czy kościół budował ktoś z twoich bliskich, traktujesz to jak swoje i szanujesz.

Ale są u nas wyjątki. W latach 70. w dzielnicy Obłuże zaczęła się budowa bloków dla robotników ze stoczni i portu, którzy przyjechali na Wybrzeże z głębi Polski.

Oni, jako jedyni, do dziś nie utożsamiają się z Gdynią.

Bo ulice są szerokie

Sasza Reznikow, aktor, lat 26: - Zauważyłem kiedyś, że gdynianie przyklejają do swoich samochodów nalepki z napisem "Gdynia. Moje miasto". Ja nie mam auta ani nawet prawa jazdy. Po co mi, skoro po Gdyni tak dobrze jeździ się rowerem? Ale poszedłem do urzędu miasta i kupiłem dwie takie naklejki. Okleiłem ramę roweru. Niech wszyscy widzą, że czuję się dumny z miejsca, gdzie mieszkam.

Tu nawet po wynikach wyborów samorządowych widać, że ludzie są szczęśliwi. Prezydent miasta Wojciech Szczurek rządzi już czwartą kadencję. Ostatnio głosowało na niego 87 procent gdynian.

Moja mama bardzo kocha Polskę. Mieszkaliśmy na Białorusi. Jak byłem mały, mama załatwiała w Mińsku bilety i jechaliśmy przez wasz kraj. Miałem dziesięć lat, gdy odwiedziliśmy Gdynię. Była piękna pogoda, port, statki. Pomyślałem wtedy: "Gdybym tu mieszkał, to codziennie chodziłbym nad morze".

Jak się tu przeniosłem, to dwa dni wytrzymałem w swoim postanowieniu. Czasem nie mam nawet czasu pomyśleć, gdzie żyję. Ale potem wychodzę w nocy przed knajpę na skwerze Kościuszki, mam tam taką ulubioną, i nagle wali mnie w łeb myśl: "O kurwa, jak pięknie, jestem nad morzem".

Chciałem być aktorem białoruskim. Studiowałem zaocznie, pracowałem w teatrze. W 2006 roku wziąłem udział w protestach w Mińsku przeciw władzy Łukaszenki, zamknęli mnie na dziesięć dni. Jak wyszedłem - nie miałem już ani pracy, ani szkoły. Zostałem z niczym. Na szczęście premier Kazimierz Marcinkiewicz obiecał wtedy przyjąć 300 białoruskich studentów na polskie uczelnie. Byłem wśród nich. Skończyłem krakowską szkołę teatralną, występowałem w Poznaniu, Wrocławiu, od dwóch lat jestem w Gdyni, gdzie zacząłem od roli kupca Suzina w musicalu "Lalka" w Teatrze Muzycznym.

Zdecydowałem. Zostaję. Wspaniale tu jest. Żadnych zabytków, które trzeba podziwiać z otwartą gębą, mnóstwo wysokich bloków, które miękko schodzą ze skarp do morza, szerokie ulice.

Gdynia bardzo przypomina mi mój rodzinny Mińsk. Mam tu swoje ulubione wzgórze, za Polanką Redłowską, na które się trzeba wspiąć i skąd jest widok na morze. Siadam tam sobie, odpoczywam, rozmyślam o życiu. A w dodatku pod moim domem jeździ trolejbus numer 29. Taki sam jak u mnie w Mińsku!

Wiem, że w Polsce Warszawa się liczy dla aktora najbardziej. Jakbym tam mieszkał, codziennie chodziłbym na castingi. Gram w serialu "Barwy szczęścia", miałbym blisko na plan. Ale to miasto bez uroku, do zarabiania pieniędzy, nie do podziwiania.

Bo nie ma schodów

Magdalena Biegańska, była tancerka, dziś niepełnosprawna, lat 30: - Gdynię od Gdańska dzieli dziewięć schodków. Wiodą do gdańskiego magistratu. Miesiąc temu próbowałam je pokonać. Była przy nich platforma dla niepełnosprawnych, ale zepsuta. Kręciłam się zrozpaczona. W końcu wnieśli mnie ochroniarze. Upokarzające doświadczenie.

W Gdyni nie ma już prawie takich barier. Dojadę wózkiem na plażę, dostanę się na plac zabaw pod same drabinki, odprowadzę dziecko do szatni w szkole, osobnym wejściem wjadę pod samą scenę na Open'erze.

Źródło: Duży Format
  • 50 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    70 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':