Pierwsze w Polsce wybory miss transseksualistów i transwestytów nie odbywają się w Sali Kongresowej, tylko w małym warszawskim klubie Le Garage. Galę prowadzi Kim Lee, gwiazda polskiej sceny drag queen. W garderobie, niewielkim pomieszczeniu na zapleczu, tłok. 13 kandydatek do tytułu przygotowuje się do występu. Według regulaminu do konkursu mógł się zgłosić każdy, kto biologicznie był lub jest mężczyzną, ale czuje się kobietą. Zgłosiła się więc Telimena - na co dzień mechanik samochodowy z Podkarpacia, i Biu - muskularna piękność w stylu gotyckim, która mieszka w Norwegii. Nicol - wyniosły androgyn w czarnej peruce. Karolina - 186 cm bez szpilek. Mirjam z włosami splecionymi w warkocz. Marianna w rybaczkach i balerinkach. Vicky Cristina z perłami na szyi. Vanessa z fryzurą na Sinéad O'Connor. Marysia z Wrocławia i Aldona z Tarczyna.
W głośnikach słychać "Pretty Woman". To znak, żeby wyjść na scenę.
Kandydatka nr 4, Karolina: W domu chodzę nago 29 lat, modelka - Wzięłam udział w wyborach, żeby się pokazać mediom. Być kobietą to znaczy jak najbardziej to podkreślać, pokazywać. Podczas sesji fotograficznych sporo się nauczyłam, np. jak być romantyczna, sexy, pociągająca i jak się malować. Najchętniej pozuję do aktów. Nie po to wydałam 50 tys. zł na leczenie, żeby to ukrywać. W domu chodzę nago. Naprawdę kobieco poczułam się po zrobieniu piersi. Dały mi pewność siebie. Musiałam je zrobić, bo po hormonach urosły tylko o 2 cm. Pewnie dlatego, że miałam anoreksję. Bardzo chciałam dostawać zlecenia jako modelka, marzyłam o tym przez całe trzy lata leczenia. Odchudzałam się, aż wylądowałam na pogotowiu. Teraz jem normalnie, ale jestem wegetarianką.
Zrobienie piersi kosztowało 13 tys. zł, za to mam na nie dożywotnią gwarancję. Pochwę robią w czasie jednej operacji, trwa to pięć godzin. Wspaniałe uczucie nie mieć już tego czegoś między nogami. Od nowa uczyłam się chodzić. Potem usunęłam jabłko Adama, prywatnie, żeby było szybciej. Kosztowało to 2 tys. zł plus tysiąc za usunięcie blizny. Oszczędzałam. Uciekłam od rodziców na
studia do Bydgoszczy, dostawałam od nich kasę na pokój i wyżywienie, do tego stypendia socjalne, renta i zasiłek pielęgnacyjny. Mam II stopień niepełnosprawności ze względu na jąkanie. Logopedzi mówią, że powinnam dużo gadać, a lekarze, którzy mnie prowadzili w zmianie płci, twierdzili, że to minie. Byli przekonani, że jąkanie wynika ze stresu spowodowanego życiem w nie swojej skórze.
Rodzice zaakceptowali mnie dopiero po wyroku sądu, dzięki któremu mogłam zmienić dokumenty. Wcześniej mama twierdziła, że to autyzm. Sprawa ciągnęła się trzy lata. Przez dwa żyłam jako kobieta, ale na męskich dokumentach. To tzw. test życiowy. Rodzice mieszkają w małej miejscowości. Jeżdżę czasami do nich, ale wkurzam się, bo strasznie gderają, że noszę za krótkie spódniczki.
Ze środowiskiem trans zerwałam kontakt całkowicie. Jestem kobietą, nie chcę być z nim identyfikowana. Mężczyznom mówię, że blizna pod brzuchem to pamiątka po operacji cewki moczowej. Facet, z którym byłam ostatnio, wcale się nie domyślał. Musiałam z nim zerwać, bo nie tolerował wegetarianizmu. Lubię podrywać facetów i mam duże powodzenie. Nie boję się, noszę pistolet gazowy. Ale nie chcę mieć chłopaka, chyba że byłby bogaty. Chcę być niezależna. Zresztą mam świnkę morską Maję, którą bardzo kocham, i misia pluszowego, który przeszedł ze mną całe leczenie.
Kandydatka nr 8, Marianna: Widziałam się z wózeczkiem 46 lat, z wykształcenia kolejarka - Na wyborach Miss Trans powinny być osobne kategorie dla transseksualistów i transwestytów. Bo to jest zupełnie inna bajka. Transseksualiści nie akceptują swojego ciała i dążą do zmiany. Chcą stanąć nago przed lustrem i nie brzydzić się. Żyją raczej w ukryciu. Transwestyci lubią stawać się kobietami na chwilę, przebrać się, gdzieś wyjść. Nie jesteśmy ani lepsi, ani gorsi. Po prostu inni. Ale nie mam z transwestytami wspólnych tematów, bo oni głównie o ciuszkach: tak się ubrałam, takie mam szpile. Ekscytują się tym. A dla mnie to jest zupełnie normalne. Od szpilek wolę balerinki.
Nie ma sensu tłumaczyć, jak to jest. Jak się osoba transseksualna czuje w środku. Przekonałam się o tym, kiedy poznałam chłopaka w ciele dziewczyny. Pomyślałam: "Ma piersi nie na hormonach i chce sobie je usunąć? Przerażające!". Nie da się tego pojąć. Można ewentualnie starać się przyjąć do wiadomości. Nawet lekarze, którzy to diagnozują, nie wiedzą, jakie to uczucie.
Jeżeli jest harmonia ciała z płcią, to się właściwie nie odczuwa na co dzień swojej kobiecości czy męskości. Po prostu jesteś. Jeśli masz zdrowe nogi, to o nich nie myślisz. Dopiero jak się coś stanie.
Na początku był bunt. Czemu akurat mnie to dotknęło. Czemu nie urodziłam się normalną dziewczyną, taką jak moja siostra. Myślałam o sobie w rodzaju żeńskim, ale starałam się to tępić. I tak każdy, kto mnie znał, wiedział, że coś jest nie tak. Mówili na mnie "baba". Można pograć godzinę, dwie, ale tego nie da się ukryć.
Czuję się coraz bardziej sobą, ale jedna rzecz zostanie na całe życie. Kiedy widzę dziewczynę
w ciąży, ogarnia mnie zazdrość, poczucie niesprawiedliwości. Zawsze widziałam się z wózeczkiem, jestem bardzo rodzinna, opiekuńcza. W środowisku mówią na mnie "mamuśka Marianna". Jako nastolatka poznałam dziewczynę. Zrobiłyśmy sobie
dziecko. To nie była wpadka, pół roku się starałyśmy. Wtedy się spełniałam jako kobieta: spacerki, pieluchy. Córka raz powiedziała: "U nas w domu jest tak, że tata jest mamą". Życie codzienne było cudowne, z żoną byłyśmy jak przyjaciółki, potrafiłyśmy noce przegadać. Ale seks leżał zupełnie. Ona się obwiniała, że nie jest wystarczająco atrakcyjna. Wiem, że ją skrzywdziłam.
Udawałam faceta przez 40 lat. Stawiałam sobie zastępcze cele, rzucałam się w wir pracy na trzech etatach, żeby nie myśleć. Dom postawiłam. Ale przyszłość widziałam jako czarną dziurę. Nic. Życie było dla mnie gehenną. Bo nie da się o tym nie myśleć. Budziłam się: "Jestem kobietą", jechałam
samochodem: "Jestem kobietą", kładłam się i tak non stop. Miałam etapy przebieranek, ale patrzyłam w lustro i się załamywałam. Chłop przebrany. Było mi jeszcze gorzej. Sama się siebie brzydziłam. Miotałam się. Wskakiwałam z powrotem w męskie ciuchy, ale w nich też się czułam przebrana. Nosiłam się dość niechlujnie. Męskie ubrania były dla mnie brzydkie. Oprócz ślubu nigdy nie dałam się wbić w garnitur. Te spodnie w kancik, straszne! Na facecie mi się podoba, ale nie na mnie. W sklepach najlepiej czułam się w dziale damskim. Żonie kupowałam fajne ciuchy.
Pewnego razu stwierdziłam, że starzeję się, więc jak nie teraz, to kiedy? Myślę, że gdybym nie odzyskała swojego ciała, tobym po prostu nie mogła dłużej żyć. Powiedziałam żonie. Chciała mi pomóc. Nie wyszło. Też ją to wszystko poturbowało.
Ojciec chyba starał się zrozumieć. Mama postawiła sprawę jasno: ona syna urodziła. Ale nie mam pretensji do rodziców. Ani do moich
dzieci, żony. Zareagowali, jak potrafili. Rozumiem ich. Dla nich to też było bardzo trudne. Zostałam sama. I może lepiej. Zostawiłam żonie dom, nocowałam u znajomych z pracy. Przynajmniej tam mnie zaakceptowali. Teraz mieszkam z kotką i papużką. Tylko w nocy czasem smutno. Nawet często. Leżę i wyję do czterech ścian. Czasami jadę samochodem i wyobrażam sobie, że są ze mną dzieci, że sobie coś opowiadamy.
W fazie przejściowej, podczas terapii hormonalnej, wygląda się przerażająco. Ludzie reagują mimowolnym obrzydzeniem, jak np. na kogoś z naroślą na twarzy. Dochodzi też coś, co nazywam "efektem krzywego zwierciadła". Kiedy wreszcie nie musisz udawać faceta i zaczynasz się stawać kobietą, przeginasz z makijażem, z ciuchami. Patrzysz w lustro i myślisz: "Ale laska!". A ktoś spojrzy z boku i myśli: "Ale potwór". Też to miałam. Nas matki nie uczyły kobiecości. Nie wiemy, jak się ubrać, uczesać. Musimy same do wszystkiego dojść. Raz mnie napadli, zeszmacili, rozebrali. Jeszcze wyglądałam tak sobie. Teraz, kiedy wyglądam znośnie i nikt się nie przewraca na mój widok, ludziom łatwiej to przełknąć. Bardzo bym chciała już się wtopić w tłum. Tak się fajnie czuję, jak w spożywczaku mówią do mnie "proszę pani". Zdarzyło się trzy razy, że faceci chcieli się ze mną umówić. Od razu mówiłam o sobie. Dwóch się odwróciło, ale z jednym mam kontakt. Nigdy wcześniej nie słyszał o takim zjawisku. Być ze mną to raczej nie, ale na walentynki składa życzenia. To duży problem. Na związek ze zwykłym mężczyzną są bardzo małe szanse. Będąc transseksualistką, jesteś sama.
Kiedyś leczenie było w Polsce refundowane. Teraz nie. Ludzie mówią: "Społeczeństwo ma płacić na tych dziwaków?". Przepraszam bardzo, ja też płacę podatki. Od dwóch lat czekam na wyrok sądu, żeby zmienić papiery i zrobić ostatnią operację. W każdej chwili mogę pojechać do Tajlandii i to zrobić za grube pieniądze. Już nawet o tym myślę. Nie będę tu czekać w nieskończoność. Zwłaszcza że ciągle mam męski dowód. Coraz częściej myślę o tym, żeby pewnego dnia po prostu zniknąć. Zupełnie się odciąć, wyjechać, zacząć nowe życie w nowym środowisku. Wielu transseksualistów tak robi. Trenuję łyżwiarstwo figurowe, szyję na maszynie, chodzę do biblioteki, gotować zaczęłam częściej. Jestem zwyczajną kobietą.