http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ani jednego dnia bez kreski

rozmawiała Teresa Torańska
2011-11-13, ostatnia aktualizacja 2011-11-10 14:57

Andrzej Heidrich
Andrzej Heidrich
Fot. Adam Kozak

- Sprzątaczka zobaczyła, że Stalin, metr na 70 cm, wisi na ścianie przypięty do deski, a pod nim ktoś napisał: sto kilo podnosi jak piórko. I poleciała z donosem, że towarzysz Stalin został znieważony - z grafikiem, Andrzejem Heidrichem rozmawia Teresa Torańska

Andrzej Heidrich (po lewej) z ojcem i bratem na wakacjach, 1936 r.
Fot. Adam Kozak
Andrzej Heidrich (po lewej) z ojcem i bratem na wakacjach, 1936 r.
ZOBACZ TAKŻE
Tata lubił mieć wszystko ułożone. Ty - mówił do mnie, oglądając moje komiksy, będziesz architektem. A ty - do mego młodszego brata - zostaniesz konstruktorem statków.

Mieszkaliśmy u dziadków. Mieli dom z ogrodem na osiedlu oficerskim na Żoliborzu. Tata był ekonomistą, dyrektorem Walcowni Metali Kolorowych w Głownie. Dojeżdżał do nas do Warszawy.

A mama?

- Dobrze grała na fortepianie, trochę śpiewała. Nie lubiłem jej pieśni, denerwowały mnie. Były zbyt romantyczne. Schumanna, Schuberta, Chopina. A ja wolałem skoczne. Fokstroty. Albo tanga. O! "Ramona" wydawała mi się piękna.

Pytała mnie pani kiedyś, czy pieniądze dają szczęście. Nie chronią przed nieszczęściem.

Spadło?

- Nagle. Zawsze spada nagle.

Ojciec przyjechał do Warszawy samochodem. Miał opla. Kupił go kilka miesięcy wcześniej.

Mieliśmy z nim jechać do Głowna. W Skierniewicach, w połowie drogi, mama powiedziała, że źle się czuje. Od dawna miewała okropne bóle głowy. Ojciec zdecydował: wracamy do Warszawy. Wróciliśmy. Mama była już nieprzytomna. To było 24 czerwca 1939 roku.

Sobota.

- Miałem 11 lat, brat 9.

Dziadek zwołał lekarzy wojskowych. Był generałem, zjechali najwybitniejsi.

Odesłano mnie z bratem do naszego pokoju. Babcia przyszła rano. Że mama nie żyje.

Miała 34 lata. Wylew krwi do mózgu. Wszystko się zawaliło.

Ojciec chciał nas oderwać od śmierci mamy, zabrał do Krakowa. Pierwszy raz byłem w Krakowie. Zwiedziliśmy Wawel, kopalnię soli w Wieliczce, Pieskową Skałę w Ojcowie. Mówiło się już o wojnie. Nie pojechaliśmy na wakacje do Juraty. Zawsze dwa letnie miesiące spędzaliśmy z mamą w naszej willi w Juracie.

Nic już nie było takie jak poprzednio.

W sierpniu dziadek Osiński popłynął "Batorym" do USA załatwiać zaopatrzenie dla armii. Był prezesem Polskiego Czerwonego Krzyża.

Wybuchła wojna, statek był na Atlantyku.

- Został w Londynie. A ojciec na wezwanie pułkownika Umiastowskiego, żeby wszyscy mężczyźni zdolni do służby wojskowej opuszczali Warszawę, wyjechał na wschód. Zostaliśmy z babcią Osińską. Miała ciężką astmę. Zadzwoniła do siostry Antoniny Tetmajerowej, że się do niej przeniesiemy.

Przyjechała wojskowa sanitarka. Żołnierze zabrali stosy bielizny pościelowej. Babcia kazała ją przekazać do szpitali, że przyda się rannym, a nas z bagażami odstawili na Chopina.

Źródło: Duży Format
  • 7 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    55 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':