http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

U nas starość jest niewygodna

Ewa Zientarska 
2010-09-01, ostatnia aktualizacja 2010-09-01 17:36

Moja 70-letnia ciotka nie mogła wsiąść do nowoczesnego pociągu na dworcu w Łodzi. Ona jest niska, a stopień w drzwiach wagonu był wysoko. Dwaj mężczyźni musieli ją podnieść. Chcielibyście mieć taki "komfortowy" początek podróży?

15 października, godz. 11.43, Chorzów. Mirosław Wierzbicki jest emerytem. Od sześciu lat codziennie przychodzi do WPKiW karmić gołębie, sikorki i wiewiórki
Fot. Krzysztof Szewczyk/AG
15 października, godz. 11.43, Chorzów. Mirosław Wierzbicki jest emerytem. Od...
ZOBACZ TAKŻE
Do dnia moich 40. urodzin nie obchodziło mnie, ile dokładnie mam lat. Kiedy musiałam podawać konkretny wiek - np. u lekarza - przeliczałam: - Teraz mamy 2005 rok 2005 odjąć 1967 to jest chwilę... 38! Mam 38 lat.

Równie niefrasobliwie traktowałam sprawę "starości" i jeśli o niej w ogóle myślałam, to tylko tak: będzie taka, jak ja zechcę.

A gdy ktoś mówił, że czterdziestka jest cezurą, wydawało mi się to tak samo głupie jak odpalanie fajerwerków w sylwestra. - O co ten hałas? - nie rozumiałam. Przecież tylko liczba się zmienia.

A potem skończyłam 40 lat.

I w dniu urodzin mój rozum i emocje wzięły rozwód.

Rozum był spokojny: - I co z tego, że 40? Nie masz na to wpływu.

Ale emocje nie nadążały za głową. Przejmowałam się tą czterdziestką, ciągle o tym myślałam i jak kamyk, który nie wiadomo skąd wziął się w bucie, zaczęła uwierać mnie myśl, że mogę się zestarzeć (co mnie dziwiło).

I kiedy tak - niczym bohaterka telenoweli - rozpamiętywałam swój wiek, to z właściwą sobie przesadą zaczęłam obserwować - nie rówieśników, nie 50-latków, tylko 60-, 70-latków.

Przyznaję, patrzyłam na nich jak na eksponaty z wystawy pt. "Starość".

Zaczęłam od kobiecych nóg z żylakami.

Czekając na tramwaj na przystanku, oglądałam spuchnięte stopy, skórę niczym mapa geograficzna poszatkowaną fioletowymi i zielonkawymi żyłami. - Rety! I mnie to czeka?

Patrzyłam na ubrania. - I ja będę się tak ubierała?

W końcu mi przeszło, bo ileż u licha można zajmować się wyglądem, nawet cudzym.

Ale nie potrafię już nie widzieć starych ludzi.

Patrzę na nich trochę z ciekawością, niepewnie i jednocześnie normalnie - jak na koleżankę, która w pracy siedzi przy biurku obok. A im baczniej się im przyglądam, tym bardziej widzę, że źle im się żyje.

I nie chodzi tu tylko o niskie emerytury, kolejki w państwowej służbie zdrowia, ceny leków (starzy ludzie chorują) czy niewystarczającą pomoc społeczną.

Chodzi mi o rzeczy zupełnie prozaiczne. Np. takie:

** Do warszawskiego autobusu 167 wsiada para 70-latków. Rozglądają się i... nie mogą znaleźć siedzeń, na które nie musieliby się wspinać. Te, które nie są na podwyższeniach, są zajęte.

** Moja starsza ciotka jechała do Warszawy. Jest niewysoka - 157 cm - i... nie mogła wsiąść do pociągu na dworcu Łódź Fabryczna, bo stopień w drzwiach wagonu był za wysoko. Dwaj mężczyźni musieli ją podnieść.

"Przepraszam, czy mogą mnie panowie podsadzić?" Życzę tym, którzy kupili te pociągi i gwiżdżą na takie detale jak odległość stopnia od peronu, by choć raz w życiu musieli o coś takiego poprosić. W obecności innych ludzi.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów