http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dozo na Facebooku

rozmawiała Elżbieta Barbara Szlęzak
2010-06-09, ostatnia aktualizacja 2010-06-09 17:14

Przed komputerem siedzę tylko kilka godzin dziennie. Żeby się nie uzależnić. - rozmowa z Zofią Czerwińską, aktorką

Zofia Czerwińska, aktorka
Fot. Fot . Albert Zawada / Agencja Gazeta
Zofia Czerwińska, aktorka
- Jest pani kobietą dojrzałą

- Powiedzmy, w sile wieku, z przewagą wieku. Ale może pani również napisać, że jestem stara. I ja to wiem, chociaż zdanie sobie sprawy z tej starości jest rozpaczą.

- Kiedy ta rozpacz najczęściej do pani dociera?

- Codziennie, co chwilę. Tyle że jest we mnie coś, co przesłania ten tragiczny obraz. Może to endorfiny, hormony szczęścia, które już nie mają powodu mnie atakować. I niech pani nie robi takich min, bo ja wiem, że już nie mają powodu. Więc każdy mój dzień jest rozpaczą, ale ja jednak potrafię ją zwalczać, tak jak antyciała zwalczają choroby. Bo ja, proszę pani, mam takie antyciała na swoją starość. Starość, która jest.

- Na pewno każdego dnia ktoś mówi, że świetnie pani wygląda.

- To mnie w ogóle nie obchodzi, jak ktoś mi powie, że nie wyglądam na swój wiek. Nie czekam na takie komplementy. Za to bardzo mnie dotyka, kiedy jakaś, nawet obca osoba całkiem serdecznie, życzliwie, zapyta: "Czy pani jeszcze gra?". Czuję ten podtekst: "Gra? A już nie powinna!". I to jest dla mnie straszne. Bo dla niej aktorka musi być piękna i młoda. A przecież w tym zawodzie jest potrzeba, żeby grać babcie, ciocie. Zresztą teraz, jako emerytka, jestem aktorką na wagę złota, bo się za mnie już ZUS-u w teatrze nie odprowadza.

- To w czym pani teraz gra?

- W "Plebanii" listonoszkę, Starą Rozbójnicę w "Królowej Śniegu" w Teatrze Syrena, dostałam też rolę w serialu "Świat według Kiepskich". Ale w jednej ze sztuk musieli zrobić za mnie zastępstwo, bo z powodu problemów z kolanem nie mogę teraz zagrać sceny schodzenia ze schodów.

- O chorobach lubi pani mówić?

- Nie. Nie wchodzę w choroby, które mnie dotykają. Kiedy mnie czasem ludzie pytają, jak się czuję - bo zaraz sami chcą mi poopowiadać, co im doskwiera - zawsze odpowiadam, że dobrze.

- Chociaż z kolanem wcale dobrze nie było

- Po operacji nie mogłam się przyzwyczaić do chodzenia o kuli. Psychicznie nie wyrabiałam, że ja, osoba tak energiczna, musiałam się zacząć podpierać czymś takim. To było dla mnie upokarzające, w dodatku ludzie mi współczuli, a ja nienawidzę litości. Pamiętam, że poszłam kiedyś do ośrodka rehabilitacyjnego, usiadłam w poczekalni obok pani, która też przyszła tam o kuli, i mówię do tej pani, że ja w ogóle nie umiem się z tym obchodzić. A ona, taka zmartwiona, pyta mnie: "A ta kula to nie na stałe?". Odpowiedziałam, że nie. Ojej, jak jej było przykro, że nie na stałe. I ona w dobrej wierze tak się zmartwiła, bo to jednak jakoś tak podbudowuje człowieka, że nie tylko on, ale i ta aktorka też o kuli chodzi. Innym razem byłam w szpitalu na kilkudniowych badaniach i jak się już pakowałam do wyjścia, to podeszła do mnie nieznajoma i tak szczerze, z życzliwością powiedziała: "O, jak to dobrze, że pani już wyzdrowiała, bo teraz tylu starych aktorów umiera". Musiałam szybko wyjść z sali, żeby się porządnie wyśmiać.

- Czy czasem myśli pani o tym, że wszystko najlepsze, co mogło się pani w życiu przytrafić, już się zdarzyło?

- Oczywiście. I stąd ta rozpacz, że coś jest nieuniknione i że weszłam w tę drogę, która znajduje się już po drugiej stronie tęczy. Pod każdym względem, też damsko-męskim. Dlatego słowa "rozpacz" używam tu w znaczeniu najczystszym i najwyższym. Bo już nic się nie zmieni. Trzeba się liczyć z tym, że może być tylko gorzej. I to nie rodzaj depresji, ale realna ocena sytuacji.

- Kiedy usłyszałam, jak powiedziała pani: „Z dnia na dzień brzydnę coraz bardziej. O ile to w ogóle jeszcze jest możliwe”, nie mogłam uwierzyć, że można mieć do siebie tak dowcipny dystans.

- Jestem uśmiechnięta, bo jak się śmieję, to dużo młodziej wyglądam. A kiedyś nawet na jakimś przyjęciu zapytałam psychiatrę, skąd się to u mnie bierze, że zawsze jestem w dobrym humorze, chociaż nie mam ku temu powodów. Odpowiedział: "Mamy na to swoje określenie: wariat".

Zauważyłam, że na starość zrobiłam się nieprawdopodobnie wprost tolerancyjna. A mówią, że stara to musi być zrzędliwa i niezadowolona. U mnie jest odwrotnie. Nie gorszą mnie pary całujące się w parku, dziewczyny odkrywające i pokazujące swoje brzuszki, a jak Pan Bóg da pępek z kolczykiem, to już sam urok. Kiedyś gorszyłam się w różnych sytuacjach, choć sama moralnie nie byłam zbyt czysta. Dzisiaj za to jestem Owsiak - róbta, co chceta! Życie jest za krótkie, żeby je dodatkowo obwarowywać niepotrzebnymi ograniczeniami.

- A o czym trzeba pamiętać, zanim przestanie się być młodym?

- Ważne, żeby człowiek miał na starość poczucie, że jednak życie przeżył godnie i nie narobił świństw. Nie że był lepszym czy gorszym aktorem, ale właśnie porządnym człowiekiem. Tylko o tym się nie myśli w młodości. Jak miałam 20 lat, nie wierzyłam w starość. Nie miałam takiej wyobraźni, że w ogóle można być starym. Pani też jej nie ma, bo ta wyobraźnia przychodzi dopiero z wiekiem.

- Z upływającym czasem?

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':