Obowiązek utrzymywania dziecka przez rodziców nie jest ograniczony żadnym terminem. Nie kończy się z chwilą osiągnięcia przez
dziecko pełnoletności ani nawet wtedy, gdy skończy ono
studia. Rodzice mogą "się zwolnić" z obowiązku łożenia na dziecko dopiero wtedy, gdy będzie ono w stanie samodzielnie się utrzymać: znajdzie pracę, będzie je stać na życie na poziomie nie gorszym niż w rodzinnym domu.
Gdy dziecko jest niepełnosprawne - chore lub kalekie - obowiązek ten nie wygasa nigdy.
Zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego z listopada 1998 r. (III CKN 217/97)
rodzice nie mogą odmówić pomocy dorosłemu już dziecku tak długo, jak długo ono się uczy i nie ma czasu na pracę zarobkową. Warunek: dziecko nie może traktować studiów jak ucieczki przed pracą, nie powinno "skakać" z kierunku na kierunek, zawalać egzaminów, powtarzać kolejnych klas czy lat studiów. Jeśli tak się zachowuje, rodzice mają prawo odmówić finansowania jego dalszej edukacji.
Jeśli dorosłe dziecko zawarło związek małżeński, ale nadal nie jest w stanie samodzielnie się utrzymać, rodzice dalej mają obowiązek mu pomagać. Tyle że w następnej, po współmałżonku, kolejności.
Gdy dorosły potomek zdobył wykształcenie, ma należyte przygotowanie do zawodu, a mimo to nie może znaleźć pracy, także wtedy może żądać pomocy od rodziców. Warunek: powinien wykazać, że znajduje się w niedostatku (wyrok Sądu Najwyższego z dnia 30 czerwca 1994 roku, III CRN, 63/94, niepublikowany).
Dwa lata temu weszła w życie nowelizacja kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, która daje rodzicom możliwość uchylenia się od obowiązku alimentacyjnego względem dziecka pełnoletniego, jeżeli "jest on połączony z nadmiernym dla nich uszczerbkiem" lub jeżeli dziecko nie dokłada starań, by się usamodzielnić.
Rodzice mogą też się uchylić od płacenia na dorosłe dziecko, jeżeli takie żądanie jest sprzeczne z zasadami współżycia społecznego: młody człowiek nie tylko trwoni pieniądze na alkohol i rozrywki, ale też ubliża matce, podnosi rękę na ojca, okrada oboje z oszczędności. Wtedy wolno nie tylko przestać na niego łożyć, ale też pozbawić go schedy.
Gdy rodzice się rozwodzą Najwięcej problemów z władzą rodzicielską rodzą rozwody i separacje. Z danych GUS wynika, że opiekę nad dziećmi sądy najczęściej przyznają wyłącznie matkom (56 proc. wszystkich przypadków), w 40 proc. - obojgu rodzicom, a tylko w czterech przypadkach na sto wyłączną opiekę dostają ojcowie.
Powierzenie władzy rodzicielskiej jednemu, a ograniczenie jej drugiemu rodzicowi nie oznacza pozbawienia tego drugiego kontaktów z dzieckiem. Rodzice i dziecko mają prawo do spotkań i rozmów (postanowienie Sądu Najwyższego z 7 listopada 2000 r., sygn. Akt I CKN 1115/2000). Chyba że zagraża to dobru dziecka lub je narusza. Wtedy sąd może:
- zakazać rodzicowi spotkań z dzieckiem;
- pozwolić na spotkania tylko w miejscu zamieszkania dziecka;
- pozwolić na spotkania tylko w obecności drugiego rodzica, opiekuna prawnego, kuratora lub innej osoby wskazanej przez sąd;
- ograniczyć kontakty do rozmów telefonicznych lub mailowych;
- zakazać kontaktów w jakiejkolwiek formie.
Sąd może też zdecydować o kontaktach dziecka z członkami dalszej rodziny: dziadkami, rodzeństwem, wujami i ciotkami. Takie rozstrzygnięcia nie są ostateczne i mogą być zmieniane, ilekroć zmieni się sytuacja rodzinna dziecka.
Kto, komu i dlaczego może ograniczyć lub odebrać władzę rodzicielską O tym, komu powierzyć, a komu ograniczyć władzę rodzicielską, decyduje sąd. Dwa lata temu prawo zostało zmienione tak, że jeżeli rodzice nie przedstawią sędziemu porozumienia w sprawie sprawowania opieki nad dzieckiem po rozwodzie, to sędzia może nie przyznać władzy rodzicielskiej obojgu, lecz tylko jednemu z nich.
Brak umowy wychowawczej jest dla sędziego sygnałem, że konflikt między rodzicami jest tak wielki, że w przyszłości nie będą mogli się porozumieć w żadnej z ważnych dla życia dziecka spraw. Dlatego jednemu rodzicowi sędzia może przyznać pełnię władz (najczęściej jest to matka), a drugiemu (zwykle ojciec) ją ograniczyć tylko do pewnych praw i obowiązków.
Przykład. Pan Mateusz jest ojcem czwórki dzieci. Z pierwszą żoną właśnie się rozwodzi. Trójka ich dzieci została przy matce, która robi wszystko, by utrudnić ojcu kontakty z nimi. Pan Mateusz nie chce być malowanym ojcem: płacić alimenty i kupować prezenty na Gwiazdkę. Chciałby uczestniczyć w życiu dzieci: mieć wpływ na wybór ich szkoły, miejsca zamieszkania, sposobu leczenia i odżywiania. Chciałby, aby dorastały wspólnie z przyrodnią siostrą, czyli jego córką z drugiego związku.