http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Grammy - prestiż i konserwa

Robert Sankowski
2011-02-12, ostatnia aktualizacja 2011-02-11 19:37

Norah Jones
Norah Jones
Fot. Evan Agostini AP

W niedzielę w Staples Center w Los Angeles po raz 53. rozdane zostaną najbardziej prestiżowe muzyczne nagrody świata. Ale właściwie co takiego o muzyce mówią statuetki przyznawane przez Narodową Akademię Sztuk i Technik Rejestracji?

Eminem
Fot. MIKE BLAKE REUTERS
Eminem
Lady Gaga
Fot. Kin Cheung AP
Lady Gaga
ZOBACZ TAKŻE
Mały pozłacany gramofon to obiekt pożądania prawdopodobnie każdego muzyka. Poza prestiżem Grammy daje się przeliczyć na wymierne zyski. Wyróżnienie, najlepiej w jakiejś ważnej kategorii, to dowód sukcesu na najtrudniejszym i największym rynku świata.

Ale Grammy to instytucja, która ma swoje wady. Lista wątpliwości jest proporcjonalna do jej ciężaru gatunkowego. Grammy są nazywane muzycznymi Oscarami i podobnie jak Oscary bywają uznawane za skrajnie przewidywalne i zachowawcze. Do legendy przeszła już historia z końca lat 80., gdy gremium wyróżniających postanowiło pójść z duchem czasów i dołączyć do nagrody kategorię... "najlepsze wykonanie hard rock/heavy metal". Późno (pierwsze płyty, które łapią się na etykietkę "hard rock", powstawały pod koniec lat 60.), ale jednak. Z tym że na tym nowatorstwo Akademii się skończyło - pierwszą nagrodę we wspomnianej kategorii otrzymało Jethro Tull. Nie dość, że zespół nijak nie pasował ani do etykietki "hard", a już tym bardziej do "heavy", to na dodatek w pokonanym polu zostawił symbol gatunku Metallicę i jej niezwykły album " And Justice For All".

Zrzeszająca ok. 18 tysięcy członków organizacja - w jej skład wchodzą muzycy, producenci oraz inżynierowie dźwięku - jest krytykowana za mnożenie kategorii. Obecnie jest ich aż 109. Obok oczywistych, jak "piosenka roku" czy "płyta roku", jest tu też masa specjalistycznych wyróżnień w rodzaju "najlepsza aranżacja instrumentalna towarzysząca wokaliście" (nie mylić z "najlepszą aranżacją" oraz "najlepszą aranżacją instrumentalną"). Pod hasłem "american roots" kryje się aż dziewięć kategorii (w tym np. "najlepsza płyta z muzyką hawajską"), ale nie załapuje się do niego country, które ma oddzielne dziesięć kategorii.

Bo Grammy to w dużej mierze nagrody techniczne, doceniające nie tylko piosenkę czy artystę, ale też jakość nagrania. Dla postronnego fana jest to jednak mało interesujące i mocno nieczytelne.

Czy więc jest się w ogóle czym ekscytować? Otóż tak. Grammy może i są nieco koturnowe, ale dają ciekawy obraz współczesnej sceny i jej tendencji. Wystarczy szybki rzut oka na tegoroczne nominacje. W tzw. general field - zestawie czterech najbardziej prestiżowych nagród (piosenka, nagranie, album i nowy artysta) - na nagrody mają szansę m.in. Eminem (nominacje w aż dziesięciu kategoriach), Jay-Z, Lady Gaga, Katy Perry, trio country Lady Antebellum oraz kanadyjska grupa alternatywna Arcade Fire. Dorzućmy do tego grona jeszcze kilku wykonawców również obecnych na liście - Cee Lo Greena (to ten od niegrzecznego hitu "Fuck You"), Bruno Marsa, Rihannę czy Alicię Keys, a okaże się, że doszło do zasadniczej zmiany pokoleniowej. Nie tylko nie ma tu żadnych weteranów, ale nawet wykonawców, którzy (poza Jayem-Z, Cee Lo i Eminemem) nagrywali jeszcze w latach 90. To samo widać zresztą gdy wyjdziemy poza najważniejsze kategorie. W popie nominowani są Norah Jones, Sara Bareilles i Adam Lambert (obecność na liście takich gwiazd jak Elton John, Sade czy pośmiertnie doceniony Michael Jackson wygląda cokolwiek egzotycznie). W muzyce tanecznej - La Roux, Robyn i Goldfrapp. Podobnie w country czy rapie. Weterani mocno trzymają się właściwie tylko w kategoriach rockowych - tutaj wśród nominowanych znajdziemy Neila Younga, Jeffa Becka, Paula McCartneya, Erica Claptona, Roberta Planta i Ozzy'ego Osbourne'a.

Scena muzyczna drastycznie odmłodniała, natomiast rock opiera na nazwiskach znanych od lat. Mimo gigantycznego ożywienia na scenie gitarowej, które obserwowaliśmy w ostatniej dekadzie, do zauważanego przez Akademię mainstreamu przebiło się zaskakująco mało artystów. Poza Arcade Fire wśród nominowanych znajdziemy właściwie tylko Kings Of Leon, Black Keys i Muse. Inni reprezentanci gitarowej rewolty zostali zepchnięci do jednej kategorii - "najlepszy album alternatywny".

W poniedziałek rano media zaleją informacje o zwycięzcach Grammy. Wygląda jednak na to, że dwa najciekawsze newsy związane z nagrodą - o triumfie młodego pokolenia artystów oraz defensywie, w jakiej znalazła się współczesna muzyka gitarowa - ogłosić można już teraz.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':