http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Mój ziomal Ice T

Wojciech Orliński
2011-01-07, ostatnia aktualizacja 2011-01-08 16:34

Pierwszą ofiarą węgierskiej ustawy medialnej stała się niezależna stacja radiowa, która podpadła (zagrożono jej odebraniem koncesji), bo nadaje piosenki gangsta rapera Ice T - to piękny przykład zderzenia nowoczesnej popkultury z cenzorskimi nożyczkami stróżów moralności

Wojciech Orliński
Fot. Marcin Klaban / Agencja Gazeta
Wojciech Orliński
Raper Ice T i jego charyzmatyczna żona Coco pojawili się na nowojorskiej premierze.
AP/Jason DeCrow
Raper Ice T i jego charyzmatyczna żona Coco pojawili się na nowojorskiej...
ZOBACZ TAKŻE
Tracy Marrow występujący pod pseudonimem Ice T chlubi się tym, że ma w USA najszerszą wiekowo grupę fanów. Niedawno na festiwalu telewizyjnym w Monte Carlo wysłuchałem jego anegdoty, jak kiedyś w USA na spotkanie z nim przyszli niezależnie od siebie wnuczek i babcia. "Babciu, ty słuchasz takiej muzyki?" - spytał z szacunkiem wnuczek. "Wnusiu, ty oglądasz ten serial?" - odparła zdziwiona babcia.

Ice T ma bowiem dwa popkulturowe wcielenia. Zasłynął najpierw jako klasyk gangsta rapu, muzyki wyrażającej etos gangów młodzieżowych terroryzujących złe dzielnice USA. W kontrowersyjnej piosence "Cop Killer" opisuje zabicie policjanta z punktu widzenia gangstera. Piosenka ukazała się w 1992 r., tuż przed wybuchem zamieszek w Los Angeles. Protesty przeciwko niej zjednoczyły polityków z otoczenia Busha seniora i jego następcy, Billa Clintona.

Ale drugim wcieleniem Ice T jest postać detektywa "Fina" Tutuoli w serialu "Prawo i porządek - Sekcja specjalna". To gliniarz pracujący w terenie. Wychował się w getcie, zna więc gangsterską subkulturę na wylot. Dlatego potrafi dotrzeć tam, gdzie nie dotrze biały policjant z klasy średniej.

Pytałem Ice T, jak dzisiaj prawdziwi policjanci reagują, gdy go rozpoznają: czy bardziej mają mu za złe gangsta rap, czy też chwalą go za rolę w serialu. Odpowiedział, że są mu wdzięczni za jedno i drugie. Dlaczego? Bo w każdym kraju, czy to w Polsce, czy to w USA, młodzież z wykluczonych społecznie środowisk za policją raczej nie przepada. Czy to w Warszawie, czy w Nowym Jorku, lubi wypisywać na murach, co to by najchętniej tej policji zrobiła. Dzięki obu wcieleniom Marrowa amerykańska policja zyskała zamykającą usta ripostę: "powtórzyłbyś to, gdyby tutaj był mój ziomal Ice T"?

Ice T nie wypiera się grzechów młodości. Owszem, jako nastolatek przystał do lokalnego oddziału gangu Cripsów. Nie przeszedł ceremonii inicjacyjnej, czyli nie stał się "original gangsta", ale z punktu widzenia policji zaliczał się do młodzieży "gang related".

Tylko że to nie był jego wybór. Był przyjezdnym chłopakiem w złej dzielnicy (po śmierci rodziców przygarnęła go ciotka mieszkająca w getcie South Central Los Angeles). Bez względnej ochrony, jaką dawała mu przyjaźń z gangsterami, nie mógłby bezpiecznie dojść do szkoły.

A chciał się uczyć, chciał się wyrwać z getta. Żeby zostać gwiazdą rapu, nie wystarczy przeklinać do mikrofonu. Trzeba doskonalić głos, trzeba czytać poezję, żeby doskonalić warsztat. Nikt się z tym nie rodzi. Jemu się udało. Dziś jeździ po złych dzielnicach, wygłaszając przed młodzieżą umoralniające przemówienia: "Nie pieprzcie, że nie macie szans - byłem jednym z was, miałem szanse takie same jak wy. Parę lat ciężkiej pracy i zobaczcie, jakim samochodem jeżdżę. Zobaczcie, kogo mam za żonę (Ice T wskazuje wtedy Coco T, modelkę z branży bieliźniarskiej - towarzyszy mu wszędzie, była także przy naszej rozmowie na festiwalu). Zazdrościcie sportowcowi? On nie doszedł tam, gdzie jest, żłopiąc piwo przed telewizorem. Zazdrościcie muzykowi? To zacznijcie ćwiczyć, może po roku prób wyjdzie wam coś, z czym nie będzie się wstyd pokazać publicznie. Ale nie pieprzcie, że skoro mieszkacie w getcie, to nie macie szans, bo niedobrze mi, gdy słucham tej bzdury".

Dodam, że streszczając mi swoje motywacyjne przemówienie, Ice T w rzeczywistości używał dosadnych słów, na które nie ma miejsca w "Gazecie".

Może nie ma u nas gett dla Afroamerykanów, ale i u nas, i na Węgrzech są złe dzielnice, w których młodzież też uważa, że nie ma życiowych szans. Czy to źle dotrzeć do niej z przesłaniem, że się jednak mylą, że warto zacisnąć zęby, pójść do jednej szkoły, potem do następnej i w końcu wyjść na prostą?

A przecież albo ktoś się nie interesuje rapem i wtedy nie rozumie piosenek Ice T - albo się interesuje i wtedy zna całość jego przesłania. Ja bym może ujął je innymi słowami niż Ice T, ale wtedy pewnie by dotarło tylko do tych, którym życie szans dało aż za dużo.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':