Otóż miałem osobistą satysfakcję, kiedy się okazało już tak na pewno, że "zieloną wyspą" rozsądku na tle ogarniętych paniką ministerstw zdrowia w innych krajach jest nasze ministerstwo, czyli praktycznie
Ewa Kopacz, która nie wyrzuciła za okno góry pieniędzy na szczepionkę przeciwko grypie "ahajedenenjeden" (primo voto Świńska).
Od początku byłem przekonany, że choć minister Kopacz robi odwrotnie niż wszyscy, ma rację. Nie jestem fachowcem od pandemii, ale wystarczyło czytać doniesienia i słuchać wypowiedzi, ot choćby takich, że zwykła grypa ma na swym koncie corocznie znacznie więcej ofiar niż ta przedstawiana jako katastrofa, by zorientować się, że mamy do czynienia ze sprawą sztucznie rozdmuchiwaną. Przez kogo rozdmuchiwaną, oczywiście nie powiem, bo koncerny mają ogromne (zarobione w prawie wszystkich walutach poza naszą) pieniądze na adwokatów.
Druga osobista satysfakcja też jest dumą narodową podszyta, wybory prezydenckie wygrał ten, co powinien, a nie ten, co mu deptał po piętach. Które to deptanie, poprzez swoją nadspodziewaną skuteczność, wydatnie niestety tę moją satysfakcję osłabia. Skromna różnica kilku procent w drugiej turze będzie dla mnie przez długi czas ostrzeżeniem: po Rodakach można się spodziewać, jeśli nie wszystkiego, to prawie.
Na marginesie wyborów dodam jeszcze drobną satysfakcyjkę - oto "Gazeta" zamieściła szkicowy konterfekcik nowej pary prezydenckiej, pierwszy, jaki ukazał się w naszej prasie, nie będę podkreślał nachalnie czyjego autorstwa.
Przeglądając wcześniejsze felietony, trafiłem nagle na taki, przy którym momentalnie odczułem satysfakcję już nie drobną bynajmniej, przeciwnie, gigantyczną, charakterystyczną dla sytuacji, gdy człowiek próżny (jakim niestety jestem) może pełnym głosem powiedzieć: "a nie mówiłem?!". Oto fragment z połowy maja 2010.
Jarosław Kaczyński jeszcze milczy, ale: " Za trzy dni kandydat
PiS przemówi. Będzie skupiony, spokojny, rozważny i wyważony, ani razu nie podniesie głosu, wyciągnie już nie jedną rękę do zgody, ale dwie, a może i trzy. () Od niedzieli należy się spodziewać licznych głosów zupełnie serio omawiających cudowną metamorfozę kandydata".
Przy takich zdolnościach profetycznych właściwie powinienem zacząć się siebie bać. Proszę mnie nie pytać o nadciągający 2011. Albo już dobrze, zdradzę. Będzie lepszy.