http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Vargas Llosa, nareszcie

Krzysztof Varga
2010-10-07, ostatnia aktualizacja 2010-10-07 21:20

Vargas Llosa to pisarz "polityczny" w dobrym znaczeniu tego słowa, jego twórczość nieraz była głosem w politycznym sporze, ale nigdy nie była doktrynalna, doraźna, zawsze była ponadczasowa i uniwersalna

Mario Vargas Llosa
Fot. Andres Leighton / AP
Mario Vargas Llosa
To jest Nobel, który cieszy mnie niewymownie, bo wydawało się, że Mario Vargas Llosa nigdy już nie dostanie tej nagrody. Do wczoraj należał do grupy pisarzy skrzywdzonych przez Akademię Szwedzką, która niejednokrotnie honorowała autorów, którzy temu akurat pisarzowi artystycznie nie dotrzymywali pola. Wydawało mi się, że Akademia od lat ostentacyjnie lekceważy pisarzy powszechnie znanych i uznanych, co oczywiście miało ten sens, że swoimi werdyktami promowała w świecie pisarzy mniej znanych, nieraz niszowych, a znakomitych - jak Elfride Jelinek czy Herta Muller - wychodząc zapewne z założenia, że jak ktoś jest znany i masowo sprzedawany na całym świecie i każda jego nowa powieść jest wydarzeniem, to już mu wystarczy. Przyznaję, że nie wierzyłem w to, że Vargas Llosa doczeka się tego wyróżnienia, że przejdzie do tej grupy wielkich pisarzy, którzy przez Szwedów zostali niezauważeni czy zlekceważeni.

To jest decyzja Komitetu Noblowskiego, której skrytykować się nie da, nie ma się o co kłócić, trzeba się tylko cieszyć i czytać Vargasa Llosę na nowo. Nagroda, która naprawia poważne zaniechanie, bo Vargas Llosa na Nobla zasłużył już wiele lat temu, chociażby za takie powieści jak "Rozmowa w Katedrze" czy "Wojna końca świata" - choć ma w swoim dorobku kilka powieści, które ciężaru noblowskiego nie posiadają, choć bywają urocze, jak choćby "Pantaleon i wizytantki". Jest Vargas Llosa pisarzem "politycznym" w dobrym znaczeniu tego słowa, jego twórczość nieraz przecież była głosem w politycznym sporze, ale nigdy nie była doktrynalna, doraźna, zawsze była ponadczasowa i uniwersalna, tak jak we wspomnianej "Rozmowie w Katedrze" czy w takich książkach jak stosunkowo mało znana "Historia Alejandra Mayty" czy "Święto kozła".

Ta nagroda to przypomnienie dawnej potęgi literatury iberoamerykańskiej, mnie raduje także dlatego, że proza Ameryki Łacińskiej to jedna z moich dawnych wielkich fascynacji, nie tylko zresztą moich, słynna seria iberoamerykańska Wydawnictwa Literackiego to był dla wielu moich rówieśników w latach 80. wręcz obiekt fanatycznego kultu. Do tej pory ta literatura robi kolosalne wrażenie, i choć dziś mam zdecydowanie większy dystans do osiągnięć np. Julia Cortazára, to Vargas Llosa nic nie stracił w moich oczach - to jest literatura, której czas nie zaszkodził w żaden sposób. I żałuję tylko, że Peruwiańczyk jest dopiero trzecim reprezentantem tego prozatorskiego nurtu, który doczekał się Nobla, po Miguelu Asturiasie i Gabrielu Garcii Márquezie (Octavio Paz i Pablo Neruda byli wszak poetami). A na Nobla z pewnością zasłużył przecież choćby olśniewający Alejo Carpentier, który nie doczekał się tego honoru. Może jeszcze kiedyś doczeka się Carlos Fuentes.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':