Taki też miał być i plakat - wybitny i operujący językiem uniwersalnego przekazu. Miał też być awangardowy (dużo krwi), a jednocześnie tradycyjny. W tle, za plecami człowieka zbryzganego krwią (mimo zachlapania wciąż widać jego atrakcyjne popiersie) rozpościera się współczesna Jerozolima, czyli jakieś wielkie miasto, oraz chmury i delikatny poblask zachodu, najwyraźniej przed chwilą rozdarła się zasłona nieba. W tle górski horyzont - symbol nieskończoności jak na holenderskich pejzażach.
Coś ciekawego dzieje się dzisiaj na styku fotografii i reklamy: reklama od czasów kampanii Benettona z ostrymi zdjęciami Oliviera Toscaniego wykorzystuje sztukę, czyli kradnie, powiela i sprzedaje tzw. artystyczną prowokację. Ale również sztuka ostatnio chce działać jak reklama - jej środkami, bez znieczulenia. Tak właśnie zrobił Maurizio Cattelan w swojej słynnej rzeźbie przedstawiającej papieża przygniecionego przez meteoryt - zadziałał brutalnie i strzałem między oczy. Podobnie świadomie parodiuje media i ich z kolei sposoby działania Zbigniew Libera w "Pozytywach".
Dlatego łatwo dać się nabrać. I dali się nabrać twórcy tego billboardu - że reklama będzie wtedy dobra, jak zadziała mocnym skojarzeniem. A jeśli ktoś na zdjęciu, zamiast się uśmiechać, głęboko się zamyśli, to będzie też od razu i sztuka. W efekcie mamy chłopca, który patrzy na nas tępawo, jakby właśnie zszedł z planu "Pasji" Mela Gibsona i czekał na prysznic.
Czy ta reklama pasożytuje na sztuce? I owszem, zapewne nie byłoby jej bez "Pasji" Doroty Nieznalskiej. Być może właśnie oglądamy konsekwencje niedawno zakończonego procesu, a wyrok uniewinniający w sposób paradoksalny otworzył drogę dla religijnego kiczu. Jak się dowiedziałam, pomysł wyprodukowania billboardu wyszedł z biura festiwalu, co podobno związane jest z tym, że Pasja jest niezwykle rzadkim tematem w fotografii. I jest jedyny punkt, w którym ja się z biurem festiwalowym całkowicie zgadzam.
Na Golgocie było bowiem wielu wybitnych malarzy (Bruegel, Grünewald) byli też filmowcy (Pasolini, Gibson), ale wyjątkowo mało fotografów. Tylko nie wiem, czy słusznie biuro festiwalowe wysłało tam akurat fotografa mody Roberta Wolańskiego. A jeśli organizatorzy chcieliby postąpić kroczek dalej i jednak wywołać dreszczyk oburzenia, można by im podpowiadać nie zmianę wizerunku, tylko zmianę hasła. Pójdźmy za skojarzeniem najprostszym: może "najlepszy żel pod prysznic Palmolive"?
Źródło: Gazeta Wyborcza