Zezwolenie właścicielom lokali mniejszych na podejmowanie samodzielnych decyzji brzmi zachęcająco, choć początkowo wszystkie małe kawiarnie na pewno będą dla palących. Właściciele tak gorąco przekonywali, że powszechny zakaz palenia ich zrujnuje, a tysiące pracowników wyrzuci na
bezrobocie, że nie wypadałoby im teraz nagle wprowadzać zakazu. Mam jednak nadzieję, że znajdą się odważni, którzy wywieszą przy wejściach plakietki "dla niepalących" i gdy okaże się, że ochoczo walą do nich klienci, reszta wyciągnie z tego wnioski i dojdziemy do rynkowo ustalonej równowagi. Może nawet proporcjonalnie do liczby palących i niepalących w narodzie. Ostatecznie pali tylko co czwarty statystyczny. Młodzież się nie przyznaje, więc tu statystyki mogą się mylić, ale z kolei młodzież, idąc do restauracji w gronie rodzinnym, nie może się ujawnić, więc właściciele lokali dla niepalących powinni tu wyjść na swoje.
Nowością mają być palarnie w szkołach, dla nauczycieli jak mniemam, nie dla uczniów, i palarnie w szpitalach. W telewizji od kilku dni słyszę głosy oburzenia, że "kto to widział, żeby w szpitalach urządzano palarnie?!". Ale chyba lepiej, żeby była oficjalna palarnia, niż żeby chorzy palili pod kołdrą, a panie pielęgniarki w dyżurkach. Szkoda, że nie wiadomo co który statystyczny pracownik służby zdrowia jest palaczem, obawiam się, że w tym wypadku proporcje przedstawiają się gorzej niż u całej reszty.
W niedzielę odbyła się jubileuszowa manifa. Nie wnikając w kwestie merytoryczne, donoszę, że słowo "manifa" kiedyś mnie raziło, zrewidowałem jednak swoje poglądy, bo przecież język zawsze dąży do skrótu i uproszczenia. Już jakiś czas temu zaproponowałem nawet by - wzorując się na skróconej manifestacji, czyli manifie - stosować ten zabieg wobec innych słów, długich, nudnych, wypełnionych szeregami zupełnie niepotrzebnych liter. Po co elektryfikacja? Wystarczy elektryfa. Organizacja - organiza. Melioracja - meliora. Weryfikacja - weryfa. Konsolidacja - konsolida. Dewaluacja - dewaluła. Może doszłoby do dewaluły i prymitywizy międzyludzkiej komuniki, ale cóż to jest przy ogólnej degrengoli i brutalizie obyczajów.
Ubiegły tydzień przyniósł nam jeszcze dwa wydarzenia,
Jarosław Kaczyński ku zdumieniu wszystkich został wybrany na prezesa
PiS, a
Lech Kaczyński został kandydatem PiS na prezydenta. Tuż przed kongresem pan prezydent pytany, czy kandyduje, powiedział, że kandydowałby, gdyby miał poparcie jakiejś silnej partii, nie powiedział jakiej, ale na szczęście PiS domyśliło się, do kogo ta przymówka, i wysunęło Lecha Kaczyńskiego jako swojego kandydata.
Co za ulga! Chyba pojadę na plażę do Egiptu, nie czekając na upragniony 2020.