http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Fryderyku, wróć do Warszawy!

Jacek Hawryluk, Polskie Radio
2010-03-04, ostatnia aktualizacja 2010-03-03 19:57

To były królewskie urodziny. 1 marca w 200. rocznicę urodzin Chopina chyba wszyscy nieco wstrzymaliśmy oddech.

Jacek Hawryluk
Jacek Hawryluk
Najpierw, rano w Żelazowej Woli, zagrał Garrick Ohlsson, w południe z pompą, ale i nie bez wzruszenia otwarto Muzeum Chopina, jedną z najnowocześniejszych tego typu instytucji w Europie (choć jeszcze nieskończone, nawet po pobieżnej wizycie robi wrażenie, zachęcając do szybkiego powrotu), po południu na Zamku Królewskim zagrał Leif Ove Andsnes, wieczorem zaś w Teatrze Wielkim - a to u nas w chwilach szczególnej celebry rzecz rzadka - prawdziwym bohaterem był Chopin i jego muzyka.

Poza krótkim zagajeniem ministra kultury nie było przemówień, nie było infantylnej konferansjerki telewizyjnych gwiazd oraz mizdrzenia się do słuchaczy. W ładnie zaprojektowanej scenografii Borisa Kudlieki brzmiała wyłącznie muzyka. Najpierw Yundi (znany niegdyś jako Yundi Li), laureat I nagrody na Konkursie Chopinowskim w 2000 r., pięknie zagrał nokturny i dość swobodnie Andante spianato i Wielkiego Poloneza Es-dur op. 22. Po nim wystąpił Dang Thai Son, zwycięzca Konkursu z 1980 r., który z Orkiestrą XVIII Wieku wykonał Koncert f-moll - poprawnie, choć bez wirtuozerii i błyskotliwości. Dawny fortepian i orkiestra instrumentów historycznych w wielkiej sali zabrzmiały dość skromnie.

Prawdziwą siłę pokazał zaś Garrick Ohlsson, który wraz z Orkiestrą Filharmonii Narodowej pod dyrekcją Antoniego Wita zaprezentował Koncert e-moll. Popisowo, z pięknie zaplanowaną częścią drugą. Amerykanin lubi bisy, więc zagrał jeszcze trzy drobiazgi, kończąc fenomenalnym Walcem cis-moll op. 64. A później już wszyscy goście wznosili toasty za Fryderyka, z tym najgłośniejszym: "Fryderyku, wróć do Warszawy!".

Poniedziałkowa gala zwieńczyła maraton pianistyczny, który od 22 lutego trwał w Warszawie. Z powodu Chopina do Filharmonii Narodowej zjechali wielcy pianiści. O ile w pierwszej części tygodnia dominowali Polacy - Blechacz i Anderszewski - w drugiej znakomicie zaprezentowali się Rosjanie. Pasjonujący był sobotni "pojedynek" Nikołaja Diemidienki z Jewgienijem Kissinem. Pierwszy wykonał Koncert e-moll, drugi - f-moll. Diemidienko grał długą, lekką, śpiewną frazą, Kissin inaczej - perfekcyjny w każdym calu, nie odpuścił żadnego dźwięku, dał popis idealnego, pełnego detali, wrażliwego grania.

W piątek dominowały dawne instrumenty. W Filharmonii Narodowej zabrzmiał komplet utworów na fortepian i orkiestrę, oczywiście z Orkiestrą XVIII Wieku Fransa Brüggena. Zespół brzmiał lepiej niż w przepastnej sali Opery, ale i pianiści byli bardziej kompetentni. Nie zawiódł Janusz Olejniczak, który z dawnymi fortepianami ma ogromne doświadczenie (Koncert f-moll); zaskakująco otworzył się na dawny instrument Kevin Kenner (Koncert e-moll) - był dowcipny, spontaniczny, wyraźnie rozluźniony. I wreszcie Nelson Goerner, który zwłaszcza w Krakowiaku i Wariacjach na temat Mozarta pokazał oblicze wirtuoza.

Całkowitą klapą zakończył się natomiast niedzielny recital Daniela Barenboima, który - choć co do tego, że jest wielkim muzykiem, nie mam wątpliwości - zawiódł technicznie i stylistycznie. Nie trafiał, markował rubata, "oszukiwał" dźwięki, był zupełnie obok. Takie wieczory też się zdarzały, ale o nich szybko zapomnimy. Tych fantastycznych było znacznie więcej.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':