Wygrała zaprogramowana na sukces, uwodzicielska bajka Jamesa Camerona. Z nagrodami Meryl Streep, Jeff Bridgers, Robert Downey Jr., a wśród przegranych "Bękarty wojny", "The Hurt Locker" i.... Polak Abel Korzeniowski.
Fot. Mark J. Terrill AP
James Cameron nagrodzony Złotym Globem za film ''Avatar''
Fot. Matt Sayles AP
Kevin Bacon
Fot. Mark J. Terrill AP
Sandra Bullock nagrodzona w kategorii rola dramatyczna
Fot. Mark Terrill AP
Nicole Kidman wręczyła nagrodę Mo-Nique za rolę drugoplanową. Obie przy swych...
Jeśli ktoś pamięta zawiedzioną, zaciętą minę Martina Scorsesego, kiedy kilka lat temu nie zdobył Oscara za "Gangi Nowego Jorku", to podczas zakończonej dziś nad ranem naszego czasu ceremonii rozdania Złotych Globów mógł mieć deja vu. Wyraźnie rozczarowany był jednak nie Scorsese (on dopieszczony został szczególnie - nagrodą za całokształt i długą owacją na stojąco), ale i Quentin Tarantino. Jego nominowane w czterech ważnych kategoriach "Bękarty wojny" dostały tylko jedną statuetkę - odebrał ją uznany za na najlepszego aktora drugoplanowego Christoph Waltz. I chociaż komplementował ze sceny Tarantino jak mógł, to sam reżyser wyraźnie nie mógł ukryć żalu.
Lista rozżalonych
Rozczarowanych było oczywiście więcej, bo w końcu przegrani stanowili podczas gali większość. Widać jednak, że przyznający Złote Globy dziennikarze (ze Stowarzyszenie Prasy Zagranicznej akredytowanej przy Hollywood - HFPA) próbowali w tym roku pogodzić ogień z wodą.
1. Z rozbuchanym musicalem "Nine - Dziewięć" wygrał o ponad połowę tańszy "Kac Vegas" (najlepsza komedia lub musical).
2. Z mocnymi, wyrazistymi fabułami "Bękartami wojny" i "Dystryktem 9" - skromny, delikatnie komediowy "W chmurach" (najlepszy scenariusz).
3. Jednocześnie dwie najważniejsze statuetki powędrowały do produkcji najdroższej, symbolizującej hollywoodzki rozmach - "Avatara" uznano za najlepszy film roku, a Jamesa Camerona za najlepszego reżysera.
Szkoda mi oczywiście mistrzowsko zrealizowanego dramatu Kathryn Bigelow "The Hurt Locker", w którym wojnę w Iraku obserwujemy z perspektywy snajperów (film miał trzy nominacje, nie dostał nic), ale "Avatara" - jak żartował na scenie Robert Downey Jr. (Złoty Glob za główną rolę w "Sherlocku Holmesie") - nikt pokonać nie był w stanie. Wygrało oszałamiające widowisko, genialny popis możliwości technicznych. Uwodzicielska bajka, psychologicznie naiwna, fabularnie płaska, a mimo to (właśnie dlatego?) magnetyzująca.
Jak zresztą zestawić "grzeczną" baśń Camerona z prowokacją (reżysersko bardziej zresztą uzdolnionego) Tarantino w "Bękartach wojny"? Urokliwą przypowiastkę "W chmurach" z nietypową wizją wojny w "The Hurt Locker"? Ale taki już urok nagród i plebiscytów.
W zwycięstwie dziecięcej fantazji Camerona jedno właściwie tylko mi przeszkadza. W "Avatarze" od początku wszystko miało być lepsze, większe, doskonalsze niż dotąd. Trójwymiarowe show było dla Camerona - do czego on sam się przyznaje - wyścigiem z sobą samym. Filmem-produktem zaprogramowanym na sukces. I tu plan zrealizowany został co do joty - zyski już przekroczyły gigantyczny budżet, szykuje się też triumfalny pochód po Oscary (gdzie większość stanowią nieobecne przy Złotych Globach kategorie techniczne, a w nich "Avatar" będzie bezkonkurencyjny).
Mimo wysiłków prowadzącego Ricky'ego Gervaisa podczas trzygodzinnej ceremonii wiało jednak nudą. Ładne wystąpienia mieli Scorsese (miniwykład o istocie kina), Robert Downey Jr. (wymieniał kolejne osoby, którym "nie dziękował") i - jak zawsze pełna klasy - Meryl Streep, która dzięki statuetce za rolę w "Julii i Julii" ma już w domu siedem Złotych Globów. Histerię rodem ze szkolnego teatrzyku zaprezentowała Drew Barrymore (najlepsza aktorka w miniserialu lub filmie telewizyjnym), bodaj najdziwniejszą kreację miała Chloë Sevigny (najlepsza aktorka drugoplanowa w tej samej kategorii).
Nagrody nie otrzymał niestety Abel Korzeniowski za muzykę do "Single Man" - przegrał z kompozycją do "Odlotu" uznanego również za najlepszą animację. Podczas gali był za to jeszcze jeden polski akcent: siedząca przy stoliku Roberta Downeya Jr. i Colina Farrella Alicja Bachleda-Curuś.