http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wsteczny bieg kina

Tadeusz Sobolewski
2010-01-05, ostatnia aktualizacja 2010-01-04 19:08

W rok po fundamentalnej "Historii filmu polskiego" Tadeusza Lubelskiego ukazuje się "Kino nieme", pierwszy z czterech tomów "Historii kina".

Tadeusz Sobolewski
Tadeusz Sobolewski
Czytam - nowoczesne kompendia są książkami do czytania - i uświadamiam sobie: wiek XX był wiekiem kina - wiek XXI już nim nie jest. To wiek sieci. Jednak właśnie dlatego wszystko, co dawne, jest bardziej dostępne i kino nieme staje się nam bliższe niż kiedyś. Nie patrzymy już na nie z góry jak na twór niedoskonały, przeciwnie, podziwiamy jego błyskawiczny rozwój - od kawiarnianego panoptikum, gdzie atrakcją był fakt, że obraz się rusza, do form opowiadania naśladujących powieść.

Choć wynalazek kinematografu przypada Francji, kino "takie, jakie znamy dziś" narodziło się w USA. Jego pierwszym epickim narratorem był David Wark Griffith, pierwszym arcydziełem - "Narodziny narodu" (1915). Piszący o tym Michał Oleszczyk dotyka kapitalnego problemu - oceny ideologicznej. Z ulgą czytam "Historię kina", której autorzy nie są skrępowani żadną ideologią ani na tak, ani na nie.

"Narodziny narodu" Griffitha, rzecz o wojnie secesyjnej, według dzisiejszych kryteriów to film politycznie niepoprawny. Oleszczyk we wnikliwej analizie dowodzi, że "rasistowskie arcydzieło" wyrażające wizję świata autora jest "jednym z najwspanialszych filmów, jakie kiedykolwiek nakręcono". Podobnie jest z "niesłusznym inaczej", bo nawołującym do rewolucji "Pancernikiem Potiomkinem" Eisensteina. Jednak w opisie Joanny Wojnickiej ten film "olśniewa i porusza". W jego obrazach jest skondensowana niezależna od dawnego kontekstu wiara, że świat da się zmienić.

Coraz więcej filmów z okresu niemego wraca do łask, krąży na płytach, trafia do kin. Nie tylko burleska, wielki Chaplin, Keaton, Lloyd, ich francuski poprzednik Max Linder. Wracają Niemcy: Murnau, nie tylko z "Nosferatu", ale z "Portierem z hotelu Atlantic", "Wschodem słońca". Dreyer z "Męczeństwem Joanny d'Arc". Dokument Flaherty'ego o Eskimosie Nanuku, "Pies andaluzyjski" i "Złoty wiek" Bunuela. To są bezwzględne szczyty kina.

W ciągu ledwie 30 lat kino przeszło od prymitywu do pełnej dojrzałości. Dziś mimo elektronicznej techniki przechodzimy drogę odwrotną, wracamy do panoptikum. Potok obrazów wbija widza w fotel jak Lumiere'owski pociąg, ale w porównaniu z tamtymi wydają się pozbawione znaczenia.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':