W 2007 roku konkurs na stanowisko dyrektora Muzeum Narodowego w Warszawie w demokratycznym i legalnym konkursie wygrał Wojciech Włodarczyk, wybitny historyk sztuki. Nie został mianowany. Środowisko, czyli także ja, nie wykazało się wtedy odwagą, żeby zaatakować ministra Zdrojewskiego. Pamiętam dlaczego. Minister zastosował strategię uników. Przez kilka miesięcy nie podejmował decyzji. Wreszcie już było wiadomo: nie powoła na to ważne stanowisko osoby należącej do innej opcji politycznej, byłego działacza ROP.
Nowym dyrektorem - niewybranym w konkursie - został Piotr Piotrowski. Kiedy minister go powołał, też nikt nie protestował. Podobnie kiedy Zdrojewski zaprosił do prowadzenia Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie Joannę Mytkowską, akceptacja środowiska była szeroka; słusznie, bo podobnie jak w wypadku Piotrowskiego był to świetny wybór. Choć - widać to gołym okiem - nie był to konkurs.
Dlaczego ci sami ludzie, którzy nie odzywali się wtedy, odzywają się dzisiaj? Bo nigdy nie jest za późno. A sam minister, zwołując do Krakowa Kongres Kultury, ukręcił na siebie bicz - zainspirował proces demokratyzacji, sprowokował solidarność środowiska. Ludzie spotkali się na Kongresie i zgodnie z postulatami ministra postanowili wziąć sprawy we własne ręce. Tydzień temu zwołali Obywatelskie Forum Sztuki Współczesnej, platformę, do której zgłosiło się już ponad sto osób i która zamierza zajmować stanowisko w najważniejszych sprawach dotyczących polityki sztuki w Polsce.
To nie jest walka z ministerstwem. To walka o większą stawkę - o przejrzyste procedury i publiczną debatę. Forum będzie miało jeszcze dużo pracy. W Krakowie władze miasta budują właśnie Muzeum Sztuki Nowoczesnej, za rok ma być otwarte, a nie ma ani programu, ani dyrektora.
Źródło: Gazeta Wyborcza