Pierwsza to przestępstwo popełnione przez Polańskiego w 1977 r. w domu Jacka Nicholsona. Polski reżyser został o nie oskarżony, a jego prawnik, prawnik ofiary i prokurator zawarli porozumienie - co w amerykańskim systemie prawa ma miejsce w zdecydowanej większości spraw - co do wysokości kary.
Sędzia postanowił jednak porozumienie złamać. Uczynił z posiedzeń sądu medialny cyrk. I tu kończy się pierwsza i zaczyna druga sprawa Polańskiego.
Sędzia był żądny krwi. Bał się, że media oskarżą go o bycie zbyt miękkim wobec seksualnych drapieżców, a to skutecznie zamknęłoby mu drogę do ważniejszych posad sądowych.
Sędzia kochał media i kochał być przez nie kochanym - sam zabiegał o prowadzenie głośnych, medialnych spraw, takich jak rozwód Elvisa Presleya czy sprawa o ojcostwo wytoczona Cary'emu Grantowi.
Sędzia polecił swemu asystentowi wycinanie z gazet i wklejanie do pamiętnika artykułów na swój temat. Adwokatowi Polańskiego i prokuratorowi kazał przekonywać się w sprawie różnych aspektów sprawy w obecności mediów, choć wcześniej w zaciszu swego gabinetu z góry mówił im, jaką podejmie decyzję.
Częścią porozumienia było zapewnienie, że Polański nie trafi do więzienia. Jednak w swym klubie golfowym przy wielu świadkach sędzia zapowiedział, że "wsadzi Polańskiego do ciupy na dziesięciolecia", a w przeddzień wydania wyroku - który miał być zgodny z porozumieniem - sędzia poinformował zdumionych prawników, że ma zamiar skazać Polańskiego na 50 lat, a potem wydalić go z
USA. Protestował adwokat, protestował prokurator, protestował prawnik ofiary.
Sędzia powiedział jednemu z dziennikarzy piszących o sprawie Polańskiego, że znajduje się pod ogromną presją mediów. Pytał reportera, na jaki wyrok powinien skazać reżysera, żeby spotkać się z pozytywnymi komentarzami.
Media żądały krwi Polańskiego, bo takie były nastroje społeczne, a Polański - bez obywatelstwa USA, z mocnym obcym akcentem i ze znanym już wówczas rozpasanym życiem seksualnym - był bardzo łatwym celem.
Nie interesują mnie dzisiejsze zapewnienia ofiary, że przebacza Polańskiemu. Zgodnie z prawem nie ma to znaczenia - Polański złamał prawo i powinien ponieść odpowiedzialność. I częściowo poniósł, bo spędził w więzieniu 47 dni, a w 1993 r. zawarł ugodę z ofiarą, najprawdopodobniej wypłacając jej wysokie odszkodowanie.
Interesuje mnie natomiast prokurator, którzy przyznaje, że nie dziwił się, że w obliczu przedziwnego zachowania sędziego Polański uciekł z USA, zamiast ryzykować długoletni wyrok wbrew woli nawet ofiary.
Sprawa Polańskiego - ta pierwsza - powinna się wreszcie zakończyć. Mam nadzieję, że to teraz nastąpi. Że Polański będzie mógł wreszcie zamknąć ten koszmarny rozdział swego życia i że wróci do
Hollywood, gdzie jest jego miejsce.