Dzięki temu debata nad planem Hausnera dla kultury będzie wolna od nieporozumień i bardziej merytoryczna. A Kongres Kultury stanie się rzeczywistym forum dyskusji, a nie politycznym PR-em. Niezrozumiałe jest w tym kontekście utrudnianie dostępu do kluczowego raportu "Kultura w kryzysie czy kryzys w kulturze" i innych analiz przygotowanych na zamówienie ministerstwa. Urzędnicy tropią przecieki w internecie, jakby chcieli ukryć analizy wykonane za publiczne pieniądze.
Zapewne trudniej jest podejmować decyzje, kiedy na ręce polityków patrzą twórcy i organizatorzy kultury. Ale bez ich udziału cały pomysł reformy weźmie w łeb.