http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Recydywista? Tysiąc czterysta!

Jacek Fedorowicz
2009-02-25, ostatnia aktualizacja 2009-02-24 18:51

Po wprowadzeniu zmian w kodeksie drogowym pieszym może być gorzej, bo wolniej jeżdżąca większość pojazdów uśpi ich czujność i tym łatwiej wpadną pod pędzącego posła, prezydenta, marszałka lub bogatego utracjusza

Jacek Fedorowicz
Jacek Fedorowicz
ZOBACZ TAKŻE
GALERIA ZDJĘĆ
Przeczytałem o zmianach w kodeksie drogowym, o centrum fotoradarowym i o nowym, odstraszającym cenniku za przekraczanie szybkości. Wyszperałem sobie najwyższe opłaty: kierowca przyłapany na przekroczeniu o 50 km/h w mieście zapłaci 700 zł, a jeżeli okaże się recydywistą - 1400 zł.

Pomyślałem, że to stanowczo za mało, bo przypomniałem sobie, co wyrabiają czasem kierowcy nieopodal domu, w którym mieszkam, na warszawskim Powiślu. A potem wsiadłem do samochodu, przejechałem kawałek i - po teoretycznym podsumowaniu przekroczeń podlegających karze - wyszło mi, że jestem winien już około tysiąca. I przekonanie, że to za mało, jakoś mi przeszło.

Gdy jestem pieszym, często marzę o karach długoletniego więzienia dla kierowców, którzy usiłują rozjechać każdego, kto podejmuje próbę przejścia na drugą stronę Wisłostrady u wylotu ulicy Wilanowskiej. Po pasach! Ale jadąc samochodem, marzę o takim oznakowaniu naszych dróg, aby spokojny i w miarę bezpieczny kierowca mógł dojechać z Warszawy do Wrocławia zgodnie z przepisami w czasie krótszym niż pół doby. Ktoś kiedyś obliczył, że gdyby na tej trasie stosować się do wszystkich znaków ograniczenia szybkości, trzeba by jechać około 12 godzin.

I tyleż właśnie będą tracić na podróż, w obawie przed bankructwem, wszyscy normalni kierowcy, gdy będzie już działało Automatyczne Centrum Nadzoru, a drogi będą wysadzane fotoradarami. Bez porównania krócej będą podróżować bogaci, których stać na opłaty - nawet będą się cieszyć, że nikt ich nie zatrzymuje, głowy nie zawraca, przekaz na wskazane konto raz na tydzień prześle sekretarka lub kamerdyner - oraz dostojnicy państwowi od posła wzwyż, bo ich - jak wiadomo - przepisy drogowe nie dotyczą.

Po wprowadzeniu nowych regulacji pieszym może być gorzej, bo wolniej jeżdżąca większość pojazdów uśpi ich czujność i tym łatwiej wpadną pod pędzącego posła, prezydenta, marszałka lub bogatego utracjusza.

Ale ogólnie bezpieczeństwo poprawi się, ponieważ na szosach pojazdów będzie mniej. O to głównie chodzi zresztą w tej nowelizacji kodeksu drogowego. Ponieważ wiadomo, że problemu jakości dróg w Polsce rozwiązać się nie da, jedynym wyjściem jest samolikwidacja ruchu drogowego. Jeżeli nowy system kar zadziała, jeżeli każde przekroczenie szybkości będzie sfotografowane, każdemu sfotografowanemu system prześle do domu rachunek, a komornik wyegzekwuje i jeżeli przy tym na drogach pojawi się jeszcze więcej znaków ustawionych według dotychczasowych trendów, czyli znaków nakazujących co chwila zachowania rażąco sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, to ludzie po jakimś czasie wreszcie przestaną z samochodów korzystać i będzie spokój.

Zawsze twierdziłem, że Polska to nie jest kraj, po którym można poruszać się samochodem i że każdy inny sposób jest lepszy. Zapowiedziane nowości zapewne utwierdzą mnie w tym przekonaniu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':