Prawa autorskie jakie są, takie są, ale zostały wymyślone po to, żeby porządkować świat twórczej własności. Prawa autorskie oczywiście nie są doskonałe i nie satysfakcjonują wszystkich, ale służą twórcom do egzekwowania należności (tantiem) za produkt, który jest wytworem ich wysiłku, wyobraźni i talentu. Szczególnie te ostatnie świadczą o ich unikalności i niepowtarzalności. Wysokość tantiem zależy od liczby sprzedanych książek, płyt CD,
DVD, widzów w kinach, powtórek w stacjach telewizyjnych itd.
Nie wszyscy może wiedzą, że ponad 20 lat temu w Polsce, ale także w większości krajów Europy prawa autorskie przysługiwały jedynie literatom i kompozytorom. Pamiętam, że z ramienia Stowarzyszenia Filmowców jeździłem na konferencje FERA, międzynarodowego stowarzyszenia reżyserów broniącego m.in. praw autorskich, żeby wspólnie naciskać na władze różnych państw, by te prawa zostały przyznane także scenarzystom. Po kilku latach prawa autorskie objęły scenarzystów, reżyserów i operatorów, a później jeszcze inne zawody filmowe. To jest efekt walki twórców o należne im prawa. I żeby było jasne - te prawa dla większości polskich twórców to nie są pieniądze, za które można sobie kupić willę na Riwierze. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że w Polsce nakłady książek są niewielkie, a produkcja płyt muzycznych czy DVD z filmami jest coraz mniejsza, to powinniśmy zrozumieć, że przychody z tantiem są stosunkowo niedużym wsparciem, które jest dodatkiem (niepewnym) pozwalającym na przeżycie na średnim poziomie. Ale powinny dalej być pod ochroną, ponieważ twórcy filmowi (a większość nie realizuje seriali i sitcomów) na ogół nie są na etatach, a filmy realizują raz na kilka lat.
Jeśli dzisiaj słyszę głosy, które w sposób arogancki i lekceważący negują należne nam prawa, stawiając za przykład biblioteki, w których mogą za darmo pożyczyć książki, zastanawiam się, ile w tym braku rozsądku, a ile chęci przypodobania się piratom. Gdyby od twórcy jakiegoś filmu ktoś w sieci go wykupił za wynegocjowaną cenę, to niech sobie wypożycza innym. Ministerstwo Kultury także wykupuje książki dla bibliotek, z czego korzystają autorzy.
To prawda, że następuje - bądź już nastąpiła - przemiana kulturowa w młodym pokoleniu, będąca następstwem rozwoju technologicznego. To prawda, że
dzieci SMS-ują dwoma palcami. To prawda, że być może my, starsi, nie dostrzegamy do końca konsekwencji tych przemian. Ale czy to oznacza, że powinien się także zmienić nasz stosunek do kanonów moralnych i dekalogu przyzwoitości? Że powinniśmy akceptować kradzież (tak, kradzież! A nie pożyczkę, jak chcą niektórzy tolerancyjni publicyści)? Że możemy się godzić na bezprawne korzystanie z własności intelektualnej, jak to się ładnie nazywa? Że nie powinniśmy temu dawać odporu? Autorzy, których wytworów nikt nie chce wydać albo wydać po raz kolejny, niech umieszczają je w sieci za darmo. Jeśli są twórcy filmowi, którzy mają zapewnioną egzystencję i nie zależy im na kolejnych tantiemach, niech wydają za darmo DVD lub pozwalają na ściąganie ich w internecie (ciekawe jeszcze, co na to producenci). To jest kwestia indywidualnego wyboru. Ale wbrew woli twórcy nie powinno się na to pozwolić.
Nie ulegajmy demagogii, że kradnąc w internecie, uczestniczymy w żywiołowej konsumpcji kultury, która jest za droga w realu. Fakty są takie, że ostatnio zwiększyła się liczba widzów w kinach. Żeby zobaczyć film w kinie, trzeba tam dojechać, wykupić bilet, często dla dwóch osób, do tego kupić coś jeszcze. To nie są małe koszta jak na młodych ludzi, którzy najczęściej wypełniają sale kinowe. Ściągnięcie filmu z sieci jest oczywiście za darmo, ale czy możemy mówić o jakimkolwiek uczestnictwie? Szczególnie w kulturze? Za pośrednictwem komputera?!
Nie ulegajmy fałszywie rozumianej wolności słowa. Nie utożsamiajmy wolności z anarchią i występowaniem przeciwko prawu, bo dojdziemy do ściany. Nie słuchajmy niektórych polityków, którzy najgłośniej teraz krzyczą o kneblowaniu wolności, zapominając, że jeszcze niedawno próbowali nam tę wolność ograniczyć. A publicyści zamiast fascynować się nową kategorią "Oburzonych", niech pomogą im w rozumieniu, czym są prawa własności. I jak należy je szanować. Bo obawiam się, że większość korzystających z internetu nie ma o tym pojęcia. A w przyszłości, kiedy sami zaczną coś tworzyć, mogą mieć pretensje, że to oni są okradani.