http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nie samą sztuką artysta żyje

Wojciech Orliński
2012-01-24, ostatnia aktualizacja 2012-01-25 10:41

The Beatles
The Beatles
Fot. EAST NEWS EAST NEWS

Nie twierdzę, że podoba mi się wszystko w traktacie ACTA. Ale świat całkowicie bezkarnego piractwa będzie światem bez umów, bez zaliczek i bez wydawców. A więc także bez Beatlesów i bez Beethovena.

Wojciech Orliński
Fot. WOJCIECH DUSZENKO / AGENCJA GAZETA
Wojciech Orliński

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Najprostszy sposób, żeby w internecie wszyscy człowieka pokochali, to napisać coś ciepłego o piractwie. Gdy Jacek Żakowski pisał swój komentarz o internecie jako o bibliotece ("Gazeta" z 23 stycznia), marzył chyba bardziej o pozyskaniu jak największej puli "lajków na fejsie", niż o trzymanie się faktów.

Żakowski pisze więc, że „kilkadziesiąt lat temu wymyślono » własność intelektualną «”, co po prostu nie jest prawdą. Własność intelektualna pojawia się w renesansie razem z pierwszymi patentami i sporami dramaturgów elżbietańskich o to, który komu ukradł jaki wątek.

Żakowski wymienia listę twórców ilustrujących jego tezę: "Chopin, Beethoven, Chaplin, Beatlesi, Picasso, małżeństwo Curie". Otóż wszyscy oni działali już w czasach, w których istniało nowożytnie rozumiane prawo autorskie.

Finansowa biografia Beethovena wbrew pozorom nie jest tak bardzo odległa od biografii jakiegoś współczesnego borykającego się artysty. Najpierw pracował on jako pomocnik organisty za - jak dzisiaj byśmy to napisali - "wpis w CV".

Stosunkowo młodo zaczął grać za pieniądze, ale jego ambicją było komponowanie.

Jak wiadomo, w tej branży też w końcu zaistniał, ale gdy spojrzymy na jego biografię, widzimy, że problemy finansowe trwały właściwie przez cały czas. Beethoven wciąż z kimś walczył o pieniądze: z ojcem alkoholikiem o środki na rodzinę, z nieuczciwymi drukarzami, z magnatami, którzy obiecali sponsoring, ale potem nie chcieli płacić, wreszcie z nieautoryzowanymi wykonawcami swych utworów.

Nieprzypadkowo jeden z wczesnych utworów Beethovena nosi tytuł "Złość z powodu zgubionego grosza". Kompozytor dobrze wiedział, ile go kosztowało zarobienie każdego grosza, i potrafił rzewniej opłakiwać zgubioną monetkę niż Kochanowski Urszulkę.

"Ludzie płacili za koncert, nuty, książki, obrazy, odkrycia. Potem mogły one krążyć, być reprodukowane i udostępniane swobodnie. Dopóki między twórcą a odbiorcą nie było korporacji, której jedynym celem jest wynik finansowy" - pisze Żakowski.

To nie do końca pasuje już do Beethovena, bo na przykład umowa z księciem Lobkowitzem przewidywała, że "Eroica" będzie przez początkowo wykonywana wyłącznie u księcia. Umowy na wyłączność to oczywiście drastyczny przykład ograniczania swobody artystycznej, ale być może inaczej "Eroica" by w ogóle nie powstała. Przecież za friko Beethoven by jej nie napisał.

Jeszcze gorzej do tezy Żakowskiego pasuje inny muzyczny przykład z jego tekstu - Beatlesi. Czy między nimi a odbiorcą nie stała nastawiona na zysk korporacja? Tak zdaje się uważać Żakowski.

To na jakiej klatce schodowej Wielka Czwórka pozuje do zdjęcia na słynnej okładce "Please, Please Me"? Zawsze myślałem, że to klatka schodowa wytwórni EMI...

Historia Beatlesów to w ogóle znakomity kontrprzykład do optymizmu, z jakim piractwo traktuje Żakowski. Jeśli dziś wymieniamy ich jednym ciągiem z Beethovenem, to raczej nie dzięki wczesnym utworom ze wspomnianej płyty, typu "Love Me Do".

Żeby móc się skupić na realizacji studyjnych albumów stanowiących kamienie milowe muzyki pop - jak "Sierżant Pieprz" czy "Biały Album" - Beatlesi musieli się uwolnić od przymusu ciągłego koncertowania. To znaczy, że musieli mieć kontrakt z wytwórnią - tak jak Beethoven musiał mieć umowę z Lobkowitzem, żeby mieć czas na spokojne pisanie.

Wytwórnia kieruje się żądzą zysku, a Lobkowitz - żądzą brylowania wśród wiedeńskiej arystokracji. To wszystko, zgoda, mało szlachetne pobudki. Tylko że bez nich nie powstawałyby arcydzieła.

Te i w przypadku Beatlesów, i Beethovena były owocem pewnych konkretnych transakcji, które twórcy zawierali z kimś, kto akurat miał nadwyżkę pieniędzy. Żakowski ubolewa nad "zastępowaniem relacji przez transakcje", ale w obu przypadkach dla tych twórców to było błogosławieństwem.

Beatlesi zresztą niedługo potem spróbowali założyć własną firmę, u podstaw której miały leżeć wyłącznie relacje i ich własna, wiecznotrwała przyjaźń. Zakończyło się to, jak wiadomo, finansowym chaosem i wieloletnimi procesami, w wyniku których doprowadzono do spisania konkretnych transakcji o tym, kto ma prawa do czego i ile się komu należy.

Inaczej to po prostu nie chce działać. Gdy Żakowski pisze o dumie, jaką napawa go to, że jego książki są wypożyczane w bibliotekach, też opisuje świat konkretnych transakcji, na podstawie których te biblioteki mają i te książki, i prawa do ich wypożyczania.

Za darmo ich przecież nie pisał. Własnym sumptem ich też nie wydawał. A więc między nim a biblioteką też była jakaś "instytucja nastawiona na zysk", która podpisała umowę i zapłaciła zaliczkę.

Świat całkowicie bezkarnego piractwa będzie światem bez umów, bez zaliczek i bez wydawców. A więc będzie to także świat bez Beatlesów i bez Beethovena. A także najprawdopodobniej bez Żakowskiego - bo jakoś nie wierzę w to, że z jednakowym entuzjazmem brałby się do pisania za darmo na blogu.

Nie twierdzę, że wszystkie rozwiązania postulowane w ACTA mi się podobają. Nie podoba mi się przede wszystkim przepychanie tak ważnej umowy międzynarodowej bez szerszych konsultacji społecznych. Ale nie podoba mi się także udawanie, że problem piractwa w sieci nie istnieje.

Wolę żyć w świecie z Beethovenem, Beatlesami i Żakowskim, nawet jeśli nie będę przez to idolem Facebooka.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 90
  • 48
  • 22
  • 49
  • 313
  • 257 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    407 głosów

Sposób na to, żebyśmy chcieli pracować dłużej?

Każdy pracujący Szwed dostaje co roku ''pomarańczową kopertę''. Tak ma być też w Polsce

Polskie obozy koncentracyjne po II wojnie światowej

Czy można mówić o ''polskich obozach koncentracyjnych''? Gorący spór o to wywołuje film dokumentalny Pawła Siegera