Trylogia "Millennium" Stiega Larssona ma miliony wielbicieli na całym świecie. Większość zapytana o to, co im się w tych książkach podoba najbardziej, odpowiada: postać Lisbeth Salander!
To postać fascynująca, bo zbudowana na sprzecznościach. Jest jednocześnie bardzo dojrzała i bardzo dziecinna - jak Pippi Langstrump, na której Stieg Larsson tę postać wzorował. Zastanawiał się, jak Pippi radziłaby sobie we współczesnej Szwecji, która potrafi być bardzo opiekuńcza, ale też straszliwie nieczuła wobec ludzi, którzy choć trochę nie pasują do trybów państwowej machiny. Tak wymyślił współczesną Pippi - jako "dziewczynę z tatuażem".
W powieści wieloznaczność pokazać jest łatwo, w filmie - trudniej. Stąd lekki niedosyt, jaki odczuwali widzowie poprzedniej ekranizacji tej samej powieści. Duński reżyser Niels Arden Oplev obsadził w tej roli Noomi Rapace - która
gra bardzo dobrze, ale gra jednak trochę inną postać, zdecydowanie przesuniętą w stronę stereotypu "wysportowanej lesbijki na motocyklu".
To, że w powieści Larssona występują jakieś lesbijki na motocyklach walczące z seryjnymi mordercami, skorumpowanymi oficjelami i ulicznymi oprychami, amerykański reżyser David Fincher wiedział już od sześciu lat. Gdy tylko wyszedł angielski przekład, przyjaciel wręczył mu egzemplarz książki, mówiąc, że jest tu coś z jego ulubionych tematów.
Fincher nie miał jednak głowy do czytania tak grubych książek - i tak z pobieżnego streszczenia wiedział, że przepchnięcie takiego filmu przez Hollywood będzie praktycznie niemożliwe. Wielkie wytwórnie unikają tematów prowadzących do przyznania filmowi oznaczenia "R", czyli "tylko dla widzów dorosłych". A jak wiadomo, przerobienie powieści Larssona tak, żeby nie dostała takiej kategorii, to coś jak zrobienie Bonda jako filmu, w którym nigdy nikt nie pije alkoholu. Da się zrobić, ale nikt nie będzie zadowolony.
W międzyczasie jednak nakręcono skandynawski film, odniósł on sukces w Europie i na świecie - i do wielkich szych w Hollywood dotarło, że ktoś tę amerykańską adaptację jednak będzie musiał zrobić. I pewnie na tym zarobi. Więc kto pierwszy odważy się przełamać tabu - ten wygra.
One też odezwały się więc do reżysera z propozycją: w tej opowieści jest kilka twoich ulubionych tematów. Może chciałbyś to nakręcić?
Fincher wspomina, że pierwszy raz mu się tak przyjemnie rozmawiało z przedstawicielami wielkiej wytwórni. "Ale jesteście świadomi tego, że tam są pewne tematy, o których w Hollywood nie wypada kręcić filmów?" - upewnił się. "Wiemy i bierzemy ryzyko na siebie" - odpowiedzieli ludzie z
Sony. Któż w tej sytuacji by odmówił realizacji filmu?
Poza całą obyczajową niecenzuralnością powieści Larssona Fincher miał jeszcze jeden problem. Amerykańska publiczność niechętnie chodzi do kina na filmy, których akcja umieszczona jest w jakichś dziwnych krajach jak
Szwecja czy Korea, których przeciętny Amerykanin nie umiałby nawet odszukać na globusie.
Myślał o przeniesieniu akcji do
USA - na upartego w okolicach Seattle dałoby się wymyślić jakąś w miarę podobną fabułę z rodziną milionerów i ich tajemniczą posiadłością na odludziu, a nawet zimą byłoby całkiem sporo śniegu - ale gdy przyjechał do Szwecji na pierwsze rozeznanie, uświadomił sobie, jak dużą rolę w tych książkach odgrywa ten kraj jako jeszcze jeden bohater w tle.
- Nie znałem przedtem dokładnie Szwecji, miałem w głowie wiele stereotypów, jak to Amerykanie - przyznaje szczerze Fincher. - Dopiero pobyt w Sztokholmie i zwiedzanie północy kraju uświadomiły mi, jak silny jest ten kontrast. Sztokholm to nowoczesne, kosmopolityczne, tętniące życiem miasto. A jednocześnie wystarczą dwie godziny jazdy na północ, nawet nowoczesnym i wygodnym pociągiem, jakim jedzie Blomkvist - i jesteśmy już w świecie dzikim jak kanadyjska puszcza.
Dopiero zwiedzając Szwecję, Fincher uświadomił sobie znaczenie niektórych scen w książce. Czasem Stieg Larsson traktował coś ze szwedzkiej specyfiki jako zbyt oczywiste, żeby to opisywać - a to wcale nie są rzeczy oczywiste dla obcokrajowca.
- W Szwecji typowe drzwi otwierają się w mieszkaniach do środka, a nie na zewnątrz - podaje konkretny przykład Fincher. - Scenę, w której obcy mężczyzna nagle składa Salander niezapowiedzianą wizytę, amerykański czytelnik wyobraża więc sobie zupełnie inaczej. Wyobraża sobie, że najpierw odbyła się jakaś rozmowa przez uchylone drzwi zabezpieczone łańcuchem. Tymczasem w Szwecji w podobnej sytuacji intruz może po prostu wtargnąć do mieszkania. Dopiero teraz zrozumiałem przerażenie i wściekłość Salander!
Fincher spędził znaczną część życia na północnym zachodzie USA, wydawało mu się więc, że z grubsza wie, co to jest śnieg i lód. W Szwecji jednak i one ma swoją specyfikę - przede wszystkim pojawiają się bardziej niespodziewanie.
Fincher ma opinię reżysera perfekcjonisty. Słońce nigdy dla niego nie jest dość jasne, a noc wystarczająco ciemna - współpracujący z nim operator Jeff Cronenweth ciągle musi stosować dodatkowe efekty.
Mieszkańcy Sztokholmu mieli w pewien ponury listopadowy dzień sporo śmiechu, obserwując, jak Amerykanie polewają wodą biednego Daniela Craiga, kręcąc scenę, która ma miejsce podczas deszczu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że tego dnia naprawdę w Sztokholmie padał deszcz - ale po prostu prawdziwy deszcz też nie jest dla Finchera dostatecznie mokry.
Jednak pewnego dnia na planie Fincher obudził się, podszedł do okna i zobaczył, że cała okolica pokryta jest świeżym śniegiem. Śnieg był tak idealnie biały i puszysty, jakby nie był prawdziwy, tylko wyprodukowano go specjalnie do filmu Finchera.
Natychmiast uprzedził całą ekipę przez walkie-talkie, żeby nikt nie wychodził z przyczepy bez pozwolenia, i wymyślił nowy plan dnia pozwalający wykorzystać naturalne piękno szwedzkiej natury. W ten sposób w Szwecji Fincher po raz pierwszy zobaczył prawdziwy widok równie wysmakowany wizualnie jak
kadry w jego filmach.
Lód okazał się większym problemem. W powieści - a więc także w filmie - mamy kilka niebezpiecznych scen pościgów na motocyklu. Jak bardzo są niebezpieczne, Fincher uświadomił sobie dopiero podczas kręcenia. Lód i motocykl to bardzo niebezpieczna kombinacja, a zimą w Szwecji lód potrafi się na drodze pojawić nagle, bez uprzedzenia, nawet w centrum Sztokholmu - dopiero wtedy można było zrozumieć całą grozę niektórych scen...