Zobacz podsumowanie najlepszych albumów 2011 roku przygotowane przez muzycznych dziennikarzy "Gazety". Ale w takich zabawach jest też sporo sensu. Podsumowanie dokonane z perspektywy czasu pozwala zweryfikować oceny wystawiane płytom tuż po premierze. Skonfrontowanie ze sobą typów krytyków o różnych gustach - zobiektywizować poglądy na mijające 12 miesięcy. A samo finalne zestawienie - wychwycić trendy.
Oczywiście nie wszystkie. W zestawieniu zabrakło artystów, którzy żadnego albumu już nie wydadzą. W tym roku pożegnaliśmy dwie wielkie formacje -
R.E.M. oraz
The White Stripes. Wydarzeniem 2011 r. była śmierć Amy
Winehouse. Wydany niedawno jej pośmiertny album "Lioness: Hidden Treasures" wywołał wiele dyskusji. Akurat w oczach krytyków "Gazety" nie zyskał akceptacji. Nie trafił do najlepszej dziesiątki.
W "Gazecie" listę dziesięciu najlepszych polskich i zagranicznych płyt zrobiliśmy w tym roku po raz pierwszy. I od razu jest ciekawie.
Polska dziesiątka to pełen przekrój tego, co ważne na naszej scenie muzycznej. Jest alternatywny pop,
muzyka gitarowa w różnych odmianach, trochę nowego jazzu, granie klubowe, elektroniczne i hip-hop. Wszystko najwyższej próby.
Znaczące natomiast, że w tym zestawieniu na weteranów wyrośli nagle Nosowska i C.K.O.D. I że skutecznie rywalizowali z nimi wykonawcy nowi i niszowi, jak Ballady i Romanse czy R.U.T.A. Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy na polskiej scenie muzycznej doszło właśnie do zmiany warty, plebiscyt "Gazety" jest tego najlepszym dowodem.
Widać to zwłaszcza w hip-hopie. Jest Łona, nie ma gwiazd takich jak O.S.T.R. czy Fisz i Emade. Oni też wydali w 2011 r. świetne płyty. Zebrali u nas sporo głosów, za mało jednak, by załapać się do dziesiątki. W tej zmianie warty nie biorą jeszcze udziału reprezentanci szeroko rozumianego niezależnego rocka. Ale i oni mają swoje miejsce. Twilite, Nerwowe Wakacje, Kyst, choć nie trafiły do zestawienia, zostały przez nas dostrzeżone.
Podobnie lista zagraniczna - druga mocna i zróżnicowana stylistycznie dziesiątka. Od razu rzuca się w oczy, że bardzo mało w niej muzyki stricte gitarowej. Indie rock jest w odwrocie. Dominuje eklektyzm, różnorodność, estetyczna i brzmieniowa ambiwalencja. Taka jest zwycięska płyta - "Let England Shake" PJ Harvey.
Taki jest również największy przegrany naszego plebiscytu - wydany przez Bon Iver album "Bon Iver". Najbardziej kontrowersyjne być może dzieło mijających 12 miesięcy u nas nie znalazło się nawet w dziesiątce. Zabrakło mu głosów. W paru innych zestawieniach (także polskich) to płyta roku. Podobnie byłoby, gdyby przyszło nam wskazać najlepsze koncerty. Było ich tak dużo, że i tu nie uniknęlibyśmy takich niespodzianek. Najwyraźniej rok 2011 dostarczył aż tyle dobrej muzyki, że w wyborze najważniejszych wydarzeń trudno o jednomyślność.