W rokrocznie obleganej kategorii "Rany boskie!" bezapelacyjnie zwycięża "Coś", remake kultowego horroru s.f. z lat 80. Oryginał w reżyserii Johna Carpentera zdumiewał świeżością pomysłu, budowaniem napięcia i nowatorskimi efektami specjalnymi. Wartość dodaną stanowiła atmosfera izolacji podszyta furą egzystencjalnych lęków wyrażonych w pytaniach: "czy ja to ja?" i "czy on to on?". W nowej odsłonie nie ma po tym śladu. W zamian jest bezładna bieganina po śniegu i nieznośni bohaterowie - żal doprawdy, że nie zostali zjedzeni jeszcze przed napisami początkowymi. Ten film po prostu nie powinien był powstać i gdyby tak się stało, w tej samej kategorii zwyciężyłby... John Carpenter za film "Oddział" - o duchach dręczących piękne zadbane kobiety, których, jak wiemy, w każdym psychiatryku jest zatrzęsienie.
Nagroda "Wielkiej zrzyny" wędruje do Taylora Lautnera, gwiazdora przesławnego "Zmierzchu" próbującego aktualnie zrzucić skórę wilkołaka. Film "Porwanie" zrealizowano, rozszarpując zwłoki sympatycznej trylogii o Bournie z Mattem Damonem. Oto przeciętny amerykański nastolatek zainteresowany głównie sportem i trzymaniem za ręce kolejnych dziewczyn dowiaduje się, że wcale nie jest przeciętnym nastolatkiem, lecz synem superagenta wychowywanym przez przybranych rodziców. Już tu pokazuje, na co go stać, a w sequelu pewnie w pojedynkę podbije
Iran i wyciągnie się za włosy z bagna.
W kategorii "Jak najszybciej zapomnieć" w cuglach wygrywa Jason Momoa, etatowy barbarzyńca naszych czasów oddelegowany najpierw do roli Khala Drogo w "Grze o tron", a następnie Conana. Premierę filmu wielokrotnie przekładano, twórcy zapewniali, jakie to szykują arcydzieło, jednak już początek nowego "Conana barbarzyńcy" ustawia perspektywę seansu. Oto Ron Perlman z doklejoną brodą przyklęka nad żoną śmiertelnie ranioną w jakiejś wojennej zawierusze. Konająca ma życzenie - chciałaby zobaczyć swojego nienarodzonego jeszcze syna. Perlman przychyla się do tej prośby i wycina malca z jej brzucha. Rodzina tuli się czule, jak na barbarzyńców przystało. Przez następne półtorej godziny Conan posyła w zaświaty miliardy wrogów, ugania się za jakąś maską i snuje rozważania na temat metafizyki broni białej.
"Brązowa kicha" należy się załodze "Czarnej Perły". Pierwsza część "Piratów z Karaibów" tchnęła życie w - wydawało się - zastygłą formułę kina przygodowego, dwie następne trzymały poziom, no a czwarta mogła być po prostu wspaniała. Z obsady odpadli słabi aktorzy, pojawili się Penelope Cruz oraz sam Ian McShane jako kapitan Czarnobrody. "Na nieznanych wodach" to poprzednie części odbite w brudnej kałuży - anemiczna reżyseria i dziwaczny montaż odbierają energię nawet dobrze pomyślanym scenom. Johnny Depp powtarzający te same żarty przypomina zdolnego klauna umęczonego swoją
pracą.
"Srebrna kicha" trafia w niebieskie ręce smurfów. Z nieznanych przyczyn twórcy postanowili przerzucić te skrzaty do Nowego Jorku. A wszystko oczywiście z myślą o dzieciach oraz pieniądzach rodziców. Lepiej maluchowi kupić pod choinkę "Noc żywych trupów" albo "Requiem dla snu". Wszystko, tylko nie to. Smurfy doskonale odnajdują się w nowych realiach i zjednują sobie sympatię młodego geniusza reklamy i jego żony. Gdybym zobaczył bandę niebieskich skrzatów demolujących mój dom, niezwłocznie zadzwoniłbym po Gargamela. Ale właśnie Gargamel stanowi tutaj kłopot. Tę rolę powierzono Hankowi Azarii wsławionemu podkładaniem głosów w "Simpsonach". Biedaczyna - z doklejonym nosem i tandetną łysiną miota się po ekranie. Po takim występie wszyscy laureaci Złotych Malin mogą odesłać swoje statuetki na adres tego pana.
Zwycięzca może być tylko jeden. "Zielona Latarnia" stanowi nie tylko widomy dowód kryzysu toczącego segment superbohaterski. Twórcy winni zostać ukarani za demoralizowanie społeczeństwa. Z filmu dowiadujemy się, że nie warto być dobrym człowiekiem, gdyż takiemu grozi wiele niebezpieczeństw. Np. uprowadzenie przez kulę z kosmosu. Na obcej planecie wcisną nań idiotyczne wdzianko, obiją na treningach, upokorzą gorzej niż w wojsku, a na koniec każą walczyć z ogromną brzydką głową pałaszującą inne Zielone Latarnie. Człowiek rozumny zrobi wszystko, aby takiego losu uniknąć - będzie kradł, donosił i nałogowo zdradzał żonę. W ten sposób rodzi się generacja Jokerów, od których żaden Batman nas nie uratuje.