Przeczytaj: Lista bestsellerów ''Gazety Wyborczej ''
Gombrowicz, który Nobla ostatecznie nie dostał (w październiku 1968 r. przegrał z Japończykiem Kawabatą, a rok później już nie żył), oczekiwanie na decyzję Komitetu Noblowskiego opisał następującymi słowami: "W dniu, w którym miał zapaść wyrok, moja godność była szmatą, moja suwerenność głupstwem. Dolary, dolary, dolary". To, co dla czytelników jest radosną literacką olimpiadą, przebierającym nogami pisarzom przypomina więc raczej krwawą jatkę rodem z rzymskiej areny.
Ludziom pióra, którzy w tym okresie nie mogą sobie poradzić z negatywnymi emocjami, przychodzi z pomocą szwedzki, bo jakżeby inaczej, kryminał Lizy Marklund "Testament Nobla" (10. miejsce w zestawieniu bestsellerów literatury pięknej), w którym przewodniczący Komitetu Noblowskiego pada ofiarą bezwzględnej morderczyni podczas bankietu uświetniającego wręczenie najważniejszego lauru świata.To, że w dzisiejszym świecie liczba pisarzy dogania ponoć liczbę czytelników, tłumaczy być może niezwykłe powodzenie tej książki.
Spór, czy nagrody literackie odgrywają rolę pozytywną (nadają artystom słowa niemal boską rangę, zwracają uwagę świata na ciekawe zjawiska literackie), czy wręcz przeciwnie (wprowadzają do niewymiernej literackiej dziedziny rywalizację rodem z konnych wyścigów), jest tak stary jak historia ich przyznawania. Z perspektywy listy bestsellerów widać w każdym razie, że wieści o ich malejącej roli w naszym pozbawionym wyrazistych hierarchii, zdecentralizowanym świecie są mocno przesadzone. Trzy wartościowe pozycje październikowej listy przynajmniej w jakiejś mierze zawdzięczają obecność na niej magii nagród: "Marzenie Celta" ubiegłorocznego noblisty Mario Vargasa Llosy (literatura piękna, miejsce 2.), "Mapa i terytorium" Michela Houellebecqa uhonorowana w ubiegłym roku Nagrodą Goncourtów (miejsce 4.), no i "Pióropusz" Mariana Pilota (miejsce 12.). Ta ostatnia potwierdza rangę
Nike jako jedynej nagrody w Polsce, która jest w stanie wypromować wybitną, choć niełatwą książkę mało znanego dotąd autora. No jak tu, chociaż trochę, nie lubić nagród?