http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Miasto należy do nas!

Dorota Jarecka
2011-10-13, ostatnia aktualizacja 2011-10-13 17:10

Wjazd na osiedle Marina Mokotów w Warszawie
Wjazd na osiedle Marina Mokotów w Warszawie
Fot. Bartosz Bobkowski / AG

Codziennie pokonuję pewną warszawską, bardzo uczęszczaną trasę i za każdym razem się zdumiewam: oto jedno z luksusowych warszawskich osiedli o nazwie, którą kiedyś określano obrazy przedstawiające bezkresne morskie pejzaże. Lecz to, co widzę, boleśnie przeczy wyobraźni - wzdłuż osiedla Marina ciągnie się tandetny płot. Ma dwie funkcje, obie pewnie niezbędne, by zachować ekskluzywność osiedla: maskowanie i zarabianie pieniędzy.

Dorota Jarecka
Fot. Adam Kozak / AG
Dorota Jarecka
ZOBACZ TAKŻE
Z poziomu ulicy płot całkowicie zasłania tę wielohektarową dzielnicę, nie każdy ma prawo tam za darmo patrzeć. Poza tym inne płoty sobie stoją i nic nie robią, darmozjady! Ten cały czas na siebie zarabia. Na ogrodzeniu Mariny ogłaszają się kolejne podobne do niej Mariny, na pewno też grodzone płotem, który znów będzie reklamował następne Mariny i tak bez końca. Jak w matrioszce albo w hipertekście. Z jednego zamkniętego świata możemy się przedostać do drugiego, pod warunkiem wpłaty zaliczki.

Fenomen grodzonego osiedla to jeden z tematów festiwalu "Warszawa w budowie" organizowanego przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej. To rozciągnięta w czasie, wielopostaciowa struktura złożona z warsztatów, dyskusji, wykładów, wycieczek (np. 15 października jest wyjazd do Centrum Handlowego na Wólce Kosowskiej, ja byłam zwiedzać wilanowskie upadające szklarnie), a także "departamentu propozycji" - czyli spotkań, podczas których ludzie mogą zgłaszać swoje pomysły na miasto lub dzielnicę.

Organizatorzy uznają, że najważniejsza jest aktywizacja obywateli, kluczem jest hasło "partycypacja". To wydaje się wspaniałe: nie ma już widza, jest partner, uczestnik. I ja też wzięłam w czymś takim udział. Ludzie z Okręgowej Izby Urbanistów w Warszawie uczyli nas, jak czytać miejscowy plan zagospodarowania, naszym zadaniem było zaprojektowanie rewitalizacji parku Świętokrzyskiego przy Pałacu Kultury. Są też warsztaty, gdzie można się nauczyć, jak założyć spółdzielnię mieszkaniową.

To wspaniała rozrywka, ale co z tego wyniknie? Kolejny festiwal za rok? Czy jakaś poważniejsza zmiana? Jestem pewna, że ćwiczenia partycypacyjne nie są tylko zabawą i że wreszcie powstanie jakiś nowy ruch Oburzonych, którzy zaprotestują przeciw grodzeniu osiedli, prywatyzacji ulic i maskowaniu miasta przez reklamę. Którzy zażądają przywrócenia ulic, chodników, parków i placów.

Mam w oczach wielkoformatową, katastroficzną fotografię Zbigniewa Libery "Wyjście ludzi z miasta": w szmatach, pchając przed sobą wózki i graty, wychodzimy ze zdegradowanej miejskiej przestrzeni, ze śmietnika, w który je zamieniliśmy. To wizja straszna, ale myślę, że będzie odwrotnie. Jeszcze kilka takich warsztatów, wycieczek i dyskusji, i będziemy krok od zmiany, bo od uzyskania świadomości do protestu jest już bardzo blisko.

W ramach festiwalu wykład o aktywizacji publiczności wygłosił Marc Sands z brytyjskiej galerii Tate. W wywiadzie dla "Gazety" tak mówi o przestrzeni galerii, zwłaszcza tej otwartej, nowoczesnej Tate Modern w Londynie i ludziach, którzy ją odwiedzają: "My tę przestrzeń urządzamy, ale ona należy do nich". I tak powinno brzmieć dzisiejsze wezwanie do architektów, urbanistów, ale przede wszystkim do władz odpowiedzialnych za urynkowienie i prywatyzację przestrzeni polskich miast: "Wy ją urządzacie, ale ta przestrzeń należy do nas!".

Program festiwalu: warszawawbudowie.pl.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':