http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Cheerleader kontra dinozaur

Tomasz Lis
2010-03-11, ostatnia aktualizacja 2010-03-16 15:37

"TVP jest dinozaurem, nie ratujmy go", powiedział w wywiadzie dla jednego z brukowców medioznawca, prof. Wiesław Godzic. Cóż, oczekiwałbym od profesora i medioznawcy zdecydowanie bardziej wyrafinowanej recepty na kłopoty publicznej telewizji, nawet jeśli nie jest on dyskretny w swych przejawach uwielbienia dla konkurencyjnej TVN

Tomasz Lis
Tomasz Lis
O tym, że TVP ma problemy i że wielu ma problem z TVP, wszyscy wiemy. Wiedzą też politycy, o czym świadczą kolejne projekty ustaw oraz wypowiedzi prezydenta i premiera. Wiedzą to również twórcy i obywatele, którzy przygotowali własny projekt.

Pomysły na to, co zrobić w sprawie TVP, są różne - lepsze, gorsze. Jest wśród nich pomysł zaorania TVP. Jest on nawet logiczny oraz godzien naśladowania. Logiczny, bo skoro instytucję trudno zreformować, to trzeba ją zbombardować. Godzien naśladowania, bo podobnie moglibyśmy rozwiązać problemy niesprawnej służby zdrowia, powolnych sądów i Powolnych Kolei Państwowych. Ktoś powie, że publiczna telewizja istnieje i ma się dobrze w Niemczech, w Szwecji czy we Francji (nieźle mają się w tych krajach także służba zdrowia, sądy i koleje). Ale u nas najwyraźniej tak być nie może, a więc zaorać!

Problem z hasłem "nie ratujmy dinozaura" jest dwojaki. Po pierwsze w kraju, w którym wielu obywateli ma niejakie problemy ze zrozumieniem najprostszych komunikatów w programach informacyjnych, w którym zaangażowanie obywateli w sprawy publiczne jest minimalne, w którym standardy estetyczne lecą z roku na rok na buzię, pomysł unicestwiania dokładnie tej instytucji, która mogłaby z tym walczyć, jest kuriozalny.

Po drugie nie jest najlepiej, gdy zgłasza ten pomysł ktoś, kto od lat jest cheerleaderem konkurencyjnej stacji. Pan Godzic poparł TVN, gdy ta wystosowała do Komisji Europejskiej skargę na TVP za korzystanie i z abonamentu, i z wpływów reklamowych. Gdy pojawił się sondaż wskazujący, że według Polaków TVP wypełnia misję, profesor wyjaśnił, że "Polacy mają problem z rozróżnieniem, co jest telewizją publiczną, a co nie". Gdy TVP wprowadzała na antenę nowe programy publicystyczne, orzekł, że nie ma ona nic do zaproponowania, za to sztandarowy program publicystyczny TVN jest nowatorski. Dwa lata później, gdy TVN zapowiedziała zdjęcie owego nowatorskiego programu z anteny, orzekł z kolei, że jego formuła się przeżyła, a w ogóle to "TVN wyprzedza tendencje". To nie jest nic przeciw stacji TVN. Skoro ma takiego sojusznika, to z jego usług skwapliwie korzysta i się od pochlebstw nie odcina. Pan profesor powinien się jednak trochę mitygować. Ot tak, dla niepoznaki.

Ciekawe, że wywiad z profesorem, określonym w tabloidzie jako "znawca wybitny", ukazał się dokładnie pięć dni po tym, gdy stwierdził on, że wysokie odszkodowania za łamanie prawa przez tabloidy są niesłuszne, bo zagrozi to ich egzystencji. I kilka tygodni po tym, gdy stwierdził, że w sprawie senatora Piesiewicza "Super Express" nie przekroczył żadnych granic.

Ciekawe, jak owe deklaracje mają się do wcześniej wypowiadanych przez pana Godzica opinii: "Tabloidy grają na najniższych instynktach", "przedstawiają sensacyjno-prostacki obraz świata" i "świadomie balansują na granicy prawdy i nieprawdy". Olaboga, jakiej straty doznałaby publika, gdyby nie mogła się zapoznać z prostackim obrazem świata oraz gdyby przestano grać na jej najniższych instynktach. Nie, tabloidy muszą żyć. Tylko dinozaur pod nazwą TVP musi zdechnąć. Jak już tak będzie, to kształcona przez tabloidy publiczność nie będzie miała problemu z odróżnieniem tego, co jest telewizją publiczną, od tego, co nią nie jest.

Godzic mówi w wywiadzie, że telewizje przechodzą z ery broadcasting do ery narrowcasting, czyli tłumacząc z lekka prostacko - z nadawania szerszego na węższe. Czy jednak wraz z tą tendencją musi się ujawniać i inna - zamiast spojrzenia szerokiego wąskie i skrajnie jednostronne? Może, jest jednak dość żenujące i smutne, że ujawnia się ona u profesora i medioznawcy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    24 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':