Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Umowa został podpisana wczoraj w wielkim pośpiechu. Orzeł niespodziewanie zwołał posiedzenie zarządu na godz. 15. Wtedy na Woronicza podejrzewano, że za chwilę Orzeł może przestać być prezesem - bo na wieczór zaplanowano posiedzenie rady nadzorczej. I rzeczywiście: rada nadzorcza zawiesiła cały zarząd. Ale wcześniej zdążył przywrócić Pospieszalskiego.
Tyle zabiegów w sprawie jednego programu? Bo prezes
PiS Jarosław Kaczyński publicznie mówił, że zdjęcie z anteny Pospieszalskiego to "domknięcie procesu systemowych czystek w mediach publicznych, to nie ma nic wspólnego z misją mediów publicznych, którą powinny pełnić".
Szef redakcji publicystyki
TVP 1 Przemysław Wojciechowski w rekomendacji powrotu Pospieszalskiego na antenę napisał: "Program reprezentuje poglądy znaczącej część widzów TVP. Posiada wierną widownię. Porusza szereg tematów nieobecnych w innych programach publicystycznych".
Według portalu wirtualnemedia.pl, "Warto rozmawiać" w ostatnim pół roku gromadziły przed telewizorami średnio 630 tys. widzów. A program Tomasza Lisa (nadawany w TVP2, ale o znacznie lepszej porze, tuż po hicie Dwójki "M jak miłość") oglądało średnio 2,64 mln widzów.
I tak zarząd już po godz. 16 wyraził zgodę na podpisanie umowy z firmą Rewolta na produkcję 30 odcinków "Warto rozmawiać", każdy po 45 minut. Jak wynika z dokumentu podpisanego wczoraj przez prezesa Orła, w sumie TVP wyda na te 30 odcinków 1 mln 868 tys. zł (netto). Rewolta dostanie 1 mln zl (netto).
Jeden odcinek będzie telewizję kosztować 61,5 tys zł (netto). Z tego Rewolta dostanie 33,5 tys zł, w tym ok. 6 tys. zł to honorarium prowadzącego program. Reszta - 28 tys. zł - to koszt telewizji. Z nieoficjalnych rozmów z telewizyjnymi producentami wynika, że "Warto ..." to dość droga produkcja (ale nie najdroższa), m.in. ze względu na wysoką stawkę prowadzącego. Dla porównania dwaj prowadzący "Mam inne zdanie" (nowy program publicystyczny w "Jedynce"), czyli Marek Zając i Krzysztof Ziemiec dostają honoraria prawie o połowę niższe.
Wniosek o powrót na antenę "Warto ..." był już gotowy w środę, ale nie podpisała go szefowa "Jedynki" Iwona Schymalla. Nic dziwnego, to ona zdjęła ten program na jesieni.
Dlatego w dokumencie "Wniosek do decyzji zarządu spółki TVP SA" w rubryce "wnioskodawca" nazwisko Schymalli zostało ręcznie przekreślone, a w rubryce "podpis dyrektora/wnioskodawcy" pieczątkę przystawił i się podpisał... prezes Orzeł.
Szef biura planowania i kontroli Mariusz Ręciak wniosek podpisał, ale z zastrzeżeniem, bo "do wniosku nie dołączono oceny efektywności ekonomicznej audycji". Brak podpisów trzech dyrektorów: biura koordynacji programowej, biura marketingu i biura reklamy i handlu.
Czy zatem decyzja jest ważna? Są wątpliwości, bo zgodnie z telewizyjnymi procedurami wniosek powinni podpisać wszyscy dyrektorzy. Może więc nowy zarząd zdąży tę umowę unieważnić, zanim program Pospieszalskiego ukaże się na antenie? Dziś zbiera się nowa rada nadzorcza i zapewne deleguje kogoś ze swojego składu do zarządu.
Jeszcze zanim zarząd został zawieszony, podjął aż 11 decyzji personalnych w sprawie obsady najważniejszych biur TVP, m.in. biura programowego, biura bezpieczeństwa, administracji. Zdążył też przywrócić Stanisława Janeckiego (kiedyś szefa propisowskiego "Wprost") na wiceszefa TVP 1.