- Tak, wybieram się w poniedziałek do pracy - mówi "Gazecie" Tejkowski. - Żeby nikt mi nie zarzucił, że pracy unikam.
W poniedziałek 28 lutego kończy się drugie trzymiesięczne zawieszenie dwóch związanych z PiS prezesów telewizji publicznej: Romualda Orła i Przemysława Tejkowskiego (zawiesili ich niedawni koalicjanci z
SLD). Ale nie jest jasne, czy do pracy mają wrócić już 28 lutego rano, czy dopiero 1 marca. A to zasadnicza różnica, bo rada nadzorcza
TVP, która chce znów zawiesić Orła i Tejkowskiego zbiera się dopiero 28 lutego późnym południem.
W uchwale rady nadzorczej zawieszającej Orła i Tejkowskiego z 25 listopada 2010 r. zapisano, że zostają zawieszeni "na 3 miesiące począwszy od 28 listopada". Według wpisu w Krajowym Rejestrze Sądowym są zawieszeni "do 28 lutego". Rzecznik TVP Andrzej Siwek powiedział nam, że biuro zarządu interpretuje, że są zawieszeni do północy 28 lutego.
Paweł Paluch, członek zarządu (z rekomendacji lewicy): - Jest problem interpretacji uchwały rady nadzorczej. Jeszcze nie wiem, czy w poniedziałek prezesi Orzeł i Tejkowski mogą zacząć urzędowanie. Musimy wyjaśnić to z prawnikami.
Bogusław Szwedo, b. szef rady nadzorczej TVP (z rekomendacji PiS): - Teoretycznie jest taka możliwość, że mogą wrócić do pracy 28 lutego rano.
Przewodniczący rady Grzegorz Borowiec (reprezentuje skarb państwa): - Kodeks cywilny jest tu precyzyjny, zawieszenie kończy się 28 o północy. Nie sądzę, by prezesi chcieli działać niezgodnie z prawem.
Ale na Woronicza rozważany jest najczarniejszy scenariusz: Orzeł i Tejkowski wracają rano w poniedziałek do pracy i przejmują władzę.
- Czy rano w poniedziałek będzie pan zawieszony, czy już odwieszony? - pytam Tejkowskiego.
Tejkowski: - Nie wiem, ale słyszałem o tej interpretacji, że 28 lutego rano już będę odwieszony. Na pewno nie będę podejmował decyzji bez umocowania prawnego. Sprawdzę w biurze zarządu, jaka jest moja sytuacja.
Do prezesa Orła nie udało nam się dodzwonić. Tejkowski twierdzi, że się z nim nie kontaktuje, bo mieszkają daleko od siebie (pierwszy na północy, drugi na południu Polski).
Teraz w TVP rządzi lewica, czyli p.o. prezesa Bogusław Piwowar (oddelegowany z rady nadzorczej) i Paluch. Orzeł jako prezes ma prawo zwołać zarząd. Nawet jeśli Piwowar i Paluch się nie stawią, zarząd może podejmować decyzje.
Jakie? - Obawiamy się, że przywróci programy zdjęte z anteny, gdy lewica wyrzuciła prawicę z TVP - mówi "Gazecie" jeden z dyrektorów.
Listę tych programów łatwo ustalić. Prezes PiS Jarosław Kaczyński wymienia je jednym tchem: "Warto rozmawiać" Jana Pospieszalskiego (właśnie ukazał się ostatni odcinek), "Misję specjalną" Anity Gargas, "
Bronisław Wildstein przedstawia" (zdjęte przed kilkoma miesiącami). - Programy te znikają bez jakiejkolwiek merytorycznej argumentacji. Jedynym powodem są poglądy autorów audycji - tak Kaczyński broni zwolnionych dziennikarzy.
Jak w kilka godzin można te programy przywrócić na antenę? - pytam stare telewizyjne wygi.
- To nic trudnego - mówią - wystarczy podpisać dobry kontrakt, np. z klauzulą, że za zerwanie
telewizja wypłaci ogromne pieniądze. Były już takie kontrakty.
- Gdyby więc teoretycznie nowi prezesi podpisali podobne kontrakty z kilkoma osobami, telewizji nie byłoby stać na ich zerwanie - mówi "Gazecie" jeden z byłych finansowych dyrektorów.
Nie jest jasne, czy rada nadzorcza w poniedziałek raz jeszcze zawiesi PiS-owskich prezesów. - Podobno Ordynacka chce się zemścić na PO za to, że w
KRRiT nie dochodzi do kompromisu i lewica nie dostaje prawie połowy miejsc w nowej telewizyjnej radzie nadzorczej. Dlatego chce na złość Platformie wpuścić PiS do TVP - spekuluje jeden z redaktorów na Woronicza. - Jeśliby tak się stało, to Orzeł i Tejkowski wróciliby tu na dłużej.