Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
To były współpracownik "Gazety Polskiej" i telewizyjnej "Misji specjalnej". Stanowisko w Radiu Merkury objął półtora miesiąca temu. Krzyże na jego polecenie wieszali pracownicy administracji. Jeden zawisł w gabinecie prezesa, dwa w miejscach narad redakcji. Na wczorajszym zebraniu krzyże podzieliły załogę.
- Było tak, jakbym słyszał okrzyki na Krakowskim Przedmieściu - mówi jeden z dziennikarzy.
Część zebranych argumentowała: - W rozgłośni pracują niewierzący i zawieszanie krzyży akurat teraz, gdy w Warszawie trwa gorący spór o krzyż, jest niewłaściwe.
Zwolennicy krzyża odpowiadali: - W latach 80. ludzie stawali w obronie krzyży. A teraz komuś to przeszkadza. Radiowcy nie chcą ujawniać nazwisk, bo dziennikarz "Gazety" znalazł się na czarnej liście prezesa, więc rozmowa z nim grozi nieprzyjemnościami.
Rdesiński odmówił rozmowy. Na nasze pytania odpowiedział e-mailem: "Dwa krzyże zawisły w miejscach ogólnodostępnych. Taki stan rzeczy nie spodobał się części załogi. Pragnąc uniknąć konfliktu i niepotrzebnych emocji ( ), podjęto decyzję o ich przeniesieniu". W efekcie krzyże znajdą się w pomieszczeniach "osób, które sobie tego życzą". Gdzie? Nie wiadomo. Prezes zakup krzyży postrzega jako "uhonorowanie ważnego symbolu związanego z naszą tożsamością narodową i kulturową".
- Mamy do czynienia z instrumentalnym użyciem krzyża. Argumentacja prezesa dowodzi, że jest to zagranie polityczne, podobnie jak w przypadku Krakowskiego Przedmieścia. To kolejny dowód na to, że przed nami bardzo długa i ostra debata o miejscu krzyża w przestrzeni publicznej - komentuje prof. Rafał Drozdowski, socjolog z UAM.
- Jeśli pracownicy
radia chcieliby powieszenia krzyży, to mieli na to 20 lat. Przez ten czas nikt takiej potrzeby nie zgłosił. Decyzję odbieram jako wsadzenie kija w mrowisko i chęć podzielenia załogi - mówi prof. Tomasz Naganowski, specjalista prawa prasowego i członek rady nadzorczej Radia Merkury.