Bartek Kalinowski śpiewa i
gra na gitarze w sopockich klubach. Słynie z tego, że potrafi od ręki napisać piosenkę na każdy temat. Swoją twórczość publikuje w internecie. W 2006 roku w trakcie kampanii samorządowej zadzwonili do niego działacze
PiS.
- Chcieli, żebym napisał dla nich piosenkę. Michał Rachoń (działacz sopockiego PiS) tłumaczył, że ma być o tym, że Sopot jest źle zarządzany, że dworzec brudny, że molo się rozpada - opowiada nam Kalinowski. - Zgodziłem się za 5 tys. zł.
Piosenka nosi tytuł "Requiem dla układu sopockiego". Kalinowski śpiewa m.in. "W Krzywym Domku, uwierz mój ziomku, całkiem legalnie zrobili pralnię. (...) Poniżej w Spacie złodziej na etacie, wiecznie są zdrowi artyści reżimowi, czyta Wojciech Fułek (wiceprezydent Sopotu) wiersze bardzo czułe, Karnowski sprośnie popsuł mu przenośnię". I refren: "Lala, lala, lala, ten układ się rozwala". PiS nakręcił do piosenki teledysk. Sceny z udziałem Karnowskiego i Fułka, przeplatają się z ujęciami działaczy PiS prezentującymi transparenty: "Karnol napraw molo", "Korupcja", "Karnowski do dymisji".
- Klip będziemy pokazywać na spotkaniach z wyborcami - mówił nam wtedy Michał Rachoń.
- Nic mi nie zapłacili. Powiedziałem im wtedy: nie macie kasy, to załatwcie mi robotę - mówi Kalinowski. - Nic do nich nie mam, bo się wywiązali. Po kilku telefonach Rachoń załatwił mi pracę w publicznym
radiu.
Michał Rachoń był wtedy rzecznikiem szefa
MSWiA. Kalinowski został dziennikarzem Informacyjnej Agencji Radiowej w lutym 2007 roku, gdy w Polskim Radiu, z nadania PiS, rządzili Krzysztof Czabański i Jerzy Targalski.
- Panował tam jakiś chaos totalny. Pałętałem się po korytarzach, kilka razy wysłali mnie do Sejmu - wspomina Kalinowski. - Po pół roku mnie zwolnili. Zarabiałem jakieś dwa tysiące. Takie zeznania artysta złożył kilka dni temu na procesie między europosłem PiS Jackiem Kurskim a Jackiem Karnowskim. Proces prezydent wytoczył Kurskiemu za słowa, że "Sopot jest miastem bezprawia". Kalinowski był świadkiem Kurskiego.
- Jedni i drudzy mają swoje układy, ja nie jestem w żadnym z nich. Piosnkę napisałem dla jaj. Właśnie skończyłem inną, jak zostałem PiS-owskim bardem - śmieje się Kalinowski.
Z Michałem Rachoniem nie udało nam się skontaktować. - Wezwałem pana Kalinowskiego na świadka, bo po napisaniu piosenki o Karnowskim dostawał groźby. Nie chcę komentować tego, co mówił na rozprawie, bo na niej nie byłem - stwierdza
Jacek Kurski.