Wśród nich mogli być więźniowie podejrzewani o terroryzm - uważa Helsińska Fundacja Praw Człowieka, która monitoruje sprawę tzw. tajnych więzień
CIA w Polsce. Fundacja opublikowała na swojej stronie pismo, które 23 lipca dostała z Komendy Głównej Straży Granicznej. Dokument - napisała o nim wczoraj "Rzeczpospolita" - jest bardzo ważnym dowodem w dochodzeniu mającym potwierdzić lub zaprzeczyć informacjom, że na początku wojny w Afganistanie władze polskie zgodziły się na przewożenie przez nasz teren i przetrzymywanie więźniów CIA, którzy mogli być tutaj przesłuchiwani.
Dokument od straży granicznej potwierdza, że od grudnia 2002 do września 2003 r. wynajęte przez CIA samoloty siedem razy lądowały na lotnisku wojskowym w Szymanach i że przyleciało nimi 20 pasażerów. Skąd przypuszczenie, że wśród nich byli więźniowie? Bo nie zgadza się liczba tych, którzy brali udział w dalszym locie. I tak 5 grudnia 2002 r. z ośmiu pasażerów nie poleciał dalej żaden, a 8 lutego z siedmiu zostało w Polsce czterech itd. W sumie takich przypadków było 16.
Stawia to pod znakiem zapytania tłumaczenia amerykańskiej i polskiej strony, które potwierdzały przeloty i lądowania samolotów, ale zapewniały, że były to tylko międzylądowania konieczne przede wszystkim dla uzupełnienia paliwa. Co ciekawe, dokumentu o pasażerach samolotów nie dostała komisja europejska kierowana przez senatora Dicka Marty'ego, która w 2007 r. orzekła, ze w Polsce byli bezprawnie przetrzymywani więźniowie. - To pierwszy raz, gdy władze przyznają się do tego, że samolotami transportowano ludzi i że zostawali oni na terenie Polski. Wśród pasażerów byli zapewne agenci i tłumacze, ale coraz bardziej prawdopodobne jest, że byli też więźniowie, wśród nich Chalid Szejk Mohammad [jeden z autorów zamachu na World Trade Center], którego zeznania o pobycie w więzieniu w kraju, którego nie był w stanie dokładnie zidentyfikować, są jedną z poszlak wskazujących na Polskę jako kraj, który zgodził się na przetrzymywanie amerykańskich więźniów - mówi Adam Bodnar z Helsińskiej Fundacji.
Sprawa tajnych więzień CIA zaczęła się w listopadzie 2005 r. od publikacji w "Washington Post". Potem Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy powołało komisję Marty'ego. Jej raport (przyjęty przez Radę Europy) mówił, że więźniów przetrzymywano w Rumunii, Polsce i na Litwie. Polskie władze temu zaprzeczyły, a w nieoficjalnych wypowiedziach politycy odpowiedzialni za służby specjalne mówili o wypełnianiu przez Polskę zobowiązań sojuszniczych wobec
USA. Zwracali też uwagę, że obciążenie krajów Europy Wschodniej sprawą nielegalnych więzień zwiększa zagrożenie działaniami odwetowymi ze strony terrorystów.
Jednak latem 2008 r. polska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień przez nasze władze (chodziło o rządy
SLD), które miały zgodzić się na powstanie na polskim terytorium kontrolowanej przez Amerykanów bazy. We wrześniu 2008 r. "Gazeta" ujawniła, że prokuratura ma notatkę Agencji Wywiadu na temat bazy. Nie wynika z niej wprost, że w bazie kogoś przetrzymywano, ale jest mowa o tym, że baza jest podległa wyłącznie nadzorowi CIA.
W śledztwie przesłuchano kilkadziesiąt osób, w tym co najmniej dwóch premierów (Leszka Millera i Kazimierza Marcinkiewicza), szefów służb specjalnych i ich funkcjonariuszy. Śledztwo ma status ściśle tajny i już kilka razy było przedłużane.
Kiedy w czerwcu tego roku Helsińska Fundacja zarzuciła prokuraturze, że działa w tej sprawie zbyt wolno, Jerzy Szymański z Prokuratury Generalnej odpisał, że "zarzut nieefektywności" wynika z tego, że prokuratorzy prowadzący sprawę "sa związani tajemnicą państwową" i z tego powodu "przekazywanie jakichkolwiek informacji o śledztwie nie jest możliwe".
Wczoraj Amnesty International wezwała do odtajnienia materiałów śledztwa. - Na obecnym etapie nie wydaje mi się to możliwe - powiedział PAP prok. Szymon Liszewski, wiceszef wydziału ds. przestępczości zorganizowanej Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie.