Oszczędności zaplanowane na przyszły rok przez
NFZ tak przeraziły szpitale, że te zaczęły gremialnie protestować. Na dziś Związek Powiatów Polskich zapowiadał demonstrację przed Ministerstwem Zdrowia i NFZ. Nie odbędzie się ona jednak. Zapobiegła jej minister
Ewa Kopacz. Spotkała się z działaczami samorządu i "znalazła" dodatkowe pieniądze w budżecie NFZ.
Zapewnia, że szpitale w przyszłym roku nie dostaną mniej niż w bieżącym. Jeszcze jedno spotkanie samorządowców z minister zdrowia ma się odbyć tuż przed Wigilią, 22 grudnia. Do tego czasu - rekomenduje ZPP - szpitale powinny wstrzymać się z kontraktowaniem świadczeń.
W atmosferze życzeń i opłatka nie wypada kłócić się o pieniądze.
Ale plan finansowy NFZ, to tylko obietnice. Aż strach pomyśleć, na jak kruchych podstawach się opiera.
Prawie pół miliarda oszczędności ma dać obniżenie nakładów NFZ na refundację leków. Zmieniona lista refundacyjna obowiązuje od 16 grudnia, a następną resort zapowiada za dwa miesiące. Oszczędności mają pochodzić z obniżenia cen leków wynegocjowanego z firmami farmaceutycznymi. Trudno oszacować z góry, ile się uda w ten sposób zaoszczędzić, bo kwota refundacji zależy nie tylko od ceny, ale też od ilości sprzedanych leków. Do tej pory szacunki Ministerstwa Zdrowia prawie zawsze mijały się z rzeczywistością - przekraczały założenia. To jednak tylko połowa problemu, bo licząc oszczędności, resort uwzględnił też efekty nowej ustawy refundacyjnej. To już typowe dzielenie skóry na niedźwiedziu, bo projektu ustawy Sejm jeszcze nie widział. Nie wiadomo, czy będzie uchwalona, nie wiadomo, czy nie będzie zawetowana. Ale oszczędności, jakie przyniesie, już mają pójść w kontrakty szpitalne.
Drugie pół miliarda złotych szpitale mają dostać z rezerwy ogólnej NFZ. Czyli już u progu roku Fundusz uznaje, że sytuacja jest nadzwyczajna, i pieniądze ustawowo przeznaczone na sytuacje nagłe, jak np. epidemia, z góry przeznacza na leczenie planowe. A jeśli w ciągu roku zdarzy się jakaś klęska?
Trzecią pozycją budżetu NFZ, która ma zasilić szpitale, jest tzw. rezerwa migracyjna. Każdy dyrektor oddziału wojewódzkiego miał ją na wypadek konieczności płacenia za leczenie chorych ze swego województwa poza województwem. Teraz kwota rezerwy - 2,6 mld zł - ma być doliczona do kontraktowania usług szpitalnych.
To wszystko wygląda na pokaz kreatywnej księgowości. Czy pieniędzy przybędzie dlatego, że je się doliczy z góry?
Budżet NFZ na przyszły rok jest na pewno trudny. Zabiegi minister Kopacz dostarczają mu wirtualnych, a nie realnych pieniędzy i napięć nie zlikwidują.
Kryzys gospodarczy i wzrost bezrobocia to zrozumiałe przyczyny spadku wpływów do NFZ, czyli pieniędzy, od których zależy poziom leczenia w Polsce. Ale już trudniej obywatelowi zrozumieć, że NFZ musi oszczędzać na naszym leczeniu z powodu spadku ceny żyta. Budżet państwa zapłaci w przyszłym roku za rolników o 1,5 mld zł mniej - bo składka na zdrowie rolnika zależy od ceny kwintala żyta, a ta spadła z 55 do 34 zł.
A można dołożyć pieniędzy. Cena żyta spadła, więc minister finansów na tym zyskuje, ale kosztem wszystkich pacjentów. Może warto znowelizować ustawę i oderwać składkę za rolników od ceny żyta. Uzależnić ją od średniej albo chociaż minimalnej płacy. Budżet nic nie zyska, ale przynajmniej pacjenci nie stracą.